"Kolejny papier......"

Na początku pozwolę sobie na dygresję. Otóż- uważam, że wykazujecie się, Szanowni Czytelnicy, wybitną cierpliwością i lojalnością, żeby nie powiedzieć- wyrozumiałością. Dziękuję. Mimo mojego upartego milczenia i swego rodzaju opieszałości, bądź nawet zaniedbania bloga, nadal do nas zaglądacie, co mnie po prostu i szczerze cieszy. Dziękuję. Czterdzieści wejść dziennie (średnio) do zamarłej, zastygłej dwa tygodnie temu Ignacówki to dla mnie imponujące, schlebiające i wzruszające;) Dziękuję.

Nie zamierzam się tłumaczyć. Milczałam- miałam powody. Poza tym- przed niczym innym chyba tak się zaciekle nie bronię, jak przed tym, żeby poczuć się "w obowiązku". Nie tutaj. Nie na te tematy. Nie w tej przestrzeni. Tylko "z wewnętrznej potrzeby"- że tak napiszę sentymentalnie i do bólu szczerze.


***

"Kolejny papier, który zaświadcza, że z Ignasiem wszystko w porządku"- takim komentarzem oplotła wypis z konsultacji Pani Kardiolog na dzisiejszej wizycie. Miałam wrażenie, że wyczuwam jakby delikatne muśnięcie rezygnacji z domieszką przyjaznej (?????- sama się temu dziwię) ironii w jej tonie. I zupełnie nie mam jej tego za złe. Przeciwnie- rozumiem ją jak siebie samą w tej kwestii.
Cieszy mnie niezmiernie, że układ krążenia naszego Panicza jest "prawidłowy morfologicznie i czynnościowo". Super! Nie kuśmy losu i nie narzekajmy! Serce Ignacy ma zdrowe jak dzwon i niech tak pozostanie for ever! Kciuki pomogły- dziękujemy po raz kolejny:)
Bo w głębi duszy- tak chyba najbardziej na świecie, jednocześnie pragniemy poznać i boimy się jak diabli DIAGNOZY...


***

Czy wiecie, że.....
- dziecko ze zmęczenia może dostać 39-stopniowej gorączki?

Tak, jak Ignaś, w ubiegłą środę po 7 godzinnym okresie aktywności, w tym konnej jeździe i ćwiczeniach chodzenia w kombinezonie Dunag.... Po upragnionej drzemce, w którą już zapadł w okowach gorączki- stąd wcale nie była ożywcza, ale raczej porwana "niespokojem", wstał Chłopina rozogniony, osłabiony do granic możliwości- przelewający się wręcz (takiego Ignasia to ja nie pamiętam po prostu) i dopiero porządna dawka medykamentu postawiła go tyle-o-ile na nogi.
Nazajutrz po gorączce ślad zaginął bezpowrotnie, stąd mój powyższy wniosek, że skrajne zmęczenie u Ignasia może się tak objawiać. Jak regres po Vojcie;)
I jak go tu na dwutygodniowy maraton rehabilitacyjny wysyłać? Strach....



*** 

Zataczając krąg tematyczny- to nie tak, że nie mam tematów, że nudno i nic się nie dzieje.
Dzieje się, dzieje- możnaby wręcz rzec, że galopują wydarzenia w naszym życiu i zmiana zmianę pogania. Ale się we mnie jakoś więcej miejsca zrobiło i nie muszę już wyrzucać jak z karabinu każdej myśli, każdej emocji, którą dostaję od życia. Wpierw się im przyglądam uważnie, obracam w palcach, ważę, a dopiero po tym uwalniam to, co wydaje mi się naprawdę Istotne.



***

Ignaś "restauracyjny", dzisiejszy, świeżutki.... mniam;)







Komentarze

  1. W pełni rozumiem odczucia opisane w drugim akapicie. Stoję mniej więcej na tym samym. Nie dalej jak wczoraj w kolejnej-zaliczanej-poradni usłyszałam coś mniej więcej podobnego.
    Co do gorączek - u nas niestety się zdarzają, właśnie takie, prawie 40-stopniowe, bez przyczyny. Tylko że nie raz a już kilka razy coś takiego miało miejsce, a po 3 godzinach dziecko zdrowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudny Przypadek;)
      Tak... znane to nam, oj, znane.
      Powodzenia życzę i Wam i nam:) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Podczytujemy, rozumiemy Wasze obawy ...serdecznie pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Odwdzięczamy się pozdrowieniami:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.