"Rozczulanka" by Ignaś

Znacie to?
Patrzycie, patrzycie i oczom nie wierzycie. A serce (metaforycznie czy dosłownie- bez znaczenia) rośnie i rozpływa się w dziwnie subtelnej mgiełce wzruszenia, błogości i spokoju.

Bo oto widzicie coś, o czym nawet nie śmieliście marzyć głośno i wyraźnie, coś, w co nawet pozwalaliście sobie wątpić w chwilach słabości.

Pamiętam dokładnie, jak 8 lat temu na deptaku pełnym turystów i spacerowiczów, w najbardziej chyba zatłoczonym kurorcie Chorwacji środkowej (że się tak wyrażę)- Baska Voda- nasz Średni syn podjął nieodwracalną decyzję o porzuceniu różnej maści stabilizatorów, podpórek, zabezpieczeń i "zabezpieczaczy" przed upadkami wszelkimi i po prostu (w tym tłumie spacerującym i 35 stopniowym upale) puścił się swobodnym  truchtem na swoich mocnych, krępych, stabilnych już wtedy nóżkach. Jak poszedł raz, tak już mu pozostało do dzisiaj.

O takich chwilach mówię.
Każdy z Was taką w sobie gdzieś ma. Może nawet kilka?...


Kiedy 10 miesięcy temu przekazywaliśmy słynnego już Thera Togsa pewnemu uroczemu Stasiowi, rodzice jego przynieśli w prezencie dla Ignaca zabawkę do kąpieli (i kręgle- o ile mnie pamięć nie myli). Pamiętam, jak pomyślałam, że pewnie poczeka na niego trochę ten sprzęt, bo Ignac w ogóle nie był nim zainteresowany, nie mówiąc już o umiejętnościach skoordynowania ruchów, by z niej w pełni korzystać.
Zachęcałam go jednak pokazywałam, jak działa, cuda wyczyniałam, by spróbował samodzielnie obsłużyć ten wodny młynek. Bezskutecznie.
Dziś w kąpieli Ignaś udowodnił, że doskonale wie, do czego służy wodny młynek. Po prostu. Napełnił pomarańczową łychę wodą i chlup do młynka! Jeszcze trochę nad precyzją popracować musi, ale wynik jest.

Podobnie rzecz miała się z autkami- najczęściej miganym znakiem przez Ignasia, przez wszystkie przypadki, w każdej okoliczności, na każdy temat;)
Dziś (i tydzień wcześniej także) po prostu się nim bawił przez krótką chwilę. Po prostu!

Nie wspominając już o najbanalniejszej grze świata wśród dwulatków: memo.
Gracie czasem w memo? Nieeee? Za starzy jesteście. Rozumiem;)
Ja też z Ignasiem nie grałam. Do wczoraj.
Myślałam- bezwstydnie i na swój sposób krzywdząco- że to jeszcze za wcześnie dla niego. Gdy jednak, wracając z Korfantowa, zatrzymaliśmy się w pewnym "sklepie na I" w celach... gastronomicznych, Ignaś udowodnił, w jakim byłam błędzie. Sromotnym. Dosiadł się do stanowiska zabawowego i bez najmniejszego trudu jął operować ekranem dotykowym i jego zawartością. Oczywiście- nie wykonywał bezbłędnie zadań wszystkich, wszak się bawił, nie zdawał testów sprawnościowych. Ale natchnął mnie, gdy kliknął ikonę z memo i krok po kroku- raz trafniej, raz mniej trafnie- odkrywał poszczególne pary obrazków.
Tak- Moi Państwo- matka ze skruchą przyznaje- nie doceniałam Syna Swego. wątpiłam = błądziłam. A może zbyt wiele chciałam, zbyt wcześnie, zbyt niecierpliwie...

Wczoraj, po powrocie do domu, rozłożyłam na stoliku najpierw dwie pary obrazków, zasłaniając rysunek, dołożyłam kolejną, a potem kolejną i tak oto wkroczyliśmy w nową zabawę, której Ignaś przy odrobinie pomocy może już sprostać! Po prostu!

I jeszcze do tej serii środowych "Rozczulanek" dorzucę dwie, drobne i piękne zarazem.
Ignaś miga "lubię/ podoba mi się".
Ignaś miga "być grzecznym".
....


_______________________________________________________________________________
Macie jeszcze kilka szans by wysłać sms na Ignacówkę i inne blogi, które was urzekły, w Konkursie. Do jutra. Do godz. 12.00:)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.