10 stycznia 2014

Nie, nie, nie

"Nie, nie, nie" opanowało Świat.
I nawet jeśli chodzi o "tak, tak, tak", to "Nie, nie, nie" i tak dominuje przekaz.
Tak to już jest, że jak pojawi się Nowe, to zaczyna się natychmiast panoszyć, rozpychać łokciami, strącać w przepaść niebytu i zapomnienia, to co dotychczas wydawało się już mocno zakorzenione, ugruntowane., znajome i opanowane. Potrzeba czasu, by Nowe rozpoznało teren, obiło się kilka razy boleśnie o brak skuteczności i z niekłamaną już skruchą do starego, znanego zwróciło się o pomoc. Bo tylko razem mogą coś zdziałać na prawdę;)

Ignaś opanował nowy ruch głową- zwyczajne "nie", w poziomie, powtarzalne, wyraziste, rozpoznawalne przez nas jako niechybna oznaka woli jego i protestu. Ale opanował owe "nie" tak perfekcyjnie, że zapomniał, jak się pokazuje główką "tak". I od tego dnia nastała u nas epoka zaprzeczania wszystkiemu, wobec wszystkich i na wszystko. Śmiesznie to wygląda, wprowadza niezły galimatias, ale cierpliwie czekamy, aż "tak" odzyska moc i powróci na swoje miejsce.

A żebyście wiedzieli, jakich sztuczek używała Pani Logopeda na turnusie, by nauczyć Ignaca tego gestu przeczenia główką. Naówczas bezskutecznie, gdyż z turnusu wyjeżdżaliśmy bez "nie, nie, nie".
A tu niespodzianie, nie wiadomo skąd i kiedy owo "nie, nie, nie" się objawiło i rozpanoszyło i jest:)


a przedszkole?......

Cóż, wzorowo. Tak wzorowo, że z niepokojem czekam na niechybnie nadciągający okres zmęczenia, znudzenia, sprzeciwu i odmowy. Bo nadejdzie taki - tego jestem więcej niż pewna. Byłoby zbyt ślicznie, zbyt lajtowo, zbyt prosto.  Ignacy oswoił się z przedszkolem, z grupą, z dziećmi, ale nie oswoił się jeszcze z rozstaniami z mamą. I te wydają się być najtrudniejsze, zaś radość z pojawienia się mamy na horyzoncie- najdziksza!
Chwilowo- do czerwca, jak mniemam, Ignaś ma spędzać w przedszkolu do 4 godzin dziennie. W tym czasie będzie zabierany na indywidualną terapię różnego typu, ale na razie- w okresie adaptacji- Pani Terapeutki przychodzą raczej do niego do grupy, by nie fundować mu zbyt wielu wyzwań i bodźców jednocześnie. I tak jest z niego wspaniały Dzielniacha, i z godnością znosi tę zmianę, choć już widzę drobne, subtelne oznaki olśnienia, że to tak na poważnie i nieodwołalnie będzie, codziennie przez 5 dni w tygodniu!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I chyba nie za bardzo mu się to podoba, ale jeszcze wciąż udaje nam się go przekabacić, zagadać, zająć uwagę i nieco- co tu dużo mówić, przymusić do pozostania w przedszkolu samemu.

" Ach, gdyby tak mama mogła być ze mną cały czas, to czułbym się świetnie, mógłbym nadal rządzić i nie musiałbym słuchać Pani..." - Tak to już mają sprytne, rozpieszczone, chowane pod kloszem matczynej troski i własnej niepełnosprawności i szczególnej opieki wymagające, Trzylatki. I powiem Wam skrycie tak: to pestka! Cała ta rehabilitacja to mały pikuś! Teraz dopiero zaczyna się Życie, a nie bajka! Oj, zaczyna się, zaczyna się.... Łatwo pewnie nie będzie aż tak, jakbym tego chciała....


A co na to Ignaś, gdyby go spytać?

"Nie, nie, nie..." Wam odpowie;)



4 komentarze:

  1. Byle do przodu.
    Super chłopak.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje dla Dzielniachy! No i dla (nie wiem, czy nie dzielniejszej) mamy! :)
    Patrycja, mama Adasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny książkowy etap rozwoju :) Super!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha! To jest ten piękny czas poturnusowy, w którym wychodzą efektu turnusu. Uwielbiam go:) Tak naprawdę efekt turnusu widać nie tyle zaraz po turnusie ale uwidaczniają się one właśnie w tygodniach bezpośrednio po nim.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń