Wakacyjne i nie tylko. Postępy.

Ok. Przyznam się szczerze- nie chce mi się pisać, jak było na wakacyjnym wyjeździe. Było, minęło, nic tego nie wskrzesi. Mam zresztą inne ochy i achy do zakomunikowania, więc może skupię się od razu na nich? Nie sądzicie?

Otóż.

Trwa u nas tydzień odwiedzania Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Wizyt ogółem będzie 3, a 2 z nich już za nami. Celem jest otrzymanie dla Ignasia orzeczenia o kształceniu specjalnym. Wszak zbliżają się 3 urodziny Jegomościa i czas pomyśleć o wypuszczeniu go w wielki świat przedszkolaków. A przynajmniej innych dzieci, skoro już do tradycyjnego przedszkola się nie wybieramy, bo realistami jesteśmy:)

Dziś odwiedziliśmy Panią Pedagog. Starsza, sympatyczna kobieta.
Ignacy od razu nawiązał z nią rewelacyjny kontakt i grzecznie współpracował całe 0,5 godziny wykonując prezentowane mu zadania i podążając za propozycjami Pani Pedagog zaskakująco ochoczo. I tak oto:
-  Zafascynował się książeczką ze zwierzątkami i ich odgłosami (musimy się koniecznie w taką zaopatrzyć!)
- uderzał radośnie w dźwięczny dzwoneczek naśladując Panią
- rysował kredkami ołówkowymi!!! (mama sądziła, że tylko specjalne trójkątne potrafi obsługiwać, a tu proszę- niezauważenie nabył tę nową umiejętność, która nam się dziś objawiła w całej okazałości!)
- rozumiał WSZYSTKIE POLECENIA, PROŚBY, KOMUNIKATY I PYTANIA!!!!!!!!!!!
- pokazywał dość trafnie i powtarzalnie gdzie jest kotek, a gdzie piesek w zabawie z pacynkami (testowałam go wściekle i zawzięcie ze 3 razy, żeby na własne oczy zobaczyć, że to już NIE JEST PRZYPADEK.... tak, tak- matka taka niewierząca czasem bywa:(.... )
- zdejmował klocki z patyczka (ale z nałożeniem wciąż jest większy problem, gdyż celowość marna jest- nie będzie na razie Ignaś żołnierzem, oj nie;))
- nonszalancko wyjmował i wkładał klocki i kredki z i do pudełka, co mnie wcale z nóg nie zwaliło, gdyż wiedziałam, że akurat TO potrafi wyśmienicie, jak tylko mu się chce:)

Egzamin oblał dopiero, gdy przyszła kolej na dopasowywanie kształtów. To wciąż zbyt wygórowane jak na jego możliwości oczekiwanie...

Poniedziałkowy test logopedyczny- choć wypadł jak- każdy z Was się domyśla, przyniósł jednak również pewne olśnienia na temat Ignasia. Mianowicie- Ignacy potrafi z łatwością pokazać gdzie ma głowę, ucho, brzuch, nogę, rękę, okolice intymne. Innymi słowy- dość nieźle orientuje się w schemacie własnego (i nie tylko- uwierzcie;)) ciała. Jest to również krok milowy w rozwoju dziecka, o czym poinformuje nas/Was każdy specjalista "z zakresu". Nie to jednak mnie zachwyciło, choć mogło. A nawet powinno- powiecie. Ignacy wszystkiego tego NAUCZYŁ SIĘ SAM! Mimochodem! Słuchając mojej codziennej paplaniny podczas codziennych czynności wokół niego. Nie okupił tego sukcesu ANI JEDNYM CELOWYM ĆWICZENIEM, od których zmykał zawsze gdzie pieprz rośnie z prędkością światła i wytrwałością maratończyka. Ileż ja zębów naścierałam, zaciskając ze złości na mojego krnąbrnego syna. Ile wstydu się najadłam, tłumacząc okrągło i zawile terapeutom różnym, że i dlaczego nie ćwiczę z nim tego w domu. "Bo się nie da, psze pani..." i pąs.
A on- zdrajca jeden i oszust cudowny nauczył się tego sam! Po prostu! I WIE.

I tak- na skutek tych dwóch wizyt w PPP wstrząsnęła mną  dziś podczas tego badania jedna wielka konkluzja.
MÓJ /NASZ SYN ZROBIŁ GEOMETRYCZNY POSTĘP OD ZESZŁEGO ROKU!!!
Stanęła mi przed oczami rozmowa z tą samą Panią Pedagog z maja 2012 roku i olśnił mnie cud, który się dokonał w międzyczasie tak zwanym:)

Ignacy jest w rewelacyjnym kontakcie z otoczeniem!!!
Jest wybitnie pogodnym chłopcem, ufnym i odważnym jak na swój wiek i swoje problemy rozwojowe. Śmiało mogę powiedzieć, że na swój sposób urzeka otoczenie o ile jest w dobrym nastroju:)
Świetnie sobie radzi z komunikacją, zważywszy jego megaograniczoną umiejętność porozumiewania się gestem i żadną - słowem. Potrafi być: złośliwy, dowcipny, uparty, przekorny i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Nie skarżę na niego! Chwalę go pod niebiosa! To cudowne oznaki świadczące o jego rozwoju (jak przypomnę sobie diagnozy porezonansowe mózgu- brrrr).


Na domiar tych cudowności, o których powyżej, Ignacy zaczął podczas wakacji chodzić samodzielnie "wzdłuż mebli" bokiem i nauczył się jeździć na czterokołowym samochodziku-jeździdełku. To dość skomplikowana czynność, wymagająca skoordynowania wielu "aspektów"- trzeba skojarzyć chęć ruchu z samym ruchem najogólniej pisząc, utrzymać równowagę, przestawiać obie nóżki równocześnie- tylko nam- sprawnym, wydaje się to banalne, bo rzadko zastanawiamy się nad rutynowymi czynnościami. Dla Ignasia to milowy krok! Bez dwóch zdań.
Ponad to Ignaś nauczył się również (w wyniku systematycznego treningu, po kilka razy dziennie) przekręcać kluczyk w stacyjce samochodowej;), otwierać drzwi od wewnątrz- musimy teraz go pilnować, coby nam nie wypadł z auta podczas rzeczonego "treningu" i zdarzyło mu się nawet raz prowadzić samochód (oczywiście z kolan taty i na polnej drodze podczas urlopu;). Zachwyt NIE-DO-OPISANIA! Uwierzcie:)

W tym roku po naszych rodzinnych wojażach mam jeszcze mniejsze wątpliwości, że wysiłek się opłaca, a przerwy w rehabilitacji są wręcz obowiązkowe! Howk!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.