Co cenne?

Wizyta Franklinowskich jeszcze w nas nie przebrzmiała...

Ostrzegałam, że na jeden post wrażeń zbyt wiele i groźbę mą spełniam:)

W moim odczuciu zdarzyło się za sprawą pobytu Frania- trzylatka, w naszym domu, coś ważnego i cennego.
Mianowicie: nasi Starsi Synowie generalnie mają do czynienia z jednym trzylatkiem w swoim otoczeniu (tak się jakoś złożyło, iż z racji naszego wieku, wszyscy nasi znajomi mają dziatwę wyrośniętą już nieco, a nowych znajomości jakby coraz mniej lub na odległość). Trzylatek ów (już prawie) jest jednostką nieco specyficzną, bo choć kochaną i otoczoną wielką estymą, czułością i wyrozumiałością (lecz nie do przesady- zapewniam), wyposażoną w niebywałe pokłady energii i radości z życia oraz w magiczną ciekawość świata i głód doświadczeń, ma również swoje ograniczenia, rzucające cień na wspólne, braterskie pożycie i sztamę.

Trzylatek nasz nie mówi.
Trzylatek nasz gna gdzieś przed siebie i na przeszkody nie zważa.
Trzylatek nasz, wreszcie, dopiero uczy się cywilizowanych form spędzania wspólnego wolnego czasu i utrzymać go w statycznej pozie dłużej niż 5 sekund to sztuka nie lada.

A Franciszek- cóż...
Franciszek przede wszystkim Mówi.
Franciszek siedzi cierpliwie (wiem, wiem, wszyscy wolelibyśmy, by uciekał i skakał...tym niemniej.....) i z uwagą śledzi swojego rozmówcę oraz coś, co go zainteresuje w pobliżu.
Franciszek mądrze odpowie, zapyta, odpowiedzi wysłucha i prowadzi całkiem dojrzałą dysputę z rozmówcą, przeplataną rozczulającą logiką Trzylatków właśnie.
Obcowanie z Franciszkiem jest wybitnie przyjemne. Daje Starszym braciom satysfakcję z bycia Starszymi Braćmi. Daje im poczucie, że są potrzebni, mądrzy, opiekuńczy.
Ignaś czasem daje fangę w nos:) Szarpnie za włosy. Strąci z premedytacją okulary z nosa i maźnie otłuszczonym paluszkiem po wypolerowanym szkiełku. Ignaś potrafi doprowadzić "do szału" nawet nasze nad wyraz cierpliwe Starsze Latorośle. (Że nie wspomnę o bójce w wannie ostatnio, której byłam świadkiem pomiędzy Najmłodszym i Średnim).

I właśnie dzięki wizycie Frania w naszym gronie chłopcy mogli podoświadczać zabawy z Trzylatkiem Szczególnej Troski. Ze łzą w oku patrzyłam, ile sprawia im to przyjemności...

Na owoce nie musieliśmy długo czekać.

Już w poniedziałek Najstarszy Syn podszedł do Ignasia z nową dawką entuzjazmu i wiedzy wychowawczej, i zafundował mu rewelacyjną sesję zabawowo- terapeutyczną (ech, ta Matka- we wszystkim terapii się dopatrzy).

Ignacy przez pół godziny, pełen entuzjazmu, cały w rumieńcach, dumny i blady z osiągniętego sukcesu, bawił się w wydobywanie telefonu z klockowej piramidy!

PÓŁ GODZINY!
BEZ PRZERWY!
SKONCENTROWANY NA ZADANIU I INTERAKCJI!

Taadaaam!




Dziękujemy Ci, Franciszku! Baldzo!

I mamy nadzieję, że będziesz "mieć ofotkę" do nas przyjechać jeszcze;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.