Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2013

Za tydzień, za miesiąc, niebawem...

W języku niemieckim jest takie jedno słowo o niezwykłej urodzie. W jego melodii kryje się cały jego sens.

Beschleunigung...


No to czas przyspieszył!


(za tydzień)
Pamiętacie moją emocjonalną decyzję o wyjeździe na turnus rehabilitacyjny? Tak, planowaliśmy to na 8 grudnia (miałam zwiać przed Świętami i unikać zakupów, porządków i innych świątecznych mecyji).
Tymczasem dziś odebrałam telefon z propozycją wcześniejszego przyjazdu!
Taaaak. Świąteczne zamieszanie jednak mnie nie ominie;)
I w ten oto sposób już w niedzielę o świcie wyruszamy do Bydgoszczy! Na całe 12 dni intensywnej rehabilitacji - głównie pedagogiczno-logopedycznej (bo taki mamy obrany kurs i determinację do pracy). Ignacy oczywiście jeszcze nie zdaje sobie z niczego sprawy, bo nawet jeśli mu opowiem, co nas czeka- wątpię, by był w stanie objąć to swoim słodkim rozumkiem i miał choćby wyobrażenie tego, co się dziać będzie. Jestem jednak przekonana, że to będzie rehabilitacyjny strzał w dziesiątkę- nigdy wcześniej Iggi nie był tak …

Niepełnosprawny, czyli jaki?

Obraz
(Ten wpis jest trudny, a nawet bulwersujący. Możecie poczuć się gorzej po jego przeczytaniu.
Ten wpis powstał pod wpływem chwilowej emocji, ale na skutek wielomiesięcznych przemyśleń i pracy własnej, wsłuchiwania się we własne zakamarki, jak również- jako echo rozmowy przeprowadzonej ostatnio w salonie fryzjerskim, tak szczerej, na ile pozwalała głębokość relacji rozmówców.
I wreszcie- ten wpis powstał, by pomagać rozwiewać wątpliwości, pozbywać się niepotrzebnych lęków i znosić bariery między- wydawałoby się- dwoma różnymi światami.
Sama/ Sam decydujesz, czy chcesz to przeczytać;)


Zadajecie sobie czasem takie pytanie?

Zróbmy zatem burzę mózgów. Metoda ta charakteryzuje się, jak wiecie, tym, że można zgłaszać wszystkie pomysły, przychodzące na myśl. Bez oceniania. Bez odrzucania rozwiązań gorszych od lepszych. Bez autocenzury.

A zatem, czas start!

Niepełnosprawny, czyli jaki?:





chory, inny, biedny, smutny, dziwny, kaleka, inwalida, na wózku inwalidzkim, dotknięty przez los, niesprawny, gors…

Na ch...oinkę mi ten blog?

Obraz
Zaczęłam niecenzuralnie? Cóż, jestem już dużą dziewczynką;) Mogę?

Pytanie pojawia się i znika co czas jakiś. Nie ja jedna je zadaję, a znam też przypadek, gdy sprawą zajęła się telewizja, podpytując pewną Mamę (zgadnijcie, którą?:)) o to na wizji. Znaczy się, temat ciekawy, zajmujący, frapujący też medialne i mądre głowy. No to i mnie czasami zamęcza i próbuję znaleźć odpowiedź...
Co wy na to, by odpowiedź brzmiała tak: "dla rozrywki".
Albo: "z narcystycznych pobudek osobistych?"
A może lepiej by zabrzmiało: "by lepiej radzić sobie z rzeczywistością"?, albo "by od niej nieco uciekać"?

Wiem, filozofuję. Zostałam do tego delikatnie sprowokowana pewnym anonsem, który otrzymałam od Pewnej Pani.
Ale właściwie to dobrze, choć nie wiem, czy się z tematem nie powtarzam, bo mam pamięć zadziwiającą: dobrą i krótką.

Otóż, przeczesując zakamarki mojej świadomości, znalazłam kilka powodów do pisania:

Z serii- prozaiczne:
1. pisanie mnie relaksuje.
2. pisanie…

Nożyce się odezwały...

W głowie mam prawdziwy natłok myśli.
Bezwzględnie "przedszkole, wkładki i wyniki" muszą poczekać na swoją kolej.

Mama Dzielnego Frania rzuciła ziarno, zamieszała w jeziorze- jakkolwiek by tego nie nazwać i uruchomiła się we mnie lawina przemyśleń.

"Problem" - tak, trafnie to, Agnieszko nazwałaś.
Wiadomość o tym, że dziecko urodzi się czy też jest już po urodzeniu chore zawsze, zawsze spada na rodzica jak grom z jasnego nieba. Jakiej dojrzałości potrzebaby, by przyjąć tą informację ze spokojem i ufnością w sercu- nie wyobrażam sobie nawet. Nie jestem w stanie. Choroba dziecka zawsze boli, jak zderzenie ze ścianą.
Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili w naszych sercach przetacza się tornado trudnych uczuć. Być może pierwsza jest nieakceptacja tego faktu właśnie, silne, usilne zaprzeczanie rzeczywistości. Tak jak w typowym, normalnym procesie żałoby (o którym też Mama Frania wspomina w swoim poście- jakże adekwatnie i jasno). Tak było w moim przypadku z Ignasiem. Nie ch…

Ignacego sposób na chorobę

Obraz
Areszt domowy u nas trwa. Właściwie trwał do dziś, bo słońce tak kusiło...... tak na godzinkę chociaż, na spacer mały choćby i w zimowym śpiworze;)
Ale jutro już obowiązkowo wciskamy się poza kolejką do Pani Doktor- niech nam osłucha oskrzela, bo wciąż coś tam gulgocze:( (W poniedziałek rano w rejestracji Pani poinformowała mnie o wolnym terminie do pediatry we czwartek, na 10:45!) Gorączki od niedzieli brak. Apetyt- dopisuje.

Zresztą.......

Czy tak wygląda chory Trzylatek?





Wokół własnego ogona, cz.1

Obraz
Ignacy nie ma autyzmu. Na szczęście- tak sobie myślę.
Jest pogodny, radosny, w kontakcie i nie układa wież z klocków (nie układa żadnych wież, i to akurat mnie smuci, gdyż w jego wieku już powinien;)). Ignacy ma szereg innych, typowych do autystycznych, objawów- nie mówi, ma zaburzone czucie zmysłowe, ale nigdy dotąd nie zamknął się przed nami w swoim świecie. Błogosławię ten fakt, gdyż wiem, jaką walkę staczają o swoje dziecko rodzice dzieci z takim zaburzeniem. Wyobrażam sobie, ile kosztuje ich to wysiłku, determinacji, ciężkiej pracy i lęku. Ich oraz ich dzieci, "dotknięte" autyzmem. I mimo, że nie mamy z nim bezpośrednio do czynienia i właściwie problem nas stricte nie dotyczy, to dziś....

...choć z pewnym opóźnieniem, zachęcam Was do nabycia świadomości w tym zakresie, gdyż na temat autyzmu grzmi blogowo-bliski mi-świat, za sprawą pewnej podejrzanej nominacji do akcji TVN ""Zwykły Bohater 2013". Nie oglądamy telewizji, nie włączamy TVN, więc jesteśmy troc…

Mentos i Blake

Obraz
Swego czasu, w głębokiej mej młodości, kiedy jeszcze żyła moja Babcia- kobieta prosta, i silna a zarazem ciepła i troskliwa, znalazłam pod choinką książkę o dziwnym tytule: "Trzech Panów w łódce, nie licząc psa".
Były to czasy, gdy w księgarniach półki wcale nie uginały się od książek, okładki miały miękkie i przybrudzone, a za 10 zł polskich można było nabyć okazyjnie całą serię dzieł Marka Hłaski w liczbie 5 woluminów. Tak, z pewnością można zaryzykować stwierdzenia, że czasy te były w jakiś subtelny i specyficzny sposób piękne.

Skąd ta reminescencja? Na skutek skojarzeń. Prostych i bezpretensjonalnych;)

Otóż- od ubiegłego tygodnia nasza Rodzina otrzymała nową definicję: "Mama,Tata, 3 Młodzieńców  i dwa Koty, bez psa", jeah;)

Historia zabawna, romantyczna ale i dramatyczna zarazem. Akurat taka, jaką pisze codziennie życie ludziom na całym świecie. Kondensująca w sobie całą kwintesencję jego czaru, powabu i tej tajemniczej ingrediencji, która sprawia że wciąż i od…

"Pełna chata" a samotność- dziwacznie?

Obraz
Jestem chyba najwredniejszym pisaczem bloga;)

Wciąż milczę, a czas mija...

Wiem.

Jestem też jednak drażniąco uparta i wierna sobie, więc z pewną premedytacją nie robię rzeczy, których nie lubię, nie zmuszam się, gdy nie ma takiej najwyższej potrzeby. Czekam.
Czekam na to, by się we mnie poukładało coś w jakąś całość. Zbyt dużo hałasu wokół nas o nic.

A we mnie zawrzało. Tuż przed przyjęciem urodzinowym. Tuż przed rocznicą przyjścia na świat Ignasia, jak już pisałam- trzecią. Zawrzało i natychmiast się przelało. Tak. Pocieszał mnie jedynie fakt, że prawdopodobnie tak bywa- można zapaść na niemoc jakąś emocjonalną-energetyczną w okolicach urodzin swojego niepełnosprawnego potomka. Wiem, bo czytałam taki zjazdowy wpis u znajomej Mamy, więc z pewną lekkością płakałam i sobie na ten płacz pozwalałam.
Trzech dni potrzebowałam, by dostrzec źródło i przyczynę. Bo niby skąd i dlaczego? Wzięło mi się takie obniżenie nastroju? Przecież z wierzchu wyglądało wszystko bezpiecznie, radośnie, prawie …

Dziś są Jego urodziny

Obraz
I z tego powodu nie mam czasu na długi wpis;)

Jeśli macie ochotę- całus dla Was od Solenizanta:



Lecę odebrać tort i zrobić sprawunki na poczęstunek dla Gości.

Wpis "wbrew"* i "od czapki"* czyli.....Historia pewnej wycieczki...

Obraz
.....dla jednych sentymentalnej, dla drugich edukacyjnej.
Dwuetapowej.
Komunikacją publiczną.
Na wypasie.
Dla Ignasia:)

Wykupiliście już bilet?;)













Etap II:



** Jakoś postanowiliśmy nie poddawać się całkowicie nastrojowi początków listopada. I wyruszyliśmy w króciutką podróż po naszym rodzinnym mieście, oglądając je z nieco innej, upragnionej przez Ignasia, perspektywy...