12 listopada 2013

"Pełna chata" a samotność- dziwacznie?

Jestem chyba najwredniejszym pisaczem bloga;)

Wciąż milczę, a czas mija...

Wiem.

Jubilat;)
Jestem też jednak drażniąco uparta i wierna sobie, więc z pewną premedytacją nie robię rzeczy, których nie lubię, nie zmuszam się, gdy nie ma takiej najwyższej potrzeby. Czekam.
Czekam na to, by się we mnie poukładało coś w jakąś całość. Zbyt dużo hałasu wokół nas o nic.

A we mnie zawrzało. Tuż przed przyjęciem urodzinowym. Tuż przed rocznicą przyjścia na świat Ignasia, jak już pisałam- trzecią. Zawrzało i natychmiast się przelało. Tak. Pocieszał mnie jedynie fakt, że prawdopodobnie tak bywa- można zapaść na niemoc jakąś emocjonalną-energetyczną w okolicach urodzin swojego niepełnosprawnego potomka. Wiem, bo czytałam taki zjazdowy wpis u znajomej Mamy, więc z pewną lekkością płakałam i sobie na ten płacz pozwalałam.
Trzech dni potrzebowałam, by dostrzec źródło i przyczynę. Bo niby skąd i dlaczego? Wzięło mi się takie obniżenie nastroju? Przecież z wierzchu wyglądało wszystko bezpiecznie, radośnie, prawie beztrosko.
Przyjęcie zorganizowane. Dla 16 osób z noclegiem. Z tortem 3 kilogramowym (w przyszłym roku będzie 4kg;)). Z dzieciarnią w tle. Ze starszyzną  przy stole. Z pogaduchami do 2 w nocy. Z pompą, fetą i dmuchaniem świeczki przez rurkę.


Ostatecznie namierzyłam wroga i wcale zaskoczona nie byłam właściwie. Wygadałam się doszczętnie w ucho Cioci Oli, co cierpliwie słuchała i z całych sił rozumieć się starała (z dobrym skutkiem, nie powiem) i przeszło.

Tak.
Zdobyłam kolejną "bazę" świata żyjących z niepełnosprawnością. Lęk przed odrzuceniem i osamotnieniem.
Prawda, że Wy- Znajomi nasi, też się z tym zmagacie? Czytam o tym niekiedy na innych blogach, wyobrażam sobie, komentuję i wspieram. Ale tym razem POCZUŁAM. W sobie. I to mnie tak setnie zmroziło, a następnie ścięło z nóg metaforycznie.
Pod apelem Mamy Dzielnego Frania podpisuję się obie rękami.
Nie bójcie się naszych Dzieci. Nie wstydźcie się być z nami i z Nimi. Bardzo tego potrzebujemy.
Wszyscy. Całą rodziną.
Niepełnosprawność jest normalna. Czasem bywa trudna. Czasem fajna. Jednak w JEST zamyka się całe jej sedno. Przez te trzy lata z Ignasiem głęboko się o tym przekonałam. I usuwając się nieco na bok, robię jej miejsca przy sobie. Na stałe. Czasem biorę na ręce, czasem na kolana, a czasem podrzucam wysoko pod sufit, bo uwielbiam słuchać, jak dźwięcznie się śmieje... Niepełnosprawność też bywa szczęśliwa. I czuje. Zupełnie jak jej sprawna "siostra bliźniaczka"- pełnosprawność. Naprawdę!

To dlatego tak długo się zbierałam z pisaniem.
Bo nic łatwego do powiedzenia nie mam. Tym razem...



I Ignacy ze swoimi zdrowymi "kumplami".
Cóż, różnica wieku spora, ale za sprawą starszych braci (i rodziców) można się szczycić takimi "układami", nie?






8 komentarzy:

  1. Czytam i lza tez mi sie kreci w oku, staram sie by niepelnosprawnosc mojej corki byla tez radosna ale u nas usmiech maskuje. Bol ,rozgoryczenie. Nawet ta cala niepelnosprawnosc jest przez nas odpychana.czekam na taki moment jak wasz ,ze pogodze sie z sytuacja, oswoje .... ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci tego z całego serca.
      I choć to nie jest dla mnie proste, sporo wysiłku i pracy nad sobą mnie kosztuje- to wiem, że można. A właściwie nie ma chyba innej sensownej drogi:)
      Życzę Ci sił i wytrwałości. Również w tej "pracy własnej":) i ciepło pozdrawiam...

      Usuń
  2. I był ZygZac! Brawo! :)

    Mama- Ty jesteś taka silna babka, że nawet o połowie swojej siły nie zdajesz sobie sprawy. :) Ściskam mocniaście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a ja właśnie tu o słabości piszę;)
      Buziak:*

      Usuń
  3. Trzymaj się, Kochana. Zakop doły, odsłoń okna i wpuść do środka słońce. Nie tylko niepełnosprawność JEST. Ignaś również (lub raczej - przede wszystkim).
    Ściskam mocno!
    P.
    PS. A jeśli bardziej niż wymądrzania potrzebujesz po prostu przytulenia - to przytulam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację:)
      Ale chyba bardziej mi chodziło o to, żeby potraktować niepełnosprawność jako kawałek życia, połówkę jabłka, żeby ją zaakceptować nie tylko u nas w domu- bo tu już to się stało, ale w naszym otoczeniu bliższym i dalszym.
      Dzięki za uścisk:) Ściskam również:*

      Usuń
  4. A ja dopiero do Was doczłapałam.
    Anita, babko kochana, mądra Ty nasza.. Ja też Cię ściskam z sił wszystkich.
    No:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko. No:*
      I bardzo mi miło, że mimo swojego wypełnionego życia znajdujesz czas, by do nas zaglądać wirtualnie:* Odsyłam uścisk dla Ciebie.

      Usuń