Nowa era

Mając dwa dni samotności, zajmowania się wyłącznie tym, co sama sobie dyktuję, regenerując zmęczony materiał i umysł, układałam sobie w głowie różne zawiłości, co mi spokoju nie dawały (zwłaszcza wieczorami, gdy już wokół tak cicho, że wyraźnie słychać własne myśli;)).

Właściwie myślałam stanowczo zbyt długo, gdyż z tego myślowego procesu wyłuskałam jeno jedną, samotną konkluzję... Osadzoną na kilku prostych pojęciach: poczucie bezpieczeństwa, złość, zmęczenie, wyczerpanie, niechęć, instynkt samozachowawczy, wściekłość, wybuchowość, wstyd i smutek.
Celowo zmieniłam kolejność w tej szaradzie- byłaby zbyt prosta, zatem nieciekawa.

Życie z Ignacym nauczyło mnie o sobie bardzo wiele. I to tego, czego wolałabym nie wiedzieć. O ileż prościej byłoby, gdyby TO wszystko pozostało w cieniu, poza obrębem mojej samoświadomości. Zdecydowanie czułabym się lepsza, szlachetniejsza, być może nawet wartościowsza? kto wie?
Tymczasem wyłażą ze mnie zwykłe ludzkie odruchy (czasem adekwatniej byłoby napisać zwierzęce nawet), które plamią mój alabastrowy wizerunek. I taka właśnie poplamiona przed Wami staję. Mama Ignasia;)


Ale z tych właśnie pobudek ciemnych i mrocznych wykluła się we mnie nowa potrzeba, ta zaś dała początek Nowej Erze w życiu naszym i Ignasia, o której dzisiaj.

Era ta właściwie wcale taka nowa nie jest, raczej zarzucona na lat kilka i teraz, w obliczu sprzyjających okoliczności i potrzeb, reaktywowana po prostu. Choć dla Ignasia pierwsza być musi, nieznana, a przez to atrakcyjna, jak mniemam, gdyż on poprzednich nie uświadczył, nie będąc wśród nas na tym Świecie jeszcze;)

Era nazywa się "Opiekunka".
Na imię ma Asia, Joanna.
Już o niej wspominałam tu. (chciałam napisać niedawno, ale zreflektowałam, że to już miesiąc upłynął od publikacji tamtego posta! Wow!).

Ignacy, choć wydawać by się mogło jeszcze zupełnie niedawno- że będzie to niemożliwe, natychmiast ją zaakceptował. Wystarczyło, że Asia zeszła do poziomu jego metra i kilku centymetrów wzrostu, tak, by mógł się jej dobrze przyjrzeć, w mig rozpoznała skomplikowany system porozumiewania się Brzdąca i już był cały Jej:) Podpieściła go jeszcze nieustanną swą obecnością, pełnym zaangażowaniem, braniem na rączki na każde żądanie i Ignaś świata mógłby poza nią nie widzieć! (oczywiście, jeśli na horyzoncie nie pojawiają się Rodzice, a Ci taki właśnie niecny plan mają, by znikać Ignasiowi w tym czasie z pola widzenia dokumentnie).

Wielkie nadzieje wiążę z Nową Erą Opiekunki Asi.
Nie wiem, czy nie przesadzam z oczekiwaniami. Ale potrzeba odizolowania się choćby na 2 godziny dziennie, dwa razy w tygodniu od mojego KOCHANEGO TRZECIEGO SYNA Ignasia (piszę dużymi literami, żeby nie dopuścić do pojawienia się  choćby cienia wątpliwości w żadnym umyśle czytającym te słowa) jest we mnie tak dojmująca po tych prawie trzech wspólnych latach z nim i jego niepełnosprawnością, że cieszę się z Asi tak jak mój synek. Myślę, że cieszymy się wszyscy. Całą Rodziną, Chóralnie. Gremialnie. Zmęczenie dopada każdego. Nawet dziewięcio- czy dwunastolatków.

A jak zmęczenie się kumuluje i nie resetuje, to=
wyczerpanie- zachwianie poczucia bezpieczeństwa- uruchomienie instynktu samozachowawczego- złość/wściekłość/ niechęć- wybuchowość- wstyd i smutek.:) :(


No. I tak sobie odpoczywając beztrosko, nareszcie udało mi się zrealizować coś, co planowałam od czerwca tego roku! Tata kupił laminator. Ciocia Ola wyszukała i wydrukowała kolorowanki. Dzieci je pięknie pokolorowały (dziękujemy raz jeszcze całej klasie IIb  SP nr 2  w naszym mieście za piękne rysunki - są naprawdę pięknie pokolorowane- dzieci musiały się baaaardzo starać!!!!  i wychowawczyni, Pani Monice L. za gotowość, otwartość i pomoc).
A ja wczoraj wieczorem wszystkie je zalaminowałam dokładnie i zrobiłam dla Ignasia takie "cóś":


Faza przygotowawcza
Efekt końcowy;)

Jeszcze tylko zawiesić na ścianie w salonie i 'fototapeta edukacyjna' gotowa;)

A takimi widokami syciłam dziś rano oczy, popijając spokojnie dłuuuugie latte z miodem na tarasie (te widoczki to dla Was, Drodzy Czytelnicy, na osłodę po gorzkim tekście;):




Pozdrawiam...

Komentarze

  1. Pięknie!! I edukacyjnie i ogrodowo!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) A co do ogrodu- zapraszamy, póki jeszcze zielono;)

      Usuń
  2. Widoki cuuuuuuuuuudne:)

    Fajna nowa era się wam kroi:)

    Buziaki nieustające:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wy to chyba już w takiej erze doświadczenia mieliście, prawda? Z wolontariuszkami:)
      Więc nabraliśmy ochoty i my;)
      Pozdrawiamy i ściskamy całą Franiową Ekipę!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.