Uwolniłam się... zrezygnowałam... wybrałam...

Na skutek przeglądania skrzynki email (w której i tak większość wiadomości to powiadomienia z FB albo niewybredne reklamy erotyczne;), zawróciłam do przeszłości nie tak znów dawniej i znalazłam taki oto wpis mój własny: Kwestia podejścia

A w tym poście znalazłam takie oto zdania, przeze mnie napisane:
Moja praca... no cóż, wciąż się jej trzymam jakoś kurczowo, neurotycznie prawie;), by mieć swój mały azyl, swoje miejsce w którym na moment wychodzę z roli matki małego człowieczka i wcielam się w inną, profesjonalną. W istocie staje się ona moim hobby, a nie źródłem utrzymania, ale bardzo trudno mi z niej zrezygnować. Nie zawsze rachunek jest prosty i jednoznaczny. Prócz matematyki w życiu chyba liczy się coś jeszcze...


Otóż, wiele się zmieniło przez te kilka tygodni w temacie...

Po 2,5 roku łączenia obu tych ról, w końcu jednak zdecydowałam się odpuścić.

Jestem już wyłącznie Mamą. Zrezygnowałam z pracy zawodowej.

Zmagałam się z tym właściwie od lutego br, czyli pełne pół roku. Coraz trudniej mi było bowiem łączyć te dwie płaszczyzny, oddzielać prywatne od zawodowego. Moja praca jest dość specyficzna. Kocham ją, ale czułam coraz większy ciężar formalnościowy, że tak powiem. Uwielbiam spotkania z ludźmi i to, co robię, ale doskwierał mi coraz bardziej uciążliwiej stres związany z samym procesem zatrudnienia, składek, podatków, opłat. Właśnie rzeczona matematyka. Nie liczy się bardziej, ale się liczy niestety...
I postanowiłam się uwolnić.

Od tygodnia jestem więc wyłącznie dla Chłopaków i domu. Dla siebie oczywiście też. I właściwie dla nikogo więcej (nie licząc przyjaciół i znajomych:)).

Czuję się z tym lekko i radośnie.

Jeszcze mnie kłuje nostalgia i wzruszenie na myśl o ostatnich rozmowach, spotkaniach, godzinach mojej pracy. To były czarowne chwile. Ważne. Cenne. Dobrze wykorzystane. Wiem, że byłam/jestem dobra w tym, co robiłam. Ale na razie muszę zarządzić pauzę. Dla Ignasia. Dla siebie. Dla rodziny. I dla Poszukujących w moim gabinecie pomocy i zrozumienia.
Zawsze mogę wrócić. To mnie pociesza:)

Witaj, Nowy Rozdziale Mojego Życia:)



Komentarze

  1. Taaaaki spokój promienieje z Twojego wpisu.. Dobrze, że podjęłaś taką decyzję i dobrze, że masz gdzie wrócić.
    Ja także zrezygnowałam z pracy. Z konieczności, absolutnie nie z wyboru. Wyjazdy po 500 km przez cały rok dobijały mnie. Tylko teraz stres straszny, bo MUSZĘ znaleźć nową pracę.
    Tych nowych rozdziałów trochę się otwiera ostatnio w naszym życiu, prawda?

    Uściski:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdziesz. Jestem pewna:)

      Usuń
    2. Noooo, zobaczymy. Już słyszałam "pani nie jest stąd, nie będzie pani łatwo"..
      To bardzo hermetyczne środowisko
      Jeszcze 1 szansa tylko. Do końca następnego tygodnia wszystko się wyjaśni.

      Usuń
    3. Oczywiście TRZYMAM KCIUKI. Ale nie poddawałabym się tak łatwo rezygnacji. Znajdziesz!

      Usuń
  2. Oj dziewczyny, wiecie, że można Wam zazdrościć tego luksusu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, Aniu... Czuję jego skutki w sobie aż nazbyt wyraźnie. Pozdrawiam cię- Mamo pracująca:)

      Usuń
  3. O rany...! Jaka ważna decyzja! Podziwiam, podziwiam, podziwiam! Ja tę decyzję podejmowałam już dwa razy - za każdym razem niestety kapitulowałam i tak trwam w rozdwojeniu...
    Z całego serca życzę, aby ten Nowy Rozdział był najwspanialszy w Twoim życiu!
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Pat.
      Fakt- długo się z nią zmagałam. Miałam kilka podejść, jak Ty. Ale kiedy dojrzała, podjęłam ją dosłownie w 5 minut.
      Dzięki za życzenia:) :*

      Usuń
  4. Moje zdanie już poznałaś. Myślę, że to dobra decyzja dla Waszej rodziny.
    Trzymajcie się!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.