22 listopada 2013

Na ch...oinkę mi ten blog?

Zaczęłam niecenzuralnie? Cóż, jestem już dużą dziewczynką;) Mogę?

Pytanie pojawia się i znika co czas jakiś. Nie ja jedna je zadaję, a znam też przypadek, gdy sprawą zajęła się telewizja, podpytując pewną Mamę (zgadnijcie, którą?:)) o to na wizji. Znaczy się, temat ciekawy, zajmujący, frapujący też medialne i mądre głowy. No to i mnie czasami zamęcza i próbuję znaleźć odpowiedź...
Co wy na to, by odpowiedź brzmiała tak: "dla rozrywki".
Albo: "z narcystycznych pobudek osobistych?"
A może lepiej by zabrzmiało: "by lepiej radzić sobie z rzeczywistością"?, albo "by od niej nieco uciekać"?

Wiem, filozofuję. Zostałam do tego delikatnie sprowokowana pewnym anonsem, który otrzymałam od Pewnej Pani.
Ale właściwie to dobrze, choć nie wiem, czy się z tematem nie powtarzam, bo mam pamięć zadziwiającą: dobrą i krótką.

Otóż, przeczesując zakamarki mojej świadomości, znalazłam kilka powodów do pisania:

Z serii- prozaiczne:
1. pisanie mnie relaksuje.
2. pisanie jest zabawne i przyjemne, a więc - patrz punkt pierwszy.
3. zawsze lubiłam pisać - w moich czasach studiowanie polegało na robieniu fury odręcznych notatek i ew. kserokopii, a jako licealistka pisałam... pamiętnik;) A w VI kl SP napisałam 6-stronnicowe wypracowanie A4 nt. "Krzyżaków" (ale tematu już nie pamiętam) i to było jak na owe czasy zjawiskowe;)
4. warto prowadzić kalendarium zmian na dobre w przypadku Ignasia- pamięć zawodzi, a notatki pozostają- nie raz już korzystałam z archiwalnych postów, by namierzyć rozpoczęcie podawania jakichś leków Ignacowi, czy początek jakiejś terapii albo dzień, w którym zaczął raczkować/pełzać/ przesypiać całą noc na przykład.

Z serii- terapeutyczne:
1. pomaga się wyswobodzić z trudnych emocji- od wieków wiadomo, że lamenty przelane na papier maleją w intensywności, a lęki przestają nękać nocami;) Pozytywny wpływ ma też opisanie złości- zamiast tłuc talerze albo wywalać za okno telewizor, powściekam się wirtualnie.
2. pomaga radzić sobie z osamotnieniem- który Rodzic nie doświadczył tego na początku drogi, gdy diagnoza postawiona, albo i nie, ale świat zaczyna wirować i nie wiadomo skąd brać siłę i od czego zacząć? Blogowanie poszerzyło mój krąg Znajomych z niepełnosprawnymi dziećmi, co więcej- można się z nimi spotykać po nocach, w poczekalniach ośrodków terapeutycznych, między gotowaniem a prasowaniem, pod warunkiem, że ma się dostęp do internetu;)

Poza tym, choć może z nieco mniejszą swobodą, przyznam, że pisanie to dla mnie rodzaj "tfurczości"- a ta, jak wiadomo, jest z jednym z dojrzalszych mechanizmów obronnych, więc wolę korzystać z niego, niż tych wcześniejszych "ewolucyjnie". Jak sobie tak popiszę, od razu uśmiecha mi się buzia, czuję się o 5 kg lżejsza i mam poczucie, że jednak coś mi z tego "trudu and znoju" zostaje pozytywnego, do czego lubię wracać i zaglądać.
 Modne jest też hasło "radzenia sobie ze stresem" (jednak seria: terapeutyczne). Pisanie takim sposobem jest jak najbardziej, jeśli się pisać właśnie lubi, a lepiej pisać (choćby i czasem kocopoły), niż pić w ukryciu, ogałacać nocami lodówkę czy zadręczać najbliższych humorami, a znajomych narzekaniem i gderaniem (choć to i tak nieuniknione i się zdarza, no może bez picia i wyjadania z lodówki). Oczywiście to tylko moje własne, subiektywne zdanie i sposób na frustrację. Ktoś inny może mieć inny, lepszy, bardziej skuteczny- nie zamierzam się spierać.

I jak tak sięgam pamięcią wstecz, wspominając pierwszy wpis (może drugi), to zdecydowanie muszę mu zaprzeczyć- kłamałam, ale nieświadomie. Wtedy jeszcze nie miałam odwagi ponazywać tych moich motywacji po imieniu, nie zdawałam sobie z nich sprawy. A może wolałam, żeby nie zabrzmiało to tak .... egoistycznie?

Jeśli jednak ktoś z Czytających cokolwiek zyskuje na skutek tego mojego pisania- to dla mnie niespodziewany zaszczyt i honor zarazem. Nie liczyłam nigdy na to, nie wyobrażałam sobie i bardzo mnie taka ewentualność cieszy, że się komuś na coś (niematerialnego) przydaje to moje pisanie. Bom, ja Panie, bardzo egoistyczna, skoncentrowana na sobie istota jestem. I nawet o tym nigdy nie marzyłam. Chciałam tylko jakoś przetrwać tę burzę...

Aaaa.....d
la wszystkich Czytelników, którzy nie mają dostępu do FB- przedstawiam na zakończenie Ignasia na trawie. W garnku. Z Kotem:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz