Ciężka robota

Dziś trwa trzeci nasz dzień na turnusie rehabilitacyjnym w bydgoskim ośrodku o wdzięcznej nazwie Neuron.

Dwa pierwsze minęły nam nadzwyczaj rześko, radośnie i pełne sukcesów.

Dziś mamy kryzys. Tzn. Ignacy ma. Maleńki, Tyciuteńki.

pokojowa terapia ręki i oka;)
Objawił się on podczas upinania w kombinezon TheraSuit płaczem, niechęcią i ogólnym sprzeciwem. Nie obyło się bez przytulanek z mamą, zabawy w chowanego po ośrodkowych krętych korytarzach i strumieni łez. Jednak okazane Malcowi zrozumienie, brak poganiania go i serce na dłoni Pani Rehabilitantki Ani sprawiły, że Ignaś wziął się w garść i przestał lamentować na cały budynek, ochoczo pokonując tory przeszkód i własne ograniczenia.



Za to u Pani Pedagog to mama wylała strumień łez. Dosłownie.
Przyglądając się, jak Ignaś segreguje obrazki, buduje (piętrzy) wieże z klocków, dobiera takie same zabawki - mamie "puściły nerwy" i pozwoliła sobie na wzruszenie... Dziwnie to wyglądało- nie przeczę, ale każdy zrozumie, że silnych wzruszeń nie należy powstrzymywać;)




Taki tor przeszkód Pani dla mnie przygotowała!
Plan zajęć Ignaś ma dopracowany idealnie. Mamy tu wszystko, czego mu potrzeba. Jak rzadko, opinia Pani Doktor rehabilitacji pokryła się w całości z oczekiwaniami i spojrzeniem mamy, i tak Ignacy szlifuje swoje umiejętności w następujących proporcjach:
- fizjoterapia i nauka chodu - 1,5 zegarowej dziennie;
- zajęcia z pedagogiem bądź logopedą- 1 godzina dziennie rozbita na dwie sesje;
- terapia ręki- 0,5 godziny dziennie
- terapia SI - 1 godzina dziennie rozbita na dwie sesje.

Łącznie codziennie całe 4 godziny intensywnych ćwiczeń z równie intensywnymi przerwami na regenerację ustroju;)

Ćwiczenia bywają wyczerpujące.
 Bez drzemki się nie obejdzie.





Nowe twarze, nowe miejsca, nowe wymagania nie stanowiły dla Ignacego tym razem kłopotu- dość szybko się zaadaptował, i dość dzielnie sobie radzi z tymi nowymi wyzwaniami. Rok czasu, jaki upłynął od poprzedniego turnusu okazał się jednak niezbędny i zarazem zbawienny. Ignacy nie jest już tym samym bezbronnym maleństwem, o znikomej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Teraz to już nieco rozpieszczony trzylatek, który sporo rozumie, sporo potrafi i wciąż jest żądny kolejnych wyzwań. Łatwiej się nam więc tutaj funkcjonuje i liczymy na dobrze spędzony czas, przeplatany pracą, radością, pieszczotami i wyprawami po zmroku w bydgoskie rewiry.
A po ciężkiej pracy- relaksik.
Trzeba uzupełnić energię na jutro;)

Zresztą, spójrzcie na zdjęcia. Są wyjątkowo wymowne...

Komentarze

  1. Oj turnus to ciężka praca, nic dziwnego, że i Najdzielniejszy Wojownik łapie czasem zmęczenie. Życzę dużo sił, Tobie Mamo mnóóóóóóstwa takich wzruszeń i żeby efekty turnusu wychodziły jeszcze długo i długo:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.