Półmetek

Dotarliśmy do połowy turnusu.
Mikołajkowy spacer śnieżno-nocny.
Dokładnie za tydzień mamy w planach bezpieczny powrót do domu.
W zeszłą niedzielę zaś rozpakowaliśmy swoje tobołki w Ośrodku...

Półmetek.
Jeszcze dajemy radę. Jeszcze dobry humor nas nie opuszcza. Staramy się go utrzymać ze wszystkich sił. Pomocne w tym są nasze wyjścia na miasto, pizzę, przejażdżki samochodem, za którymi Ignaś przepada, ale generalnie bywa coraz trudniej.

Ignacy codziennie z podobną niechęcią rozpoczyna ćwiczenia. Później wchodzi w rytm i podąża za prowadzącym, ale początki są oporne.
Ile łez wylał już przez te kilka ostatnich dni? Nie wiem, ale na pewno sporo. Prawdopodobnie ich główne powody są dwa:
- kombinezon TheraSuit, który sprawia, że choć na zewnątrz pięknie Ignacy maszeruje i pokonuje przeszkody, od środka musi mu ciążyć, zmuszając do zwiększonego wysiłku fizycznego. Stąd bunt, protest i żywa niechęć na sam jego widok.
Tuż przed snem- na słodkie sny.
- i, jak sądzę, rozstania z mamą- gdy przekazywany jest w ręce Cioci, choćby i najżyczliwszej, bądź gdy mama ukradkiem wymyka się z sali ćwiczeń, żeby nie rozpraszać ćwiczących i nie stanowić motywów konkurencyjnych.

Nie jest łatwo tego słuchać.
Rodzą się wątpliwości.
Czy Ignaś to wytrzyma? Czy wymagać od niego aż tak wytężonej pracy?
Czy nie zapłacimy za to jakimś wycofaniem, regresem, dekompresją?
i w końcu- Czy to naprawdę jest konieczne? Przecież na co dzień nie leżymy na plaży, zażywając słonecznych kąpieli, tylko sumiennie ćwiczymy, chociaż w mniejszym natężeniu niż tutaj.

Ignaś do twardzieli nie należy. To znaczy, nie brakuje mu zacięcia i uporu by wdrapywać się na krzesło, zwłaszcza gdy mama prosi- zejdź, albo wkładać palce w oczy śpiącej rodzicielce, gdy ta błaga- daj jeszcze pospać, Synu.
Znowu?:(
Ale znamy już chwile grozy, gdy na skutek przeciążenia (oględnie to określając), Ignacy mówił "pass" i zastygał w bezruchu bądź prawie lądował po tamtej stronie mocy z wątrobą na skraju wycieńczenia. Z takimi dziećmi nigdy nic nie wiadomo (z każdym dzieckiem idzie w parze pewna doza zagadki)
Z Ignacym niczego nie możemy być pewni- to wiemy.
Pytano mnie tutaj kilkakrotnie, czy Ignaś nie jest "epileptyczny" (co za określenie, brr).
No, nie jest. Tak mi się wydaje. Bo skąd tak naprawdę mam wiedzieć- przecież stanął na naszej drodze ongdyś Doktor, który zaordynował mu leki p/padaczkowe tak na wszelki wypadek...
Mam jednak nadzieję, że jednak nie jest i tego się trzymajmy.





We mnie też narasta zmęczenie. Pojawia się na okamgnienie, błysk chwilowy w postaci zniecierpliwienia, rozdrażnienia, gdy ciężka główka Ignasia zderza się z moją, gdy na tysiąc próśb o coś skutku oczekiwanego nie ma. Ale wdrażam wszystkie dostępne mi sposoby uniknięcia wyczerpania i walki z monotonią, żeby nie wpaść w sidła przygnębienia i malkontenctwa. Najlepsza jest zmiana otoczenia- to zwykle działa. Więc dziś zmienimy, i jutro też mamy w planach...
A może na basen, mamo?
Zwłaszcza, że akurat jest wymiana turnusów i w Ośrodku jesteśmy...... sami:(

Zatem...... Trzymajcie za nas dalej kciuki- prosimy.
Jeszcze 7 dni... (teoretycznie;))



 A teraz idę odśnieżać samochód i po południu- na miasto!


PS. Wczoraj wyjeżdżała koleżanka Ignasia z turnusu- Edytka. Ignaś w tym czasie był na zajęciach. Po ich skończeniu zaczął jej szukać,więc musiałam mu wyjaśnić, że Edytka pojechała do domku. Na co Ignaś zamigał po raz pierwszy w życiu że On ('ja") też chce do "domku".... no comments.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.