25 listopada 2013

Za tydzień, za miesiąc, niebawem...

W języku niemieckim jest takie jedno słowo o niezwykłej urodzie. W jego melodii kryje się cały jego sens.

Beschleunigung...


No to czas przyspieszył!


(za tydzień)
Pamiętacie moją emocjonalną decyzję o wyjeździe na turnus rehabilitacyjny? Tak, planowaliśmy to na 8 grudnia (miałam zwiać przed Świętami i unikać zakupów, porządków i innych świątecznych mecyji).
Tymczasem dziś odebrałam telefon z propozycją wcześniejszego przyjazdu!
Taaaak. Świąteczne zamieszanie jednak mnie nie ominie;)
I w ten oto sposób już w niedzielę o świcie wyruszamy do Bydgoszczy! Na całe 12 dni intensywnej rehabilitacji - głównie pedagogiczno-logopedycznej (bo taki mamy obrany kurs i determinację do pracy). Ignacy oczywiście jeszcze nie zdaje sobie z niczego sprawy, bo nawet jeśli mu opowiem, co nas czeka- wątpię, by był w stanie objąć to swoim słodkim rozumkiem i miał choćby wyobrażenie tego, co się dziać będzie. Jestem jednak przekonana, że to będzie rehabilitacyjny strzał w dziesiątkę- nigdy wcześniej Iggi nie był tak gotowy do wytężonej pracy poznawczej, jak obecnie!

Czy znacie jakieś atrakcyjne miejsca do zwiedzania w Bydgoszczy? Mama ma naturę wędrowca i pewnie bez włóczęgi po mieście się nie obędzie;).


Z tej też okazji, by dopatrzyć wszelkich szczegółów przed wyjazdem, udaliśmy się dziś na kontrolę pediatryczną w związku z furkotami. Możemy jechać! Niebezpieczeństwo zapalenia oskrzeli zażegnane:)


(za miesiąc- z okładem)
Rzetelność wobec Szanownych Czytelników nakazuje mi rozliczyć się z danej jakiś czas temu obietnicy.
Mianowicie- nadciągającego w nasze ustabilizowane życia kosmicznego zamieszania!
P rz e d sz k o l e!
Tak, to ono ściągało mi sen z powiek przez kilka nocy.
Nie, żebym miała wątpliwości o słuszności tej decyzji. Ignacy potrzebuje rówieśników. Potrzebuje regularnych kontaktów z dwu-trzylatkami i chyba nikomu nie muszę wyjaśniać, dlaczego? Dotychczas czynnikiem uspołeczniającym naszego Trzeciego Syna była Ekipa Pod Wezwaniem, złożona z Mamy, Taty i Dwóch Braci. Niekiedy dołączały do nas Ciocie, Babcie. Sporadycznie Koledzy Starszych Braci. Jednak to wszystko mało, niewiele, i przede wszystkim rozwojowo nieadekwatnie. Ignacy potrzebuje równolatków.
Obserwuje ich zapamiętale, bardzo chce nawiązać kontakty (niestety słabo to na razie wychodzi), uczy się wymiany gadżetów, jeśli tylko nadarzy się taka okazja. To najdobitniejsze sygnały dla mnie, że czas wypuścić go spod maminych skrzydeł. Niech płynie w świat. Wszak po to się urodził.

Co nam z tego wyniknie, poza zwiększoną zachorowalnością na różnego typu infekcje?- trudno powiedzieć.
Życie z Ignacym wymusza na nas elastyczność, więc szykujemy się na każdą ewentualność. Być może plan się powiedzie, i po półrocznym okresie adaptacji Ignacy zapuści tam korzenie i będzie wytrzymywał dłuższe rozłąki z Rodzicielką? Może być jednak i tak, że oprotestuje nasz zamysł i pokornie przyjmiemy go z powrotem w domowe pielesze...

Po długim namyśle i wielu rozterkach* zdecydowaliśmy się jednak na przedszkole integracyjne (nomen omen to samo, do którego prowadzałam wcześniej obu Starszych Synów). Ono bowiem jest w stanie zapewnić Ignacemu odpowiednią ilość rehabilitacji w ciągu 'przedszkolnej dniówki". Kompromis, jaki udało nam się zawrzeć z Dyrekcją przedszkola, stanowi, że Ignaś będzie spędzał w nim 4 godziny dziennie do końca roku szkolnego 2013/2014. W tym pensum odbywać się będą indywidualne zajęcia rehabilitacyjne z pedagogiem, logopedą i fizjoterapeutą w ilości 6-8 godzin tygodniowo. Ze względu na ograniczoną sprawność fizyczną Ignasia, nie będzie on uczestniczył w wyjściach plenerowych ze swoją grupą (w grupie, do której ma dołączyć jest już troje niepełnosprawnych Maluszków), uczestnicząc w tym czasie w terapii. Dodatkowego nauczyciela nie udało nam się wyegzekwować. Choć chcieliśmy bardzo. Było nawet w tej sprawie specjalne spotkanie, dla którego Tata wziął wolne z pracy;).

Gdy jednak teraz o tym myślę- obserwując Ignasia na piątkowych "odwiedzinach" u Maluszków, myślę sobie, że czasem "życie wie lepiej, niż my" i być może okaże się, że ten ekstra nauczyciel to byłby zbytek.... Może wciąż patrzymy na Ignasia przez pryzmat naszych o niego lęków? Chcemy mu wszystko ułatwić? A niepotrzebnie....

Jak będzie się rozwijała sprawa przedszkola- z pewnością Wam sprawozdam w przyszłości. Teraz po prostu czekamy na debiut. Do stycznia...

* rozterki, gdyż długo nie mogłam się zdecydować, czy posłać Ignasia do bliżej położonego Ośrodka Rewalidacyjno-Edukacyjnego czy do przedszkola integracyjnego? Jednym z dylematów były finanse (Ośrodek jest bezpłatny dla rodziców, przedszkole nie). Ale nie jedynym. Dopiero po rozmowie z pewną mamą 6-letniego Maksia, którego spotykamy na hipoterapii i po jej słowach "Nie żałuję, że posłałam Maksa na dwa lata do zwykłego przedszkola", decyzja się we mnie wyklarowała. Trzeba stawiać wysoko poprzeczkę. Ignasiowi też. Najwyżej jej nie pokona. A jeśli jednak da radę??? ( w co bardzo wierzymy)...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz