08 października 2013

TheraTogs - spojrzenie subiektywne

Od czasu do czasu dostaję listy z pytaniami dotyczącymi kombinezonu, którego używa Ignacy jako "domowej rehabilitacji"- TheraTogs'a.

Najczęściej Rodzice piszący do mnie ciekawi są, jak go sprowadzić, czy pomaga Ignasiowi i jak często należy go stosować, by nie "rozleniwił mięśni dziecka"?

Wydaje mi się, że nie zawadzi zebrać te wszystkie, udzielane przeze mnie, odpowiedzi w jednym poście - widocznie jest jakiś niedosyt informacji na ten temat w świecie rehabilitacyjnym, prawdopodobnie ze względu na wysoką cenę tego "rynsztunku" na naszym rynku oraz (bądź co bądź) rzadkie jeszcze zalecanie TheraTogs'a przez fizjoterapeutów.

Z obawą, że zakładanie kombinezonu Ignasiowi- wtedy jeszcze totalnie wiotkiemu, jak szmatka na sznurku, spowoduje jego demotywację i osłabienie i tak wiotkich mięśni (wszak kombinezon da mu niezbędne napięcie niejako zewnętrznie, więc po co Ignacy miałby się wysilać i napinać je samodzielnie) spotkałam się już dawno temu, gdy zaczęłam konsultować ten pomysł z fizjoterapeutkami naówczas pracującymi z Ignacym. Jedna z nich właśnie tak się sceptycznie wyraziła o TheraTogs'ie, ale lojalnie i uczciwie zaznaczyła, że to są jej obawy, bo nigdy nie pracowała z tym kombinezonem i nie zna dziecka, które z niego korzystało.

Druga rehabilitantka, która nas do niego zachęcała-  nie podzielała tych obaw. I dobrze:)

Ignacy korzysta z TheraTogs'a od około 1,5 roku (tu przeczytasz o pierwszej przymiarce) z różną częstotliwością- przyznaję. Bywają tygodnie, gdy go nie zakładaliśmy wcale z powodu zbyt wysokich temperatur (materiał kombinezonu jest podgumowany delikatną w strukturze pianką- wiem, że dziwnie to brzmi, ale nie potrafię inaczej wyjaśnić, a specjalistą od tekstyliów nie jestem;), gdyż groziłoby to zaparzeniem się naszego "Kurczaczka".
Na początku stosowania zakładałam mu go na 2-3 godziny dziennie, często na okoliczność ćwiczeń, by były one efektywniejsze. Na pierwszą drzemkę zdejmowaliśmy cudo i potem już do niego nie wracaliśmy.
Im Ignacy starszy, tym dłużej czuwa, więc czas ten się wydłużał systematycznie i teraz paraduje Jegomość w TheraTogs'ie kilka godzin dziennie (5-6), ale tylko w wybrane dni tygodnia. Już wyjaśniam, dlaczego: ponieważ na hipoterapii (3 x tygodniowo) Ignacy jest upinany w kombinezon Dunag, nie zakładam mu więcTheraTogs'a, gdyż dwóch na raz nie będzie nosił;) a rozpinanie z TheraTogs'a zajmuje trochę czasu, podobnie jak upinanie w niego. W te dni zatem Ignacy ma theratogsowy luz totalny.

Skłamałabym, gdybym napisała, że Ignaś nie cierpi kombinezonu, albo, że go uwielbia.
Toleruje- tak można najwierniej oddać jego "wrażenia z noszenia". Słyszałam też od fizjoterapeutki, że nie wszystkie ubierane w niego dzieci czują się w nim dobrze. Ignaś od razu go zaakceptował na sobie. Było to dość nietypowe w jej opinii. I tak jest do dzisiaj. Nigdy się nie sprzeciwia, gdy ma go już założonego, nie zdziera go z siebie, nie płacze, nie jęczy, nie marudzi. Akceptuje ten fakt i przechodzi gładko do swoich codziennych aktywności. Nie przepada jednak za ubieraniem go, gdyż wymaga ten proces spokojnego leżenia przez chwilę na pleckach, a czasem i na brzuchu. A z tym Ignacy ma kłopot;) Dajemy jednak radę, odpowiednie "zagadanie" go, zajęcie czymś innym uwagi, a niekiedy po prostu przytrzymanie Smyka, gdy się wije i ucieka, przynosi efekty. Cały proces zakładania kombinezonu zajmuje nam około 5-7 minut- to niemało, ale rzepy, które łączą poszczególne części w odpowiednich naprężeniach, mocno trzymają i niekiedy trzeba nieźle się naszarpać, by je odkleić i przyczepić ponownie:) Przy czym muszę podkreślić, że nie upinamy na razie (choć ma się to zmienić), pasków dodatkowych- do korekcji postawy, tylko same "spodenki" i "bluzeczkę".

Pewnym utrudnieniem w noszeniu jest konstrukcja (czy raczej fason) "spodenek", który blokuje dostęp do pieluszki. Zmiana pieluszki przy założonym TheraTogs'ie trochę jest skomplikowana, ale mamy już swoje patenty i po prostu upinamy pieluszkę na TheraTogs'a (wpadłam na ten pomysł niedawno i się sprawdza- głębokie wycięcia w "spodenkach" pozostają czyste w różnych okolicznościach;).


Jeśli chodzi o jego efektywność terapeutyczną- Ignasiowi przyniósł on same korzyści.
Począwszy od pierwszego przywdziania tego gumowego kostiumu- gdy Ignaś był nagle zdolny obserwować świat z wysokości pozycji siedzącej i nie przewalał się bezwładnie na wszystkie strony świata. Tak spektakularnych efektów nie obserwowaliśmy co prawda każdorazowo, ale widocznie był on stabilniejszy, a podregulowane kombinezonem napięcie mięśniowe w osi ciała pozwalało mu lepiej ćwiczyć i powoli wspinać się na kolejne stopnie rozwoju ruchowego. Gdy Ignacy zaczął stabilnie siedzieć, następnie stawać na własnych nóżkach i raczkować, wzmacniał się automatycznie sam, realizując z zapałem swoją potrzebę ruchu. Jednak zawsze- nawet dzisiaj - TheraTogs daje mu lepsze napięcie w osi i pomaga kontrolować ciałko w trakcie stania i chodzenia- widać to gołym okiem i czuć pod rękami fizjoterapeutek.


Wyobrażam sobie, jak zagubieni mogą się czuć niekiedy rodzice, poszukujący najlepszych czy też kolejnych metod wspomagania rozwoju swojego dziecka. Przeszukują internet i inne dostępne źródła, by dowiedzieć się prawdy, a nie marketingowych zapewnień. Niestety, nadal TheraTogs nie jest rozpowszechniony w Polsce. A uważam, że powinien być wykorzystywany częściej. Fakt- z powodów higienicznych, nie każdy rodzic zgadza się sięgać po kombinezon z tzw drugiej ręki- wszak zakłada się go na nagie ciałko dziecka i może to budzić pewne opory (to trochę jak bielizna;)). Nowy kombinezon jest dość kosztowny, a do tego dziecko szybko wyrasta z najmniejszego rozmiaru (infant)- najbardziej odpowiedniego dla 1,5 rocznego maleństwa na przykład. Można go wprawdzie przycinać na mniejsze dzieci, ale wtedy posłuży jeszcze krócej. My musieliśmy nabyć kolejny rozmiar (pre-school) po około 4  miesiącach używania pierwszego egzemplarza i przeprowadzić całą procedurę sprowadzania go ze Stanów Zjednoczonych od początku (okazało się to korzystniejsze finansowo).
Rok temu TO było dla mnie niemożliwe- STOJĘ!


I jeszcze słowo o dopasowaniu rozmiaru- nam pomogła rehabilitantka zdjąć miarę na Ignasia. W sumie nie było to trudne, gdyż Ignaś był chudziutkim Kurczęciem (za to długim);), a przy dopasowywaniu rozmiaru bierze się pod uwagę wagę dziecka i długość. Osobiście szukałabym informacji u polskiego dystrybutora tego kombinezonu (http://www.reh-rad.pl/service4.aspx) bądź zerknąć na poniższą tabelę rozmiarów (linka do niej znalazłam na blogu Mamy Precla, która również wyczerpująco opisała ich doświadczenia z tym kombinezonem- do poczytania tutaj oraz tutaj na przykład;). Należy jednak pamiętać, że prócz ceny, w Polsce i w USA różne są też tabele rozmiarów- my zaczynaliśmy od najmniejszego amerykańskiego, polski dystrybutor ma rozmiar chyba jeszcze mniejszy (do 7 kg).

Mam nadzieję, że tym wpisem zaspokoję ciekawość wielu Poszukujących Rodziców (z pomocą oczywiście wpisów Preclowej Mamy). Nie jestem w ŻADEN  sposób związana z producentami ani dystrybutorami tego "sprzętu" i nie mam żadnych korzyści z reklamowania go ani zachwalania. Jestem związana wyłącznie z Ignasiem, któremu kombinezon pomógł!
Zdaję sobie przy tym sprawę z faktu, że postępy Ignasia w rozwoju ruchowym są wypadkową wielu czynników, w tym ukrytych w samym Ignacym chyba najbardziej. Żaden sprzęt nie postawiłby go na nogi, gdyby nie było w Iggim takiego potencjału! Sam TheraTogs też cudów by nie uczynił, niemniej pomógł mu wyciągnąć się z pozycji leżącej i wzmocnił na tyle, by umożliwić/ ułatwić dalszy rozwój ruchowy.

Niestety obecnego egzemplarza kombinezonu nie będziemy mogli nikomu podarować, gdyż jest on zakładany częściej niż poprzedni i widać na nim ślady używania. Ponadto nieco się zmienia struktura materiału i w efekcie pewnie "zajeździmy go na ament".

Na koniec moja prośba mała: Mamo Stasia, jeśli czytasz ten wpis, może dorzucisz swoje spostrzeżenia na temat kombinezonu? Strasznie jestem ciekawa, czy Staś z niego skorzystał?

Pozdrawiam.


2 komentarze:

  1. Ja bym dodała jeszcze jedno - thera togs się zużywa. Materiał traci swoje właściwości i po kilku miesiącach intensywnego używania trzeba go wyrzucić. Dlatego też przestrzegam przed kupowaniem używanych kombinezonów. to nie to samo co nowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak. W obu jednak naszych przypadkach (w poprzednim i obecnym kombinezonie) jeszcze tego nie doświadczyliśmy. Pewnie dlatego, że nie używaliśmy żadnego "intensywnie". Choć obecnie mamy szansę zużyć obecny egzemplarz w całości:)

      Usuń