28 lutego 2014

Wyprawa do Explora Parku.


Nie zastanawiamy się, czy Ignacy będzie gdzieś "pasował"? Po prostu pokazujemy mu ten sam świat, który pokazywaliśmy naszym starszym Synom, gdy byli słodkimi szkrabami:)

Pewnie, że nie założymy mu na nóżki nart w wieku 4 latek i nie oddamy instruktorowi na przeszkolenie, ani nie weźmiemy do teatru lalek, bacząc na jego możliwości koncentracji uwagi.

Szanujemy i liczymy się z jego ograniczeniami, ufając jednak w głębi ducha, że będą się one zmniejszać z upływem czasu i efektami rehabilitacji.

Jednak Świat jest tak samo dla nas  jak i dla Niego. Nawet, jeśli przypadkowi przechodnie bacznie się nam przyglądają, a na ich twarzach maluje się zdziwienie, poplątane z ciekawością i lękiem przed nawiązaniem bezpośredniej rozmowy:P

Tu się nas nie obawiano:)
A na domiar dobrego, serce okazano:)
Pozdrawiamy gorrrąco Panią Jolę Sokołowską, którą mieliśmy przyjemność osobiście poznać, jako Ignasiowego Dobrego Ducha:)

(zdjęcia wykonane w Explora Park w Wałbrzychu- fantastycznym miejscu na przeżycie dziecięcej przygody, nawet gdy ma się pod czterdziestkę;):


Mistrz budowniczy Mostu Leonarda.
Naśladowca Mistrza;)

ojć... chyba coś zepsułem:(

W swoim żywiole!
Wiecie, czym różnią się te dwa modele silnika w pralce?


Gdybym potrafił, to bym podskoczył z radości:)


Oj, jak tu się skupić na budowaniu? Tyle tu atrakcji....

Już wiem! zamiast budować- będę rozkładać konstrukcje!

I na koniec: mama zwielokrotniona;)



27 lutego 2014

Pustka wszechobecna. W domu i głowie.

W domu jest tak przeraźliwie cicho, że nie potrafię się skoncentrować.
Myśli błąkają mi się po głowie i nie potrafię nic sensownego z nich ułożyć.
Snuję się po sieci, szukając pozorów wytchnienia i oszukując się tym samym, że wypoczywam. Bo to właśnie miałam robić- odpocząć "po" i "przed".

Czy właściwie można odpocząć przed czymś? Bo taki zwariowany pomysł właśnie zamierzam zrealizować...

Zaczęliśmy końcowe odliczanie do wyjazdu na pierwszy w tym roku turnus rehabilitacyjny. Znów będziemy gościć przez dwa tygodnie z bydgoskim ośrodku Neuron, gdzie Ignaś zostanie "poddany" intensywnemu programowi rehabilitacyjnemu, z naciskiem na zajęcia pedagogiczno- logopedyczne, ale nie zaniedbując motoryki dużej i małej. Może zacznie stawiać w końcu swoje pierwsze samodzielne i niechwiejne kroki?
Dzisiejsze ogródkowe odkrycie: śniegu nie ma, krokusy są;)
Na razie łapiemy się z Ignacym na zabawnych chwilach, gdy np. wystarcza mu trzymana w dłoni skórka od zjedzonego przed chwilą banana, i moment nieuwagi, by Ignacy stał stabilnie samodzielnie przez 3 do 5 sekund. Ja zazwyczaj wstrzymuję oddech i milknę, by go nie rozpraszać i nie przywoływać do świadomości tej chwili, a Ignaś- jak tylko zreflektuje, co właśnie się dzieje z jego ciałem- traci radośnie równowagę i szuka jakiegoś stabilniejszego oparcia, niż wspomniana skórka;) Ale pocieszy jest to widok i na dodatek dobry prognostyk. Już chyba nie możemy się doczekać wszyscy tej chwili, w której Ignacy po prostu pójdzie sam, stabilnie, spokojnie i dostojnie...
To musi się wydarzyć tej wiosny! Musi! Po prostu.

Poza tym chłopcy spędzają końcówkę ferii u Babci. Z Tatą:)
No a ja jakoś nie potrafię pozbierać się w sobie, taka jestem porażona tą trzydniową wolnością, na którą czekałam od co najmniej pół roku... Ratunku!!!;)



PS. Może chociaż uda mi się podgonić trochę wpisy na blogu?

20 lutego 2014

Ortezy- część II.

Skoro Ignacy poważnie myśli o chodzeniu w pozycji spionizowanej, nastał najwyższy czas, by zabezpieczyć jego nóżki przez niechcianymi zniekształceniami.

Niemiła to była dla mnie perspektywa. Źle mi się słuchało pierwszych sugestii padających stąd i z tamtąd, dotyczących zaopatrzenia Ignasia w taki sprzęt. To niechybnie znak, że nie do końca pogodzona jestem z sytuacją, niestety. I - że wolałabym w głębi duszy, by Ignaś był zdrowym chłopcem, a nie szczególnej troski... Taka prawda.
Zadziwiające z jaką siłą tkwią w nas złudne pragnienia, zaśniedziałe mechanizmy obronne, dziecięce iluzje...

Tym niemniej. Schowałam do kieszeni moje pobożne życzenia i pod naporem owych  sugestii z najróżniejszych źródeł do mnie docierających, rozpoczęłam procedurę.

Uzbrojona w wytyczne dotyczące rodzaju ortez, jakie powinien używać Ignacy (a powinny one być: dynamiczne, do funkcji chodu, z podparciem dla brzegu wewnętrznego zatoki stępu i z zachowaniem osi stopy i goleni), ruszyłam na kolejne konsultacje z mocnym postanowieniem, iż tym razem nie wrócę z niczym, a raczej wrócę z zamkniętym etapem pierwszym procedury, czyli zrobieniem odlewu.

Jak zapewne pamiętacie, w ortezy mieliśmy zaopatrzyć Ignasia w firmie z Korfantowa. Tak się jednak nie stanie, sprawy się skomplikowały, nieoczekiwanie nastał zwrot akcji i w jego wyniku we wtorek wylądowaliśmy w tempie ekspresowym w Legnicy.


Oto efekty tej wizyty:











Nim to się jednak wydarzyło, konieczne było zdobycie "zlecenia na zaopatrzenie w wyroby medyczne będące przedmiotami ortopedycznymi" dla NFZ (posiadając takie zlecenie możemy liczyć na dofinansowanie z NFZ części kosztów zakupu tychże sprzętów). Jak nie trudno się domyślić, zazwyczaj wymaga to czasu. Niekiedy długiego (dzwoniąc do jednego lekarza ortopedy, u którego załatwialiśmy zlecenie na buty w ubiegłym roku, dowiedziałam się, że termin najbliższej wizyty to połowa maja;)). A sprawa nagląca. Sama nie wiem, jak to się dzieje, ale udało mi się zdobyć zlecenia w dosłownie 3 dni! Konieczne okazało się oczywiście skierowanie do poradni rehabilitacyjnej (1 dzień, nasza Pani Pediatra), odczekanie weekendu i stawienie się w poniedziałek u przemiłej Pani Doktor  w lokalnej przychodni rehabilitacyjnej, która - zapoznawszy się z naszą sytuacją kazała mi po prostu przyjść z Ignasiem, nie bacząc na długachne kolejki w rejestracji.
Tym sposobem zlecenia mamy, miara i odlewy do ortez zdjęte przez Pana technika i teraz tylko czekać musimy na tzw. wykon, czyli około miesiąca:)

Cała ta historia pokazała mi jak bezcenna jest ludzka empatia i determinacja. Nawet w minimalnych dawkach potrafią one działać cuda.

Zaś z perspektywy praktycznej pozostałam z pytaniem bez odpowiedzi: jak to możliwe, iż ten sam sprzęt ortopedyczny w jednej firmie kosztuje 4,5 tys. zł, zaś w innej (no, może nieco mniej reprezentacyjnej)- 2,2 tys zł?.........


19 lutego 2014

niezłe szczęście

O tym, że wczoraj byliśmy w Legnicy jak sądzę -Niektórzy z Was wiedzą.
Pomknęliśmy tam tuż po przedszkolu w bardzo pilnej sprawie, o której kolejnym razem napiszę musowo.

Sprawę załatwiliśmy, Ciocię Madzię i Wujka Zbyszka odwiedziliśmy i do dom wróciliśmy.

i gdzie tu tytułowe szczęście- zapytacie?

Wszędzie!
Niezłe lub ogromne- do wyboru, do koloru! wybierzcie sobie sami:)

Zajeżdżając na miejsce parkingowe przed domem, po 175 km przejechanych w obie strony, po 140 km na godzinę na liczniku na autostradzie, parkując pod domem.......
Rozsypał nam się przegub w lewym kole.
W drobny mak.
Zgrzyt, łup, trach i ..... Byłby piach!

Dzięki Ci Boże, za  to, że nad nami czuwasz! I za nasz bezpieczny powrót do domu!
Amen.

12 lutego 2014

Kaganek oświaty

Jest prawie 10:00. Ignaś śpi. Sam jeden w naszym wielkim łóżku.

Zastanawiam się, czy go budzić, czy dać mu jeszcze (i sobie zarazem) poleniuchować?

Po tygodniu choroby z wysoką- jak się okazało temperaturą w tle, to chyba mu się należy...

Przez to przeziębienie wszystko się u nas zawiesiło: i przedszkole, i rehabilitacja, i spacery... Siedzieliśmy murem w domu, czasem zmieniając się z Asią (opiekunką Ignasia) i zaprzyjaźnialiśmy się z inhalatorem. Z powodzeniem tym razem... I chyba już oboje jesteśmy tym nieco zmęczeni.... Tęsknimy za jakimś harmonogramem, żeby się działo, żeby samochodem się przejechać na ćwiczenia to tu, to tam;)

A tym czasem- gdy my tu leniuchujemy, w Wielkim Świecie się dzieje, oj, dzieje.
Skąd ludzie biorą energię na takie przedsięwzięcia? Co ich mobilizuje? motywuje? nakręca? No, co?:)

Otóż- pewna Mama z pewną Mamą, zagoniły się do pracy i kilka jeszcze osób również do niej zwerbowały i wymyśliły, że napiszą .... KSIĄŻKĘ.


Myślały, myślały, po nocach nie spały, a że cel szczytny im przyświecał, to pomysł swój zrealizowały.


Teraz jedynie muszą tę książkę wydać... (tak na marginesie: kto by przypuszczał, że wydanie książki to takie skomplikowane przedsięwzięcie?..)
Ale by to uczynić i uradować tym samym całą sporą rzeszę ludzi (2000 - 3000 egzemplarzy ma jej być), gdyż książka ma trafić to tu, to tam zupełnie za darmo, szerząc tym samym pozytywistyczny "kaganek oświaty" w temacie jakże nam bliskim, choć wciąż tajemniczym, bo o niepełnosprawności jest owa Książka- a jakże-

stoi przed MAMAMI  ARCY WAŻNE ZADANIE: uzbierać 10.000,oo zł.
Na wydanie Książki właśnie.

I co najważniejsze, to to, że pieniądze już się zbierają:)

Gdzie? Jak? ano: tu i tak:)
Prawda, że fajny pomysł?
Prawda, że mogą liczyć też na wasze wsparcie?

Cóż.
Już 10:16.
Idę budzić Ignasia.
Jednak;)



08 lutego 2014

Patefoniarstwo

Właśnie o to pewnie mnie zaraz posądzicie, gdyż znowu zamierzam się powtarzać.
Aż się boję, bo przecież nie można wciąż i wciąż nadawać tego samego, gdyż- jak każdy zapewne pamięta: "słodycz w nadmiarze to rzecz obojętna" (W. Shakespeare).

Cóż jednak robić, gdy to się dzieje wciąż i wciąż. I wciąż....

I nie istotne, że nad nami zaciągnęły chmury gradowe w postaci dość ostrego przeziębienia. Nie ważne, że z nosa kapie, a w gardle gulgoty jak w magicznym kociołku. Ignaś daje radę- jak zwykle, jest pogodny dość (jeśli akurat nie śpiący lub trawiony lekką gorączką) i niemal zaskakująco aktywny. Podejrzewam, że czas spędzony z mamą i (również niedomagającym starszym bratem) w domu od czterech bez mała dni działa na niego jak wykwintny, ożywczy, regenerujący balsam (niczym olejek arganowy w salonach fryzjerskich ostatnio wszechobecny- wiem, bo właśnie niedawno byłam;)), zasilający jego spragnione ciało i duszę wszędobylską i uzdrawiającą miłością.

Bo chyba to Ona właśnie jest sprawczynią cudu, który na naszych oczach rozgrywa się od bez mała roku.

Otóż- przechodząc do sedna- miło mi zakomunikować Światu i Wam, Drodzy nasi Sympatycy (jak również zabłąkani w nasze progi Czytelnicy), iż ulubionym, ukochanym, wymarzonym i wyśnionym ostatnio zajęciem Ignasia jest.......
.... oglądanie i słuchanie animowanych teledysków do dziecięcych piosenek na tzw. komputerze!

I to nie prawda (przynajmniej tym razem), że jestem zagorzałą przeciwniczką, z aspiracjami do najgorszego wroga, spędzania przez dzieci czasu przed tym wrednym medium i urządzeniem. O, nie!
Jestem od dwóch dni oddaną wielbicielką tego wynalazku techniki, gdyż....
..........Ignacy potrafi przesiedzieć przed monitorem całe pół godziny (z towarzystwem odpowiednim, pomagającym mu owo ustrojstwo obsługiwać) cudownie się nań koncentrując!!!!, a nie tracąc przy tym kontaktu z realem i:
1. komunikuje, co chce oglądać, a czego nie zamierza;
2. przestrzega ustalonych reguł i zasad używania komputera (już nie rzuca się jak wygłodniały kociak na miskę z mlekiem, niwecząc nasze wysiłki zaprezentowaniu mu konkretnej piosenki);
3. pokazuje vel komentuje w zakresie swych migowych możliwości, co widzi na monitorze!

I niech mi ktoś powie, że to nie wspaniałe!
Noooo!


_______________________________________________________________________________
Gwoli wyjaśnienia dodam, że nie było to kompletnie możliwe nawet ubiegłego lata. Ignaś albo gapił się jak sroka w gnat w ekran komputera i nic z tego nie rozumiał, albo po prostu nie był w stanie wytrzymać dłużej niż 2,3 minuty- a to i tak długo było....

07 lutego 2014

Wrzutka

Nie wiem, czy wiecie? ale wrzuciłam nowy tekst w MOKRADŁA.

Jest dłuuugi.
I na swój sposób  bardzo osobisty.

Tych, którzy się nie boją (;))- zachęcam do rzucenia okiem.
Może kiedyś się odważę przekopiować go do głównego nurtu Ignacówki. Ale niech sobie tam trochę dojrzeje w spokoju...

Jakby co- komentować można tutaj;)
Pozdrawiam
Mama przeziębionego od dwóch dni Ignasia:P

05 lutego 2014

"Rozczulanka" by Ignaś

Znacie to?
Patrzycie, patrzycie i oczom nie wierzycie. A serce (metaforycznie czy dosłownie- bez znaczenia) rośnie i rozpływa się w dziwnie subtelnej mgiełce wzruszenia, błogości i spokoju.

Bo oto widzicie coś, o czym nawet nie śmieliście marzyć głośno i wyraźnie, coś, w co nawet pozwalaliście sobie wątpić w chwilach słabości.

Pamiętam dokładnie, jak 8 lat temu na deptaku pełnym turystów i spacerowiczów, w najbardziej chyba zatłoczonym kurorcie Chorwacji środkowej (że się tak wyrażę)- Baska Voda- nasz Średni syn podjął nieodwracalną decyzję o porzuceniu różnej maści stabilizatorów, podpórek, zabezpieczeń i "zabezpieczaczy" przed upadkami wszelkimi i po prostu (w tym tłumie spacerującym i 35 stopniowym upale) puścił się swobodnym  truchtem na swoich mocnych, krępych, stabilnych już wtedy nóżkach. Jak poszedł raz, tak już mu pozostało do dzisiaj.

O takich chwilach mówię.
Każdy z Was taką w sobie gdzieś ma. Może nawet kilka?...


Kiedy 10 miesięcy temu przekazywaliśmy słynnego już Thera Togsa pewnemu uroczemu Stasiowi, rodzice jego przynieśli w prezencie dla Ignaca zabawkę do kąpieli (i kręgle- o ile mnie pamięć nie myli). Pamiętam, jak pomyślałam, że pewnie poczeka na niego trochę ten sprzęt, bo Ignac w ogóle nie był nim zainteresowany, nie mówiąc już o umiejętnościach skoordynowania ruchów, by z niej w pełni korzystać.
Zachęcałam go jednak pokazywałam, jak działa, cuda wyczyniałam, by spróbował samodzielnie obsłużyć ten wodny młynek. Bezskutecznie.
Dziś w kąpieli Ignaś udowodnił, że doskonale wie, do czego służy wodny młynek. Po prostu. Napełnił pomarańczową łychę wodą i chlup do młynka! Jeszcze trochę nad precyzją popracować musi, ale wynik jest.

Podobnie rzecz miała się z autkami- najczęściej miganym znakiem przez Ignasia, przez wszystkie przypadki, w każdej okoliczności, na każdy temat;)
Dziś (i tydzień wcześniej także) po prostu się nim bawił przez krótką chwilę. Po prostu!

Nie wspominając już o najbanalniejszej grze świata wśród dwulatków: memo.
Gracie czasem w memo? Nieeee? Za starzy jesteście. Rozumiem;)
Ja też z Ignasiem nie grałam. Do wczoraj.
Myślałam- bezwstydnie i na swój sposób krzywdząco- że to jeszcze za wcześnie dla niego. Gdy jednak, wracając z Korfantowa, zatrzymaliśmy się w pewnym "sklepie na I" w celach... gastronomicznych, Ignaś udowodnił, w jakim byłam błędzie. Sromotnym. Dosiadł się do stanowiska zabawowego i bez najmniejszego trudu jął operować ekranem dotykowym i jego zawartością. Oczywiście- nie wykonywał bezbłędnie zadań wszystkich, wszak się bawił, nie zdawał testów sprawnościowych. Ale natchnął mnie, gdy kliknął ikonę z memo i krok po kroku- raz trafniej, raz mniej trafnie- odkrywał poszczególne pary obrazków.
Tak- Moi Państwo- matka ze skruchą przyznaje- nie doceniałam Syna Swego. wątpiłam = błądziłam. A może zbyt wiele chciałam, zbyt wcześnie, zbyt niecierpliwie...

Wczoraj, po powrocie do domu, rozłożyłam na stoliku najpierw dwie pary obrazków, zasłaniając rysunek, dołożyłam kolejną, a potem kolejną i tak oto wkroczyliśmy w nową zabawę, której Ignaś przy odrobinie pomocy może już sprostać! Po prostu!

I jeszcze do tej serii środowych "Rozczulanek" dorzucę dwie, drobne i piękne zarazem.
Ignaś miga "lubię/ podoba mi się".
Ignaś miga "być grzecznym".
....


_______________________________________________________________________________
Macie jeszcze kilka szans by wysłać sms na Ignacówkę i inne blogi, które was urzekły, w Konkursie. Do jutra. Do godz. 12.00:)

04 lutego 2014

Ortezy - część I.

Siedzę sobie wygodnie w fotelu. Obok śpi Średni Syn, zmęczony trudami podróży. Ignacy z Tatą- niezmordowany, radośnie zamigawszy "autko", pojechał po Starszego Syna na trening. Ten to chyba nigdy nie ma dość. Nawet 6-o godzinna wyprawa w tę i z powrotem autostradą A4 nie sprawiła opadnięcia powiek i odpłynięcia w błogi chwilowy niebyt...

Ano- pojechaliśmy i wróciliśmy. W Korfantowie byliśmy. Tatę z pracy wyrwaliśmy. Ignasia z przedszkola.

Mieliśmy konsultować stópki i ich zabezpieczenie poprzez specjalistyczne ortezy (pisałam wczoraj o nich tu), a nawet rozpocząć procedurę wykonawczą, która trwa około miesiąca od chwili zdjęcia miary i zrobienia odlewu. Niestety, wróciliśmy prawie z niczym (jeśli nie liczyć informacji zdobytych przy tej okazji) i musimy czekać do 26 lutego na kolejną konsultację, tym razem bliżej nas- w Bukowinie.
Powód prosty- słaba organizacja całego procesu zamawiania tak specjalistycznego i zarazem zindywidualizowanego sprzętu (szytego dosłownie na miarę pod konkretnego pacjenta). Tata się niemal wściekł, przecedziwszy przez zęby, że "strata czasu", i właściwie miał rację... Panie przemiłe, cierpliwe, elastyczne w podejściu do sprawy- zgodziły się nawet na telefoniczną konsultację z Ignasiową Panią Fizjoterapeutką, ale niestety w tak wysoce "zdalny" sposób nie udało nam się podjąć naprawdę dobrej decyzji. Zwłaszcza, że ortezy to spora inwestycja (cena ich w zależności od rodzaju waha się od 2,5 do 4,5 tysiąca zł) i starcza na około rok (zważywszy na rosnącą stópkę dziecka w tak młodym wieku). Dlatego ryzykować tutaj nie warto. Musi konkretny model proponowanych Ignasiowi ortez zobaczyć na własne oczy ktoś, kto z nim pracuje na stałe, zna jego możliwości, postępy, zagrożenia... I tego właśnie brakuje: zintegrowanego systemu opieki nad dziećmi o szczególnych wymaganiach rozwojowych. Gdyby nie życzliwość niektórych specjalistów, Rodzice skazani są właściwie sami na siebie... Ech...

Nuda, Panie i Panowie.....
(jak będę duży, to powiem mamie, co myślę o tej fotce! Wstydu nie ma, czy co?)



Przy okazji dzisiejszego wpisu przypominam, że do pojutrza ( do 06.02.2014 do godz. 12:00) trwa głosowanie w konkursie Blog Roku 2013. Zatem wciąż możecie wysłać sms-a na Ignacówkę (w treści występują cyfry 00, nie litera "o"):
 sms na nr 7122 o treści A00875

Bardzo dziękujemy!
My piszemy - wy czytajcie i  zagłosujcie, proszę;) (2 KROPKI, jakie dotychczas uzyskaliśmy w rankingu oznacza, że około 50 osób naprawdę lubi do nas zaglądać... Czy to prawda?).

Nie chodzi o to, żebyśmy wygrali- w to nie wierzymy, realistami będąc... ale wesprzeć coś sensownego zawsze warto (i sprawić podwójną frajdę za jednym kliknięciem bliźniemu;)):

Cały dochód z sms-ów wysyłanych w Konkursie zostanie przekazany Fundacji Gajusz, jak napisano na stronie głównej Blog Roku 2013, która to Fundacja prowadzi hospicjum dla dzieci osieroconych. 

03 lutego 2014

Choroba, czy licho wie co?

Kiedy tak myślę o Ignasiu i jego problemach, nie mogę od siebie odgonić brzęczącej jak mucha, wątpliwości.
Czy to na pewno choroba? To coś, co nie pozwala mu się normalnie rozwijać?

Wykonaliśmy już sporo badań, wielu specjalistów spoglądało na niego swym fachowym i badawczym okiem, zaglądało w najróżniejsze zakamarki jego organizmu, i od strony genetycznej, i endokrynologicznej, i metabolicznej i tak po prawdzie- niewiele znaleziono.

Ostatnie konsultacje: kardiologiczna, hepatologiczna, okulistyczna wreszcie- wszak rozciągnięte sporo w czasie, a jednak nic nie wykazały, prócz tego, że właściwie mamy do czynienia z dziecięciem zdrowym.

Kwartalne badania analityczne też nie przynoszą nic niepokojącego, i gdyby ktoś nie widział Ignaca na własne oczy, mógłby mnie śmiało posądzić o konfabulacje bądź urojenia. A jednak Ignacy problemy rozwojowe ma. I skąd się one wzięły?

Bardzo trudno jest żyć z taką niewiadomą. Rodzice dzieci zdiagnozowanych przynajmniej wiedzą jakie jest źródło. My nie wiemy. Nie znamy rokowań, nie mamy pojęcia czego można się spodziewać w przyszłości. Nie chcę tego wartościować. Nie wiem, jakbym się czuła, gdybym wiedziała. Nie wiem, co jest lepsze, a co gorsze. Tylko trudno czasami. Do głowy przychodzi tysiące pomysłów, poszukiwania "winowajcy" trwają, nawet jeśli są ukryte przed moją świadomą intencją.

I tak sobie rozmyślam czasami, obserwując Ignasia siedzącego przy stole, wspinającego się na krzesła, migającego coś do mnie zapamiętale.

Rozczula mnie on, roztkliwia, cieszy i smuci zarazem.
Znacie te uczucia?

Najlepszy prezent, jaki dostał Ignaś od Pani Renaty. Trafiony w punkt!




Roboczo dodam, że....
W najbliższym tygodniu czeka nas wyprawa do Korfantowa. Celem są tzw. łuski czyli fachowo  mówiąc -ortezy na stópki Ignasia. Trzeba mu koniecznie zabezpieczać zatoki zstępu, gdyż coraz częstsze próby chodzenia (właściwie Ignacy domaga się chodzenia każdorazowo, gdy wychodzimy z domu, wózek stał się zdecydowanie passe) grożą ich zniszczeniem i późniejszymi trudnościami z chodem w ogóle. Od dwóch tygodni w tym celu właśnie, profilaktycznie bandażujemy mu stópki na noc. Gdybyście mogli zobaczyć, jak rezolutnie Ignacy przypomina nam o tym rytuale tuż przed snem, ubrany już w piżamkę i ziewający od ucha do ucha... Niebywały jest to widok. Niebywały, zważywszy na wykonanie przez takiego Malca... dobranoc.