26 września 2013

Asocjacja

Synonimem Asi są lody.
W Ignasiowym narzeczu rzecz jasna.
Anatomia tej asocjacji nie do końca jest mi znana, wiem jedynie, iż powstała ona błyskawicznie pewnego pięknego dnia, gdy jeszcze towarzyszyło nam bezchmurne niebo i słońce zachęcało do zażywania ruchu na (umownie- uwzględnijmy to;) świeżym powietrzu.

Któregoś pięknego czwartku bądź piątku- pamięć mnie zawodzi gdyż jest znacznie przeciążona- w ramach budowania pozytywnych relacji pomiędzy naszym Skarbem nr 1 (Ignasiem) i Skarbem nr 1a (Opiekunką Asią) - dla pełnego obrazu i jeśli mam być zupełnie szczera- Skarbów mam jeszcze kilka (nr 2, nr 3 i nr 4).-  zatem.... w ramach budowania pozytywnych relacji i silnej więzi emocjonalnej między rzeczonymi, zaordynowałam wycieczkę na lody. I tak, Ignaś wraz z Asią wyruszyli na spacer, zwieńczony wizytą w jednej z kilku naszych miejscowych kawiarnio-lodziarni i konsumpcją lodów:)

By owa, misternie uknuta intryga, wypaliła i utrwaliła się w Ignasiowej główce- powtórzyłyśmy to z Asią kilkakrotnie i efekt jest murowany.

Jak murowany? Ano- solidnie. Jak tylko w drzwiach naszej kuchni stanie Asia (bądź wspomnę  o jej wizycie u nas w jakiejś miłej pogawędce z Ignacym), natychmiast uruchamia się asocjacja i rączka wymownie wskazuje gest autorski pn. "lody". Sprawa jest prosta, gdy da się wyjść z domu na spacer, choćby i wieczorny, i Ignaś wędruje z Asią na upragnione lody. Cóż jednak począć gdy na zewnątrz ziąb, deszcz i słota? Pozostaje Ignasiowi tłumaczyć cierpliwie i kilkakrotnie, że dziś na lody nie pójdzie, bo zimno i pada, i liczyć na to, że rozczarowanie prędko zniknie z jego serca i twarzyczki, ustępując radości ze wspólnej zabawy.

I dziś właśnie musiałyśmy skorzystać z wariantu nr 2, gdyż wyjście z domu o godzinie 17:30 groziło zmarznięciem do szpiku kosteczek, nawet opatulonych w ciepłe odzienie. Gdy człowiek się nie rusza samodzielnie obok wózka, a jest w nim wożony, ciepłota ciała opada w znacznie szybszym tempie i trudniej ją zachować na bezpiecznym poziomie;) Ignacy został więc z Asią w domu. Asia wytłumaczyła mu spokojnie, że ich lody dziś są niemożliwe, bo na dworze pochmurno i pada deszczyk. Ignaś przyjął do wiadomości i zdawał-był-się o sprawie zapomnieć. Bawił się w najlepsze, wędrował po mieszkaniu,  gdy nagle.... nastąpiła pewna koincydencja zdarzeń.

Ignacy znalazł pieniążka.
Słońce na chwilę się przebiło zza chmur.
W pokoju pojaśniało na skutek przebicia się gwiazdy.
Ignacy podszedł do Asi, pokazał pieniążka i gest "lody".

Nadzwyczajne?
Nadzwyczajne! Jak najbardziej! Gdyż oznacza to ni mniej, ni więcej, że Ignacy analizuje samodzielnie sytuację, kojarzy fakty, pamięta je i proponuje aktywność, informując o swoich potrzebach!
A wszystko to bez słów!
Jaką formę przyjmują zatem jego MYŚLI?... ciekawe? Czy można rozumieć słowa, myśleć słowami, ale nie być w stanie ich wyartykułować, posiadając sprawny aparat mowy... Najwyraźniej można. Niezwykła to tajemnica ludzkiego mózgu, gdyby tak na to popatrzeć...

A tymczasem Mama z Tatą wybrali się na pierwszy w tym roku wspólny spacer. Zupełnie sam na sam, bez żadnych ogonków i notorycznych gawędziarzy. We dwoje. Tylko.
Zimno było. Romantycznie.
I urokliwie.
Zobaczcie:







22 września 2013

Tak niewiele...

potrzeba, by wyrównało i wyciszyło się to, co wzburzone, rozprostowało- to, co pogniecione i odżyło - co już ostatkiem sił lub zwykłą inercją do przodu toczyło się...

Tak niewiele.

Ot, 20 godzin spędzonych poza domem.

20 godzin przeżytych w otoczeniu i w towarzystwie zaufanych, serdecznych, oddanych Ludzi.

Jeden długachny spacer po obcym mieście i jego niekoniecznie urokliwych, ale odległych, odosobnionych zaułkach i zakątkach.

Jedna rozmowa o wszystkim, co doskwiera, cieszy, daje nadzieję i ją przygniata, utkana anegdotami z codzienności, niekontrolowanymi wybuchami śmiechu i przeciągającymi się chwilami ciszy, której nikt nie chce i nie musi przerywać. Wspólne przeskakiwanie kałuż, nocne poszukiwanie pieczarek i brak pytań po przekroczeniu progu domu.

A potem pizza o 22:30, przypadkowy film, z którego niekoniecznie trzeba coś zapamiętać, a tym bardziej zrozumieć i błogi sen, przynoszący nadspodziewaną dawkę wypoczynku.

Legnickie leniuchowanie jest dla nas jedną z ulubionych form odstresowania się rodzinnego i gremialnego. Nie potrzeba nam do szczęścia słońca, szczególnych atrakcji, niezwykłych gadżetów.

Wystarczy kawałek ogrodu, stary, przybrudzony, wytargany z kępy krzaków rowerek, by rozweselić nas totalnie od środka, rozlać w sercach błogie wzruszenie z domieszką nadziei, a w głowach wykreować obrazy możliwych przyszłych wycieczek z Ignasiem.

Tak, tak - dziś Ignaś stał się szczęśliwym posiadaczem prawdziwego rowerka. I on jest już tylko i wyłącznie Jego. I ma prawdziwe pedały, prawdziwe siodełko i najprawdziwszą, samodzielną, dającą nieograniczone możliwości kierownicę!

Dziękujemy Wam, Kochani! Madziu, Zbyszku, Michale i Wojtku:)

To był prosty i zarazem cudowny weekend....



19 września 2013

Kalendarz ujarzmiony:)

Siedzę nad płachtą papieru zdjętą z gwoździa, wbitego w kuchenną ścianę.

Już wiem, dlaczego definitywnie i całkowicie zrezygnowałam z pracy zawodowej;)
Mam do wykonanie inną robotę- życiową, powiedzmy.

Jej harmonogram prezentuje się już tak:


Codziennie wyjścia terapeutyczne. Tygodniowo około 150 km przejechanych na i z  terapii.
Nudy nie ma:)

"Już", ponieważ z roku na rok, a właściwie co pół roku, plan terapii Ignasia zmienia się poprzez dołożenie kolejnych zajęć, albo w wymiarze jakościowym, albo ilościowym.
Tym razem przybyło godzin zajęć, w których Ignaś już uczestniczył.

Rosną jego możliwości, rośnie wytrzymałość to i plan się nadyma;)*

Szczęśliwie, wszyscy, którzy pracują z Ignacym mają wielkie do niego serce i potrafią je okazać. W niespełna sekundę od łez są w stanie przeprowadzić go do śmiechu i jednocześnie wyegzekwować to, co w danym momencie ma dla Ignasia terapeutyczne znaczenie. Co mu pomaga. Czasem bywają to na przykład takie niepozorne "przewalanki" pod okiem pani Kasi:




Efektem takich właśnie "przewalanek", poszukiwań Bostona (to pies właścicieli Ośrodka, przygotowywany do zajęć z dziećmi), spacerów poza salą terapeutyczną, w której ścianach coraz częściej trudno Ignasia zatrzymać, jest bez wątpienia wyraźne wzmocnienie się naszego Wędrowca w tak zwanym tułowiu, dzięki czemu perspektywa pierwszych samodzielnych kroków Iggiego coraz wyraźniej majaczy na naszym terapeutycznym horyzoncie.

A co poza tym u nas?

Jesień, Panie, jesień....:(


*Dla Czytaczy zainteresowanych szczegółami obecnej rehabilitacji Iggiego- na jego "tygodniowy plan lekcji" składają się od września br:
- 2 godz. rehabilitacji NDT-Bobath;
- 3 sesje zajęć hipoterapii z nauką chodzenia w kombinezonie Dunag
- 1 spotkanie z psychologiem
- 1 sesja z pedagogiem specjalnym (towarzyszącym Ignasiowi podczas Bobathów)
- 2 godziny zajęć SI/terapii pedagogicznej (przeplatane z racji specyfiki ośrodka)
- 1 godzina zajęć logopedycznych (na razie, docelowo mają być 2, tylko nam wolnych popołudni brakuje;)
- rekreacyjnie basen a Tatą i braćmi, spacery z Asią- Opiekunką i zabawa z Mamą.

15 września 2013

Super Syn


Trzeci rok życia z Ignasiem wkrótce za nami:) Tak, tak- jeszcze dwa miesiące i Iggi będzie prawdziwym trzylatkiem! Trzy świeczki na torcie. Głośne brawo i "sto lat"! Będą Goście i prezenty;)

Tymczasem odkrywamy z Tatą nowy wymiar życia z Ignasiem, o którym często ostatnio rozmawiamy i który przykuwa naszą uwagę. Taki mianowicie, iż Ignaś jest coraz bardziej cool-owym Smykiem;)

Wszędzie wejdzie. Wszędzie zajrzy. Wszystko zrozumie.

Nie wszystko wprawdzie wykona, o co go poprosimy, czasem coś zrzuci z hukiem i premedytacją ze stołu, słowa nie powie w naszym narzeczu, ale poza tymi kilkoma "drobnymi" niesprawnościami, żyje nam się z nim wyśmienicie! A ile radości nam daje codziennie! Ile wzruszeń!

Choćby dziś, gdy- zająwszy się jakimiś zabawkami w kącie kuchni, nagle przybiega na czworaka do taty i z największym entuzjazmem pokazuje gest "kąpać się" i wydaje radosne okrzyki! (Tata sekundę wcześniej zaproponował, że weźmie chłopców na basen i reakcja Ignasiowa była natychmiastowa!).


Pamiętam wyraźnie, gdy będąc w ciąży z Ignacym, paranoicznie wręcz obawiałam się, żeby coś się nie stało i by Ignacy nie urodził się niepełnosprawny ruchowo i intelektualnie. Tak. Miałam- nie wiem doprawdy skąd, takie absurdalne obawy, o czym zaświadczą zapewne moje najlepsze przyjaciółki, którym o tym mówiłam siedząc na zielonej kanapie w naszym ówczesnym 'salonie' i zalewając się łzami. Pamiętacie, Dziewczyny?
Ja pamiętam, jak dziś....
Ciąża rozwijała się prawidłowo, badania wykluczały jakiekolwiek komplikacje, wszystko miało być w najlepszym porządku.
A mnie dręczyły lęki i obawy.

Dziś jestem mamą prawie trzyletniego, nie-całkiem-sprawnego / nietypowo- rozwijającego się Ignasia. Fizycznie i poznawczo.
Mnóstwo żmudnej pracy za nami i drugie mnóstwo jeszcze mamy w perspektywie. Na rok, dwa lata, pięć? Kto wie?

Nikt nie potrafi nam powiedzieć, jak daleko Ignaś zajdzie. Co osiągnie? Jak będzie sobie radził z codziennością?

A mnie to jakoś tak wcale nie interesuje ani nie przeraża....

Patrzę, jak siedzi z nami przy stole, słyszę, jak wita śmiechem budzących go Braci, obserwuję, jak zaczyna manipulować kolorowymi zabawkami dla ośmiomiesięcznych bobasów i czuję przypływ wzruszenia i czułą tkliwość w sercu.

Dziś już wiem, że jaki by nie był nasz Trzeci Syn- tak jak Dwaj Starsi- jest po prostu Super!

Jest.

08 września 2013

Niedzielny spacer

Lato wciąż nam łaskawie dopisuje.

Ponoć to ostatnie jego dni- tak nas straszą w prognozach. Zobaczymy.

Na wszelki wypadek wybraliśmy się na spacer. I by nie pozostawać w sferze słownych deklaracji, uwieczniliśmy jedno z osiągnięć Ignasia z tegorocznych wakacji.
Niniejszym dzielimy się nim z Wami:




Miłej niedzieli życzymy wszystkim!

05 września 2013

Pani Agnieszka

Mogłabym dać sto  tytułów wymyślnych i różnorakich. Dowcipnych, dramatycznych, nijakich, smutnych, od czapy i nielogicznych. 

Ale po co?


Pani Agnieszka.

O dobrego specjalistę walczy każdy rodzic dla swojego dziecka. My walczyć nie musieliśmy. Po prostu poszukaliśmy.

Dobry? Fachowiec i coś jeszcze. To właśnie "coś jeszcze" decyduje o przywiązaniu i jest nie do przecenienia. To Serce, które widać jak na dłoni. To życzliwość, serdeczność i niezłomna wiara w nasze Dziecko.
Te wszystkie przymioty ma Ona.
Pani Agnieszka.

Pamięta Pani Ignasia sprzed roku? Gdy przychodziła Pani po godzinach swojej pracy, wieczorami, jeszcze do nas? Śnieg, ciemno, deszcz, śliska jezdnia? Zawsze Pani była i... stawiała nam dziecko na nogi:)

Jaki jest efekt Pani pracy (i jeszcze dwóch innych Pań- obie to wiemy, i im też w swoim czasie podziękujemy na pewno:))?

Taki:



Dziękujemy i pozdrawiamy SERDECZNIE!

04 września 2013

Uwolniłam się... zrezygnowałam... wybrałam...

Na skutek przeglądania skrzynki email (w której i tak większość wiadomości to powiadomienia z FB albo niewybredne reklamy erotyczne;), zawróciłam do przeszłości nie tak znów dawniej i znalazłam taki oto wpis mój własny: Kwestia podejścia

A w tym poście znalazłam takie oto zdania, przeze mnie napisane:
Moja praca... no cóż, wciąż się jej trzymam jakoś kurczowo, neurotycznie prawie;), by mieć swój mały azyl, swoje miejsce w którym na moment wychodzę z roli matki małego człowieczka i wcielam się w inną, profesjonalną. W istocie staje się ona moim hobby, a nie źródłem utrzymania, ale bardzo trudno mi z niej zrezygnować. Nie zawsze rachunek jest prosty i jednoznaczny. Prócz matematyki w życiu chyba liczy się coś jeszcze...


Otóż, wiele się zmieniło przez te kilka tygodni w temacie...

Po 2,5 roku łączenia obu tych ról, w końcu jednak zdecydowałam się odpuścić.

Jestem już wyłącznie Mamą. Zrezygnowałam z pracy zawodowej.

Zmagałam się z tym właściwie od lutego br, czyli pełne pół roku. Coraz trudniej mi było bowiem łączyć te dwie płaszczyzny, oddzielać prywatne od zawodowego. Moja praca jest dość specyficzna. Kocham ją, ale czułam coraz większy ciężar formalnościowy, że tak powiem. Uwielbiam spotkania z ludźmi i to, co robię, ale doskwierał mi coraz bardziej uciążliwiej stres związany z samym procesem zatrudnienia, składek, podatków, opłat. Właśnie rzeczona matematyka. Nie liczy się bardziej, ale się liczy niestety...
I postanowiłam się uwolnić.

Od tygodnia jestem więc wyłącznie dla Chłopaków i domu. Dla siebie oczywiście też. I właściwie dla nikogo więcej (nie licząc przyjaciół i znajomych:)).

Czuję się z tym lekko i radośnie.

Jeszcze mnie kłuje nostalgia i wzruszenie na myśl o ostatnich rozmowach, spotkaniach, godzinach mojej pracy. To były czarowne chwile. Ważne. Cenne. Dobrze wykorzystane. Wiem, że byłam/jestem dobra w tym, co robiłam. Ale na razie muszę zarządzić pauzę. Dla Ignasia. Dla siebie. Dla rodziny. I dla Poszukujących w moim gabinecie pomocy i zrozumienia.
Zawsze mogę wrócić. To mnie pociesza:)

Witaj, Nowy Rozdziale Mojego Życia:)



03 września 2013

Dys...kwalifikacja

Przedrostek 'dys-' kojarzy Wam się????...... z logopedią zapewne.
Bo o tym dziś krótko.

Ignacy nie mówi.
Stara się z nami komunikować i coraz więcej rozumie. I to nie tylko z kontekstu.

Jeszcze czas jakiś temu nie był  w stanie połączyć obrazka z przedmiotem. Nadal różnie to bywa, robi jednak coraz wyraźniejsze postępy. Pokazuję mu rysunek butów, a on bezbłędnie podnosi swoje nóżki i sygnalizuje, że wie, gdzie się je zakłada, bądź wskazuje na obute stopy. Ogląda obrazek z bananem i ładuje rączki do ust w geście jedzenia. Cóż może być wątpliwego więc w jego umiejętnościach rozumienia i kojarzenia?
A jednak.
Jest taka jedna Pani Logopeda, która mi nie wierzy. Nie ufa też chyba w Ignasia możliwości, bo systematycznie, niemal podprogowo daje mi do zrozumienia, że Ignacy nie rozumie. Że wszystkie te przykłady są dziełem przypadku, lub mojego matczynego chciejstwa. Albo różowych okularów. Albo wynikiem niezgody na jego trudności. A guzik!

Oczywiście, że Ignacy w pracy z nią nie wykazuje się wieloma tymi umiejętnościami. Trudno mu się skoncentrować na zadaniach, ucieka, buntuje się, mylnie dopasowuje obrazki. Robi psikusy, czy faktycznie nic nie rozumie? Wg Pani "L"- nie rozumie. Nie chce wkładać klocków do pudełka, nie chce 25 minut oglądać i słuchać nazw obrazków, ale może to po prostu.... nudne?

Nie rozstrzygnę. Nie siedzę w jego główce.
Wiem tylko, że gdy na placu zabaw powiem mu, żeby podszedł do drzewka (rosnącego dostojnie za jego plecami) to- jeśli ma ochotę- idealnie wykona polecenie. Bądź, gdy spytam go, czy chce jeść i usiądzie do "dorosłego" stołu na "dorosłym" krześle- entuzjastycznie pomyka pod wskazany adres i zaczyna wdrapywać się na krzesło. To mi wystarczy.

Zatem. Ogłaszam dys-kwalifikację. Szukamy nowego Logopedy. Takiego, który UWIERZY w Ignasia. Który sercem, a nie tylko rozumem, będzie z nim pracował.
Znacie jakiegoś godnego polecenia? Z północnych krańców bądź okolic Wrocławia najlepiej?;)


PS. Pomysł z Opiekunką okazał się REWELACYJNY! Postaram się rozwinąć temat w najbliższym czasie. Pozdrawiamy Panią Asię najgoręcej, jak potrafimy!:*