Choroba, czy licho wie co?

Kiedy tak myślę o Ignasiu i jego problemach, nie mogę od siebie odgonić brzęczącej jak mucha, wątpliwości.
Czy to na pewno choroba? To coś, co nie pozwala mu się normalnie rozwijać?

Wykonaliśmy już sporo badań, wielu specjalistów spoglądało na niego swym fachowym i badawczym okiem, zaglądało w najróżniejsze zakamarki jego organizmu, i od strony genetycznej, i endokrynologicznej, i metabolicznej i tak po prawdzie- niewiele znaleziono.

Ostatnie konsultacje: kardiologiczna, hepatologiczna, okulistyczna wreszcie- wszak rozciągnięte sporo w czasie, a jednak nic nie wykazały, prócz tego, że właściwie mamy do czynienia z dziecięciem zdrowym.

Kwartalne badania analityczne też nie przynoszą nic niepokojącego, i gdyby ktoś nie widział Ignaca na własne oczy, mógłby mnie śmiało posądzić o konfabulacje bądź urojenia. A jednak Ignacy problemy rozwojowe ma. I skąd się one wzięły?

Bardzo trudno jest żyć z taką niewiadomą. Rodzice dzieci zdiagnozowanych przynajmniej wiedzą jakie jest źródło. My nie wiemy. Nie znamy rokowań, nie mamy pojęcia czego można się spodziewać w przyszłości. Nie chcę tego wartościować. Nie wiem, jakbym się czuła, gdybym wiedziała. Nie wiem, co jest lepsze, a co gorsze. Tylko trudno czasami. Do głowy przychodzi tysiące pomysłów, poszukiwania "winowajcy" trwają, nawet jeśli są ukryte przed moją świadomą intencją.

I tak sobie rozmyślam czasami, obserwując Ignasia siedzącego przy stole, wspinającego się na krzesła, migającego coś do mnie zapamiętale.

Rozczula mnie on, roztkliwia, cieszy i smuci zarazem.
Znacie te uczucia?

Najlepszy prezent, jaki dostał Ignaś od Pani Renaty. Trafiony w punkt!




Roboczo dodam, że....
W najbliższym tygodniu czeka nas wyprawa do Korfantowa. Celem są tzw. łuski czyli fachowo  mówiąc -ortezy na stópki Ignasia. Trzeba mu koniecznie zabezpieczać zatoki zstępu, gdyż coraz częstsze próby chodzenia (właściwie Ignacy domaga się chodzenia każdorazowo, gdy wychodzimy z domu, wózek stał się zdecydowanie passe) grożą ich zniszczeniem i późniejszymi trudnościami z chodem w ogóle. Od dwóch tygodni w tym celu właśnie, profilaktycznie bandażujemy mu stópki na noc. Gdybyście mogli zobaczyć, jak rezolutnie Ignacy przypomina nam o tym rytuale tuż przed snem, ubrany już w piżamkę i ziewający od ucha do ucha... Niebywały jest to widok. Niebywały, zważywszy na wykonanie przez takiego Malca... dobranoc.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.