01 stycznia 2014

Noworoczny misz-masz, albo jarmark (p)różności

Aby dodać nowy post, muszą się zadziać w moim życiu pewne okoliczności.
Albo muszę mieć coś bardzo dobrze poukładane w głowie, albo temat sam wychodzi spod stukających w klawiaturę rąk, poganiany silnymi emocjami.

Dziś wprawdzie nie ma we mnie ani jednego, ani drugiego, ale i tak spróbuję.

Nie zdołałam się oprzeć pokusie, by podsumować sobie to i owo z okazji powszechnie wiadomej.
Jednak nie starczyło mi jednocześnie cierpliwości, by stworzyć skrupulatną listę wydarzeń dużych i małych. Jakoś tak szkoda mi czasu na owo. A jednak: wynik wyszedł mi jednoznacznie pozytywny. Czy to dziwi?


Zatem- jaki był ten poprzedni rok? Ano- taki, jak całe moje dotychczasowe życie. Udany.

Należę do osób, które odbyły w swoim życiu pewną specyficzną podróż. Trochę lat mi to zajęło, ale nie dziwota, zważywszy na trasę podróży i jej cel, a właściwie jego odnalezienie w sobie. Trochę jak w Hobbicie 2- wyprawa była pełna niespodziewanych zwrotów akcji i spadających znikąd nieprzewidzianych okoliczności. Kto widział, ten wie, o czym myślę...

Podróżowałam, w głąb siebie. Czasem po omacku, czasem w pocie czoła, czasem żmudnie bądź w desperacji, ale się opłacało.
Moja podróż rozpoczęła się dawno temu. Wędrowałam latami od stanu ducha, który oględnie można opisać jako mieszankę rozgoryczenia, dostępnego na każde żądanie, dyżurnego wręcz, poczucia krzywdy i notorycznej niewiary w cokolwiek, co miałoby dla mnie znaczenie i wartość. Wewnątrz i na zewnątrz.
Tymczasem od kilku lat cumuję przy (symbolicznym) drugim brzegu i rozkoszuję się tym bezwstydnie bez względu na okoliczności i na to, co mi życie przynosi. Trochę pracy w to włożyć muszę, i owszem. Ale wycofać się nie zamierzam ani o milimetr.
Wszystko, co w moim życiu się zadziało i dzieje się, jest wypadkową dwóch zmiennych- tego, co otrzymuję od losu i tego, jakie decyzje podejmuję. Nic poza tym nie ma. Nic poza tym się nie liczy. Tak sądzę.

Stąd moje nieskromne stwierdzenie, trochę może na przekór stereotypowemu spojrzeniu na niepełnosprawność mojego dziecka, Ignaca, w tle. Tak. Ten rok był UDANY. Był bowiem rokiem nadziei i wdzięczności, bezsprzecznie. I oby ten kolejny też taki był, nie wzgardzę;)

Co do wdzięczności- że się odważę temat kontynuować - to właśnie od wielu tygodni noszę w sobie, z silnym postanowieniem uwolnienia właśnie w tym miejscu- na blogu. Otóż, by nie obijać się dłużej o coraz bardziej doskwierające mi wyrzuty sumienia z powodu przemilczania tematu i zapominania o owym, chcę  bardzo komuś podziękować publicznie tu właśnie i teraz. A zatem:

Ten Ktoś to Pani Renata- kobieta, której nigdy osobiście nie spotkałam i jak dotąd nie dane mi było uścisnąć jej dłoni. A mam za co. Gdyż właśnie Ona od owych kilku(nastu może nawet) tygodni obdarza nas coraz to nowymi dostawami....... ubranek dla Ignacego. Banalne, prawda? Wydawać by się mogło, że tak. A jednak... Owe banalne "pakiety" ściągają nam z barków niby drobny, a jakże niekiedy doskwierający, kłopot dbania o dziecięcą garderobę;) A dzięki jej życzliwości przejmować się tą kwestią praktycznie wcale nie muszę. Ona i Jej jeszcze bardziej nieznajome nam Koleżanki, przyczyniają się do systematycznego wzrostu zapasów odzieżowych i rosnącego stosiku różnych ignasiowych fatałaszków w naszych szafach. Stąd nasz Ignacy paradować może w coraz to nowszych czapkach, spodniach, bluzach i kurteczkach, a jak się coś "przeterminuje" rozmiarowo, mama daje nura do przepastnej garderoby, otwiera jeden z kartonów i już jest po sprawie. Kto ma małe dzieci, ten wie, jaka to frajda nie chodzić po sklepach, nie łapać się za głowę na widok cen i okazyjnie móc sobie pozwolić na komfort nabycia czegoś naprawdę ekstra bez wyrzutów sumienia albo ścisku w portfelu i szybkiej kalkulacji, na co innego można by owe zasoby finansowe przeznaczyć. A że Ignacy wciąż do przemieszczania się używa swych kolan, żelazne zapasy spodenek i rajstopek okazują się naprawdę bezcenne i konieczne.

Więc oficjalnie i głośno dziękuję Pani Renato! Pani i pani Koleżankom, za to, że wpadłyście na taki pomysł i że pamiętacie o nas i o Ignasiu. Każdy drobny gest życzliwości  bardzo doceniamy! I, w nawiązaniu do wcześniejszego wątku, sprawia on, że nie sposób porzucać obranego brzegu, gdyż ten właśnie wydaje mi się najbardziej właściwy. I cenny.

Niech moje życie nadal pozostaje wypełnione wdzięcznością.
I obym umiała nauczyć Jej moich Synów.
Wówczas będę pewna, że włożyłam  im coś naprawdę cennego do ich osobistego "bagażu życiowych doświadczeń".

Dobrego Roku, Moi Drodzy! I zdrowia!

Mama.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zaś wszystkim naszym "Dobrym Blogowym Znajomym", którzy znaleźli (w przeciwieństwie do mnie) czas i energię, by w komentarzach pod poprzednim wpisem podzielić się z nami życzeniami i serdecznościami, GORĄCO DZIĘKUJĘ i ściskam Was równie ciepło! Noworocznie! Do zobaczenia w realu- ufam.

2 komentarze:

  1. Szczęsliwego, Zdrowego, Dobrego Nowego Roku 2014!!!Niech Wam się darzy!!! Ucałowania noworoczne dla Ignasia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Wzajemnie! I dla Was uściski!

      Usuń