04 lipca 2013

o Liście Otwartym i matki przemyśleniach

Pamiętacie takie spoty reklamowe, w których główną rolę odgrywają chore dzieci, a film pokazuje ich zmagania z własnym ciałkiem, mową.... Zwykle nawiedzają one telewizję w okres okołoświątecznych, zawsze w okresie rozliczeń podatkowych...

Zazwyczaj, oglądając je, łzy stawały mi w oczach i nie mogłam spokojnie wytrwać tych 2,3 minut przed ekranem. Rodził się we mnie też lęk i współczucie- ot, takie dwa banalne uczucia.

Życie nas zmienia.
Mnie zmieniło pojawienie się Ignasia.
Już nie popłakuję przed TV, oglądając ćwiczenia innych chorych dzieci w spotach reklamowych. Już nie współczuję ich rodzicom...
Teraz to wszystko po prostu rozumiem.

Patrzę, jak Ignaś stawia niestabilnie i koślawo stopy, wspominam jak rolował się po podłodze by dotrzeć w miejsce, do którego zmierzał. Te widoki mi znormalniały. Po prostu.

Niemniej jednak- nawiązując do spotów reklamowych- otrzymałam list elektroniczny od znajomej mamy. List ten zawiera list (nomen omen) otwarty do "ważnych" ludzi w naszym kraju z prośbą/żądaniem/błaganiem/argumentacją zasadności pozostawienia możliwości zbierania pieniędzy na subkontach w fundacjach ( w tym osławionego już 1%) na cele leczenia czy usprawniania naszych bliskich.

Zapewne zdajecie sobie sprawę, że najchętniej pomagamy dzieciom lub dorosłym po dramatycznych wypadkach życiowych. To takie apele chwytają nas najłatwiej za serce i je otwierają. Ale dzieci dorastają i nikt nie życzyłby takim większym już dzieciom niepełnosprawnym dodatkowych "dramatycznych zdarzeń losowych", prawda.
Dzieci dorastają, ale rehabilitować trzeba je cały czas, nieustannie. Zabiegi nie tanieją, turnusy również. Szczęście- jeśli dziecko się dało "wyrehabilitować" w pierwszych latach życia i doprowadzić do sprawności. Ale jeśli nie?

Czy ktoś z decydentów zadaje sobie takie pytania? Czy zna codzienność, również finansową, wielu rodzin opiekujących się swoimi chorymi bliskimi? Nie sądzę.
W przeciwnym razie nikt nie wpadłby na pomysł odbierania im tego źródła ratunku finansowego.


Gdy byłam mamą dwóch zdrowych chłopców, oddawałam swój 1% zwykle JAKIEMUŚ KONKRETNEMU DZIECKU. Nigdy fundacji ogólnie. Nie miałam pewności, jak te pieniądze zostaną wykorzystane. Ot, taki ze mnie niedowiarek nieufny był...
Właściwie zastanawiałam się tylko nad organizacjami pomagającymi dzieciom i chorym.
Czy jest coś ważniejszego i cenniejszego zarazem niż ludzkie życie i zdrowie? Czy może jakaś filharmonia albo placówka naukowa powinna zostać wsparta moim 1% podatku....
Według mnie nie.

Wydrukuję ten list od znajomej mamy (autorstwa Babci Gosi), podpiszę i wyślę. Do ministra Dudy, do Pana Premiera i Pana Prezydenta.
A nuż otworzy komuś oczy. Jeśli takich listów dotrą tysiące na urzędnicze biurka...

Być może nie macie czasu, albo przekonania, ale gdybyście chcieli- też możecie pomóc.
Pomóc tym wszystkim BIEDNYM rodzinom z chorymi dziećmi, które NAPRAWDĘ nie miałyby szans na opiekę nad swoimi dziećmi, gdyby nie pieniądze z subkont i 1%. One istnieją NAPRAWDĘ. I naprawdę czasem zbierają 50, 100 czy 200 tysięcy złotych na jakiś sprzęt czy zabieg dla swojego dziecka. Wyobrażacie to sobie???????


PS. List otwarty do Ministra Dudy znajduje się gotowy do skopiowania na blogu www.pokochajciekubusia.pl. Można go rozpowszechniać, podpisywać i wysyłać.
Poniżej wytyczne dla chętnych do zaangażowania się w akcję, z listu Mamy AnnyJulci do mnie:

Dziękujemy wszystkim za pomoc i zaangażowanie Prosimy o jeszcze!!!! Chodzi o likwidację 1% podatku na rzecz indywidualnych osób objętych opieką organizacji pożytku publicznego a nie o likwidację subkont!!!!! Koniecznie podpiszcie ten list swoim imieniem i nazwiskiem, podajcie swój pełen adres zamieszkania z kodem pocztowym, możecie też dodać coś od siebie, opisać Waszą sytuację!!!!Podpisujmy się pod Tym Listem i wysyłajmy Go na adres:
Sekretarz Stanu 
Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych
Pan Jarosław Duda
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej 
ul. Nowogrodzka 1/3/5 00‐513 Warszawa
e‐mail: 
info@mpips.gov.pl

* * * 
Wysyłajmy List Otwarty Babci Gosi: do Sekretarza Stanu Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych Pana arosława Dudy a także do: Prezesa Rady Ministrów Pana Donalda Tuska na adres Kancelaria Prezesa Rady Ministrów 00-583 Warszawa Al.Ujazdowskie 1/3tel. +48 22 694 60 00e-mail: kontakt@kprm.gov.pl - e-mail przeznaczony do przesyłania wszelkich pytań niebędących wnioskami o udostpnienie informacji publicznych, sugestii i propozycji oraz skarg od obywateli

* * * 
Wysyłajmy też podpisany przez na List Otwarty Babci Gosi 
do Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Pana Bronisława Komorowskiego na adres: 
Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej 
ul. Wiejska 10
00-902 Warszaw
Telefon informacyjny o wewnętrznych numerach telefonów w Kancelarii: 
(22) 695-29 00
fax: 695-22-38
mail: listy@prezydent.pl

Subkonta dalej będą ale my nie będziemy mogli na nie zbierać 1% podatku!!!!!!


2 komentarze:

  1. No widzisz, ja wlasnie naleze do tych osob, ktore wzruszaja sie na spotach "reklamowych#. Mam trojke zdrowych dziecie i wspolczuje z calego serca rodzicom dzieci chorych. Niestety ich nie rozumiem. Oamietam, kiedy zamgalam sie z walka z nieplodnoscia wspolczucie innych jakos tak mi obojetnie zwisalo. Po prostu bylo, wspolistnialo ale nie wiele zanaczylo. Spotkania z dziewczynami , ktore przechodzily przez in vitro dawalo ogromne oczyszczenie. Potrafilysmy sie smiac razem, bo rozumialysmy dokladnie swoja sytuacjie.
    Zyje w innym kraju i nie chodzi juz o porownywanie, bo Polska w nich bardzo blado wychodzi ale chodzi o zainteresowanie sytuacja osob niepelnosprawnych/chorych przez tych u wladzy. W glowie mi sie to nie miesci jak wy rodzice dzieci chorych dajecie rade w momencie kiedy panstwo wypina w wasza strone cztery litery. Skad czerpiecie sily. Podziwiam, wspolczuje, szlag mnie trafie, ze u nas tak to wszystko kuleje....U moich chlopakow w przedszkolu jest dziewczynka, ktora sama nie chodzi i nigdy nie bedzie chodzila. Zatrudniono dodatkowa pania przedszkolanke, ktora opiekuje sie Mila. Moja znajoma pracuje w przedszkolu do ktorego uczeszczac zaczal chlopiec, ktory bardzo zle slyszy i jego stan wciaz sie pogarsza-wyslano przedszkolanke na kursy jezyka migowego....Pamietam jak moj Leon zlamal noge, za pare dni przywieziono nam do domu dzieciecy wozek inwalidzki. Wszystko bezplatnie, bez proszenia sie o pomoc, bez marzenia o tym, zeby byc zauwazonym. Bardzo mi przykro, ze wy rodzice zmagacie sie z taka niesprawiedliwoscia i brakiem empatii. Wstyd mi za Polska, po raz kolejny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak- o takich udogodnieniach możemy właściwie pomarzyć... a o resztę- zatroszczyć się sami:):(
      Może to ta świadomość, że nikt za nas tego nie zrobi dodaje sił i determinacji... najgorsze jednak są kłody rzucane wciąż pod nogi- jakby nam było mało i za lekko;)
      Ściskam cię Ciepło, Dag.

      Usuń