02 stycznia 2014

Nic się nie dzieje.

Zupełnie nic. To jakby cisza przed burzą, albo końcowe odliczanie. Chodzę z kąta w kąt, bo ileż można sprzątać, odkurzać, wieszać pranie i gotować.

Ignacy kwitnie. Tak jak przed rokiem. Co prawda, nie zaskoczył nas w te Święta żadnym krokiem milowym, ale zaskakuje nas codziennie drobnymi gestami, za pomocą których wyjątkowo precyzyjnie potrafi porozumiewać się z otoczeniem. Ponad to bardzo tęskni za końmi i hipoterapią. Bardzo. Tak bardzo, że właściwie nie należy przy nim wymawiać na głos słowa "koń", bo natychmiast zaczyna pokrzykiwać i pokazywać cały schemat postępowania przy wyjściu na koniki (wygląda to mnie więcej tak: ubrać się- buty- toczek- jechać autkiem- ćwiczyć- jeździć na koniku). Co prawda w "żadnym języku" to mówi, bo ani to migowy, ani makatonowy, ot po prostu Ignasiowy, ale wiemy, o co chodzi. Miesięczna przerwa w hipoterapii jeszcze mu się nie zdarzyła. Do teraz właśnie. I powiedzieć mu, że dziś nie pojedziemy jest po takiej przemowie bardzo ciężko.

Dlatego dziś zadzwoniłam do Ośrodka Hipoterapii. Sprawa jest o tyle ważna, że od stycznia poprosiliśmy o inne godziny- popołudniowe. Ot, przedszkole nam wprowadziło zawirowania w dotychczasowy kalendarz rehabilitacyjny i znów wszystko musimy poprzestawiać. Ale już szykują się dla nas nowe godziny! Musimy tylko troszeczkę poczekać. Jeno sobota pozostać mogła bez zmian i właśnie w tę najbliższą planujemy rozpocząć sezon koniowania 2014:). Poza tym Pan Artur, który organizuje harmonogram i czuwa nad wszystkim w Ośrodku poinformował mnie, że jest duża szansa na dofinansowanie PFRON-u również w tym roku do zabiegów. Cudownie! Mogłabym przyjmować same tak dobre wiadomości w Nowym Roku! Dzięki temu w perspektywie mamy mniejsze koszty rehabilitacji przynajmniej o połowę (zamiast  ponad 1000 zł będziemy płacić 500 zł przez przynajmniej kilka miesięcy w roku- może 3, może 4?- w zależności, od tego, ile godzin dofinansuje PFRON).

Zbieramy siły przed kolejnym sezonem. Tak to trochę wygląda. Świąteczny czas wszystkich nas rozleniwił. Po dwutygodniowym turnusie rehabilitacyjnym nastała przerwa świąteczna i kompletnie wybiła nas z rytmu. Ale coraz bardziej uświadamiamy sobie, jak bardzo Ignaś tęskni i potrzebuje rehabilitacji. Zwykła zabawa w domu, nawet najbardziej stymulująca, nie jest tym samym, co regularne ćwiczenia. Choć oczywiście taki czas też jest potrzebny. Wyciszenia. Zasymilowania wszystkich nowych umiejętności zdobytych podczas wielomiesięcznego okresu intensywnej pracy.

Ja zaś, przyglądając się mojemu trzeciemu Synowi w tych ostatnich tygodniach, spędzonych wśród braci i kuzynostwa, wśród babć, cioć i wujka, ulegam pewnej hipnozie z wciąż nie malejącą domieszką zachwytu. Gdy się tak czasem zapatrzę w niego, tracę ostrość i realność, i zaczynam widzieć w Ignasiu zupełnie zdrowego, typowego trzylatka. Co to posłucha ciocinej opowieści o koniku i gospodarzu, pokaże paluszkiem (wskazującym!!!- to jego kolejne nowe osiągnięcie!) coraz drobniejsze szczegóły na ilustracji, bez trudu i zahamowań "powie" nam, co chce, czego potrzebuje, rwie się do samodzielności przy rodzinnym obiedzie i walczy z mamą o prawo do władania widelcem czy łyżką. Zdarza mu się też objeżdżać pokój swoim osobistym samochodzikiem przez 15 minut, każąc mi odsuwać stoły i krzesła, by utorować trasę. I myślę sobie wtedy "trwaj, chwilo, trwaj" i wypełnia mnie wielkie wzruszenie i ulga.

Tak, to był dla nas dobry rok. Dla Ignasia, jego braci, całej naszej rodziny.

"To był, mamo, najlepszy z wszystkich Ignasiowych roków dotychczas".

Zdecydowanie.
Cieszę się, że chłopcy to czują. Może najtrudniejsze już za nami?


Czy pisałam już o słowach Pani Logopedki na podsumowanie pracy z Ignacym podczas turnusu rehabilitacyjnego?
"Ignaś ma bardzo duży potencjał. Potrzebuje intensywnej stymulacji i jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że będzie mówił!".
Pięknie to brzmi, prawda?
Chociaż dla mnie on już od dawna "mówi". Nie potrzebne są słowa, by się ze sobą porozumieć. Wszystkie inne przeszkody wydają się być bez znaczenia. Choć pewnie znaczenie mają, ale dziś zdaję się o tym nie pamiętać.

Byliście dziś może na spacerze? My byliśmy:)

2 komentarze:

  1. Brawo Ignaś !!! " Palec wskazujący wyodrębniony"( jak to się mądrze nazywa) to największy krok milowy w rozwoju Antosia, który uruchomił wielką maszynę!!! I tego Wam z całego serca życzę ( choć tak w sumie to jestem pewna, że teraz to się zacznie...ho ho)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Anita, miód na serce - nawet nie wiesz, jak się cieszę czytając Twoje słowa.
    W Neuronie pracują spece, wiedzą, co mówią - my z ogromnym sentymentem wspominamy rehabilitację Franuli tam.

    Dobrego i zdrowego roku Wam życzymy:*

    OdpowiedzUsuń