06 stycznia 2014

Udajemy

Udajemy, że jutro będzie taki sobie zwykły wtorek...

W Chicago dziś -25 st C (z wiatrem dochodzi do -35 st C)... szkoły pozamykane, niektóre firmy nie pracują; zima, aż trzeszczy. Ciocia A. zaprasza nas na sanki;) niestety- nie skorzystamy....

Tymczasem u nas .. wiosna. No to jej zażywamy. Spacerujemy. Odwiedzamy Ciocię O., wypoczywamy. Nic nie wskazuje na to, że zbliża się coś nadzwyczajnego.



Hartujemy ducha i ciało. Potrzebne nam końskie zdrowie. Bo chociaż udajemy, to nie przestajemy myśleć.

I wygląda na to, że nasz plan może się powieść...

Tymczasem Ignacy osiągnął kolejny level w swoim rozwoju (jak mówią to moje dzieci: "podekspił się")
Tym razem dotyczy to jego możliwości utrzymania pionu.
Rzecz objawia się podczas spacerów właśnie.
Dnia 01 stycznia 2014 Ignacy, znudzony siedzeniem w domu (gdyż mama lękała się przeziębienia, wiszącego nad nim w powietrzu, a chciała zachować go w dobrym zdrowiu przed tym wtorkiem właśnie), zaordynował spacerek. Ale nie byle jaki. Na migi, mową ciała, powiedział coś mniej więcej takiego: "ja, ciocia, mama, idziemy". Jedną rączką wskazując mnie, drugą- ciocię, wyraźnie dał nam znać, że nie mamy się co chować po kątach, tylko- choć to 19:00 wybiła już na zegarze, odziać ciepło i wyprowadzić Dziecię na spacer.
I wtedy to wydarzyło się pierwszy raz.
Od tamtego momentu Ignacy testował ten sposób spacerowania już kilkakrotnie, wnosząc nową jakość w nasze rodzinne piesze wycieczki.
Już nie można go po prostu "zapakować" do wózka. Już należy liczyć się z jego zdaniem, wolą i planami.
Oto, jak teraz spaceruje się z Ignasiem- zobaczcie  7-sekundową próbkę jego umiejętności  (jakość do poprawki, niestety):



I tak, doczekaliśmy tego dnia (no, prawie, jeszcze tylko noc przed nami i będzie!).
Na nic zdało się ropiejące oczko (wyleczone nota bene zwykłą czarną herbatą na sposób niemiecki, zapożyczony tym razem od Cioci E;)). Na nic zdało się choróbsko, drążące zawzięcie ojca i matkę od przeszło 5 dni. Ignacy postanowił się nie poddać i jednak spróbować. Do dzieci ciągnie go jak magnes neodymowy. We czwartek i piątek nie chciał się rozstawać z Panią Sylwią z przedszkola. Po zajęciach jeszcze z pół godziny siedział na korytarzu i nawiązywał nowe znajomości z personelem (mamie na szczęście już znanym, "na okoliczność" dwóch starszych Synów, uczęszczających do tego samego przybytku edukacji). I wciąż powtarzał znamienne gesty "ja", "mama", i wskazywał salę przedszkolną, w której przebywa grupa maluszków, do których Ignaś ma właśnie dołączyć.

Tak. Udajemy. Ale na nic się zda to udawanie. Jak napisała to Pani P. "Prawda zawsze zwycięży".

Jutro Ignac idzie do przedszkola. Na poważnie tak.


A "z tego wszystkiego" zapomniałabym! Ignacy nauczył się UDAWAĆ! Udaje np.: płacz, spanie, śmiech. 
To też jego "kolejny level". Robi się coraz zabawniej;)

6 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za Ignasia i rodziców!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Na pewno się przydadzą:)

      Usuń
  2. Nie powiem Ci " nie bój się", bo sama rok temu przeżywałam atak paniki. Powiem Ci...jeszcze miło będziesz wspomniać dzisiejsze dygoty, z uśmiechem- zobaczysz:) a za udawanie należy sie dla Ignasia taaaaaaki lizak jako pierwsza w tym roku( a nie ostatnia) nagroda w katerogii debeściak:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Ignaś!!!
    Jesteś niesamowity:*

    OdpowiedzUsuń
  4. 8 sekund filmu, a oglądam przez godzinę wciąż i wciąż :)

    OdpowiedzUsuń