Kalendarz ujarzmiony:)

Siedzę nad płachtą papieru zdjętą z gwoździa, wbitego w kuchenną ścianę.

Już wiem, dlaczego definitywnie i całkowicie zrezygnowałam z pracy zawodowej;)
Mam do wykonanie inną robotę- życiową, powiedzmy.

Jej harmonogram prezentuje się już tak:


Codziennie wyjścia terapeutyczne. Tygodniowo około 150 km przejechanych na i z  terapii.
Nudy nie ma:)

"Już", ponieważ z roku na rok, a właściwie co pół roku, plan terapii Ignasia zmienia się poprzez dołożenie kolejnych zajęć, albo w wymiarze jakościowym, albo ilościowym.
Tym razem przybyło godzin zajęć, w których Ignaś już uczestniczył.

Rosną jego możliwości, rośnie wytrzymałość to i plan się nadyma;)*

Szczęśliwie, wszyscy, którzy pracują z Ignacym mają wielkie do niego serce i potrafią je okazać. W niespełna sekundę od łez są w stanie przeprowadzić go do śmiechu i jednocześnie wyegzekwować to, co w danym momencie ma dla Ignasia terapeutyczne znaczenie. Co mu pomaga. Czasem bywają to na przykład takie niepozorne "przewalanki" pod okiem pani Kasi:




Efektem takich właśnie "przewalanek", poszukiwań Bostona (to pies właścicieli Ośrodka, przygotowywany do zajęć z dziećmi), spacerów poza salą terapeutyczną, w której ścianach coraz częściej trudno Ignasia zatrzymać, jest bez wątpienia wyraźne wzmocnienie się naszego Wędrowca w tak zwanym tułowiu, dzięki czemu perspektywa pierwszych samodzielnych kroków Iggiego coraz wyraźniej majaczy na naszym terapeutycznym horyzoncie.

A co poza tym u nas?

Jesień, Panie, jesień....:(


*Dla Czytaczy zainteresowanych szczegółami obecnej rehabilitacji Iggiego- na jego "tygodniowy plan lekcji" składają się od września br:
- 2 godz. rehabilitacji NDT-Bobath;
- 3 sesje zajęć hipoterapii z nauką chodzenia w kombinezonie Dunag
- 1 spotkanie z psychologiem
- 1 sesja z pedagogiem specjalnym (towarzyszącym Ignasiowi podczas Bobathów)
- 2 godziny zajęć SI/terapii pedagogicznej (przeplatane z racji specyfiki ośrodka)
- 1 godzina zajęć logopedycznych (na razie, docelowo mają być 2, tylko nam wolnych popołudni brakuje;)
- rekreacyjnie basen a Tatą i braćmi, spacery z Asią- Opiekunką i zabawa z Mamą.

Komentarze

  1. O jak ja zazdroszcze poskromienia września. U nas ilekroć coś ogarnę i względnie zaczyna się rysować jakieś status quo to następnego dnia natychmiast pojawia się kilka nowych atrakcji i zacznamy zmagania z kalendarzem od początku. Jak wrzesień przeżyję to już wszystko przetrwam:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.