Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2014

Ubiegły tydzień

Obraz
niemal w całości przeznaczony  był na Ignaca chorowanie...

Z tego powodu nie zadziało się w naszym życiu pewne arcyciekawe wydarzenie, które musiało zostać przełożone na inny- dogodniejszy termin...

Z tego też powodu przedłużyła się Ignasia absencja na rehabilitacji i ominęły go przedszkolne atrakcje.

Za to pochorował się też Starszy Brat i Babcia H, która na weekend sprawowała nad chłopcami pieczę rodzicielską.

Bo widzicie, Moi Drodzy, w naszym rodzinnym życiu nastąpił pewien niebagatelny przełom! Po trzech latach, czterech miesiącach i jedenastu dniach od urodzenia Ignacego Rodzice zafundowali sobie cały, pełny, złożony z dwóch nocy, weekend poza domem na wypasie!
I w ten oto sposób zaczęło się spełniać mamine marzenie o tym, by móc pozostawić dzieci gronu Babć i Dziadków i wyjechać gdzieś tylko z tatą na więcej niż 24 godziny:) I udało się!
I wcale nie chodziło wyłącznie o to, jak tę rozłąkę zniesie najmłodszy nasz potomek (bo "starsze potomki" już zahartowane na taką oko…

Szybka akcja dla Wiktora

Obraz
Kochani!
Jest sprawa.

Pewna Matka pewnego Chłopca potrzebuje wsparcia.
Kiepsko jej się wiedzie (ale komuż wiedzie się nie kiepsko, co?:)), a potrzebuje uzbierać na turnus rehabilitacyjny dla dziecka. Na koncie z 1% kokosów nie ma:( Instytucje (PCPR, Fundacja Polsat) zobowiązały się wspomóc, ale nie pokrywa to wszystkich kosztów wyjazdu i pobytu.
Wiktorowi i jego mamie brakuje 632 zł. To dużo i zarazem niedużo, jeśli się weźmie pod uwagę siłę, jaka drzemie w zwykłych Ludziach.

Gdyby Ktoś z Was miał ochotę wspomóc tę Dwójkę z okolic Oławy, wpłaty można kierować oczywiście na fundacyjne konto, którego dane znajdziecie pod tym adresem (podane w zielonej ulotce na górze strony, z danymi Fundacji Potrafię Pomóc).

Jeśliby chociaż co 5 Czytająca ten wpis Osoba wpłaciła im 5 złotych, wierzę, że mogliby wyjechać na ten turnus...

Zaznaczam, że to sercem dyktowany wpis, więc weźcie poprawkę na stylistykę i temat;) Jakoś trudno mi siedzieć i czytać Ich historię obojętnie...


A Ignaś?
Chory, Biedacze…

Tu chodzi o coś więcej, niż 1000 złotych

Pewnie wiecie, że się dzieje. Ci, którzy oglądają TV raczej nie przeoczą. Ci, którzy słuchają radia- też.

Ja telewizji nie oglądam (zazwyczaj), od wielkiego dzwonu jedynie, a wiem. Więc i Wy pewnie wiecie.

Na protest i okupację Sejmu przez rodziców niepełnosprawnych dzieci spojrzeć można trojako: zignorować, tłumacząc się "swoimi sprawami" i "to nie mój problem", popierać- mając pojęcie o sprawie z racji posiadanych własnych doświadczeń lub ocierania się o problem w swoim bliskim otoczeniu bądź potępiać czy szydzić (hejterzyć), nie mając zupełnie o niczym pojęcia i za grosz empatii.

Oboje z Tatą jesteśmy wykształconymi ludźmi. Kochamy się i staramy szanować ze wszystkich sił siebie i to, co nam życie daje. Nie wybrzydzamy zbytnio. Za to pielęgnujemy w sobie wdzięczność, bo wiemy, że nam się poszczęściło w życiu na wielu płaszczyznach niekoniecznie tych materialnych. Mamy troje wspaniałych dzieci.
Każda ciąża była w naszym życiu wielkim wydarzeniem. Nie zawsze łatwy…

zaskoczenie

Podczas mojej obecności poniedziałkowej w przedszkolu, prócz gorzkiej refleksji, którą się z Wami podzieliłam poprzednio, stała się jeszcze taka oto rozmowa:

-"No to jak, Pani Anito? Zabieramy Ignasia w przyszłym roku do trzylatków?" - zagadnęła Pani Ilonka pochłoniętą mnie przez czarne myśli i nie do końca kontaktującą chwilowo.
-"Mam namyśli, że Ignaś pójdzie dalej ze mną i moją grupą"- wyjaśniła mi cierpliwie Pani Ilona i wyrozumiale poczekała, aż przetrawię jej słowa.
- "Znaczy się, nie zostanie w grupie żłobkowej? Myśli Pani, że da sobie radę? I Wy też dacie sobie z nim radę?- bo przecież tam już program będzie do zrealizowania i wymagania edukacyjne..."- kompletnie bredziłam, szukając ratunku i macając grunt pod nogami, bom sama nie wierzyła w to, co słyszę.
Bądź co bądź właśnie oddawałam się wnikliwej obserwacji niekompetencji społecznej mojego dziecka i jego rażącej inności od rówieśników. Głowę miałam wypełnioną po brzegi czarnymi myślami, a tu t…

nie samym Ignacym człowiek żyje;)

Obraz
I choć to nie blog ogrodniczy, nie sposób się oprzeć tej wiośnie w ogrodzie!

A wieczorem (późnym) będzie nowy wpis:)
Zapraszam...
mama


Słodko- gorzki wpis tym razem

Obraz
Czy to wypada napisać, po takich optymistycznych wpisach ostatnich, pełnych entuzjazmu i i otuchy, coś gorzkiego? Czy nie będzie zgrzytać? Na niepoczytalność wskazywać?
Czy to tylko poturnusowa depresyjka kompensacyjna i odroczona na skutek wzmożonych wydatków energetycznych, zmobilizowanych ekstremalnie sił psychicznych i fizycznych na okoliczność wyjazdu? I teraz, gdy luz- pssssss- uleciało ze mnie powietrze;)?

Luz, nie luz, gdy znów trzeba gotować, prać, prasować i sprzątać, to tego luzu tak trochę umownie się doszukuję:) Jednak tam było lepiej pod tym względem...:)
A tu dzieciaki wytęsknione, spragnione, głowy na kolanach mi kładą, tulą się do matki dorastające chłopaki i z niepewnością w głosie dopytują, czy kolejny nasz wyjazd niebawem? czy może odpuścimy na jakieś pół roku?
Sama nie wiem, co im odpowiadać. Muszę przemyśleć wszystkie za i przeciw. Odkładam odpowiedź na później.


A o co chodzi z tym smutkiem?

Ano- wczoraj towarzyszyłam Ignasiowi w przedszkolu (o ile rehabilitację …

Delikatne jak bazie na wiosnę, ale tak samo cieszą

Obraz
kolejne zmiany w rozwoju Ignasia...

............
Jaka to wygoda i komfort, móc spokojnie zjeść posiłek, siedząc obok Ignasia przy stole i obserwując, jak samodzielnie obsługuje się "kulinarnie"? Nie zrzuca przy tym talerza ani kubka na podłogę, sam wybiera którą kanapeczkę będzie podgryzał bądź nabija mięso na widelec i wkłada precyzyjnie do ust?
Technicznie ma jeszcze nieco do wypracowania, z pokarmami płynnymi wciąż musi ćwiczyć koordynację, ale jak to zwykle u niego bywa: zanim przyjdą umiejętności pojawiają się olbrzymie chęci, które są motorem osiągania coraz większej sprawności w danej dziedzinie:) Tym samym niektórych aktywności Ignaś uczy się "prawie sam" i naszym najważniejszym zadaniem jest po prostu uważnie go słuchać, podążać za nim i umożliwiać mu trening oraz asekurować w dążeniu do mistrzostwa.

............
Schodząc dziś rano z Ignacym na ośrodkową stołówkę, skonstatowałam, co następuje:
dokładnie trzy miesiące temu przebywałam razem z nim w tutejszym …

Impas wychowawczy

Pamiętacie tę scenę z filmu o Jaśku Meli, gdy ojciec zmusza go wręcz fizycznie i stosuje inne środki bezpośredniego przymusu, by chłopak się nie poddawał beznadziei i rozpaczy i ćwiczył?

Nie wzbudziły one chyba w nikim uznania, mocne były, nawet "nieco za bardzo". Z czego wypływały i dokąd zaprowadziły Jaśka- wiemy, jednak czy cel uświęca środki?

Jakoś ten szczegół na myśl mi przyszedł, gdy obserwowałam ostatnio moje relacje z Ignasiem i moje, kryjące się za tym dylematy.

Którą drogę wybrać, by naprawdę wspomóc Ignasia na przyszłość?
Chodzenia uczą go fizjoterapeuci, nad sprawnością języka (na razie wciąż ....)- logopeda, nad sprawnością zmysłów- terapeuci SI itd. Codzienności jednak nie wyuczy go żaden specjalista-fachowiec, prócz nas, co zrozumiałe, i tutaj jest szkopuł właśnie.

Wychowanie dziecka z problemami rozwojowymi wydaje się tylko z pozoru banalnym zadaniem. Z biegiem jednak czasu dostrzegam, iż wcale to takie oczywiste i powtarzalne nie jest. Bo, jakie na przykład…

Przeżytek

Do lamusa może trafić ignasiowy wehikuł, zgrabnej włoskiej marki na I. Spacer z Ignacym bowiem nabrał nowego wymiaru...

Kiedy w połowie października 2013 r zamieściłam krótki filmik z naszego ówczesnego spacerku, Ignacy rozpoczynał trenowanie żmudnej sztuki poruszania się na dwóch nogach, podpierany eksperymentalną "uprzężą" ze starego szalika. Jego kroki były i właściwie tylko to je charakteryzowało. Trudno mu było utrzymać się na nóżkach, wybrać kierunek, nawet utrzymać pozycję pionową było nie lada wyczynem! Słabe wówczas nóżki uginały się w najmniej spodziewanym momencie i sprowadzały Ignasia do siadu fantazyjnego na pupie w 2 sekundy.
Ale tak rzecz się miała 4,5 miesiąca temu niespełna.

Dziś Ignacy nie wyobraża sobie dłuższego niż 10 minut zalegania w wózku podczas jakiegokolwiek spaceru. Po prostu "palą mu się gumy". Zaczynam się zastanawiać nad sensownością zabierania wózka na jakiekolwiek wyjścia  z domu, bo zaczyna on być dla nas zbędnym balastem:)

Ignaś p…

Rywal

Obraz
Miało nastąpić uspołecznianie, tymczasem....


O tym, że na turnus do Bydgoszczy wyjeżdżamy z Towarzystwem nie wspominałam zawczasu, dziś jednak nadeszła pora, by o tym napisać.

Otóż- tym razem, zamiast asekuracji Taty w podróży na i z turnusu posunęliśmy się o krok dalej. Mianowicie wyjechaliśmy na turnus w towarzystwie pewnego trzyletniego Wiktorka i jego Mamy, Iwony. Nasza znajomość zawiązała się gdzieś w ubiegłym roku na korytarzu  Centrum Bobath i tak leniwie się snuła, trwała, nabierała kolorów, aż zaowocowała wspólnym wyjazdem właśnie.

Wobec takich okoliczności zupełnie nie poznaję ani samej siebie (od niedzieli nie wyjechałam samochodem poza teren ośrodka ani raz!!! gdy to piszę- jest środa tuż przed północą...), ani mojego Syna, o czym za chwilę.

Wiktorek jest przemiłym trzylatkiem, urodzonym sporo przed czasem, stąd jego poważne problemy zdrowotne i konieczność ciągłej rehabilitacji. Wiktor jest spokojnym blondynkiem, pięknie mówiącym, spolegliwym w kontaktach z ludźmi, zapatr…

Koherencja po latach

Być może Kogoś rozczaruję, bądź zdziwię, ale:

nie jesteśmy nieszczęśliwi.


Przyjmując "z grubsza" założenie, że szczęście jest równowartością dobrego nastroju, spokoju i zadowolenia z życia, podczas gdy jego przeciwieństwo- nieszczęście to wypadkowa trudnych emocji, braku perspektyw i pesymistycznego patrzenia na świat, za nic w świecie nie należymy do grona nieszczęśliwców.

Rzadko też czujemy się nieszczęśliwi, o ile nie wcale. Przynajmniej ostatnio.

Jednak- był czas w naszym życiu, gdy jako rodzina musieliśmy się zmierzyć z niewiadomą i lękiem, i nowym ogromnie doświadczeniem o negatywnych konotacjach i ponurym wybarwieniu emocjonalnym i w tamtym czasie zapewne każdy z nas z osobna a i pewnie trochę wszyscy gremialnie przechodziliśmy trudne chwile.
Życie nas jednak z sobą oswoiło, pokazało, że "nie taki diabeł straszny jak go malują" i tym samym sprawił, że odzyskaliśmy w tym samym rozmiarze ową radość i poczucie szczęścia właśnie, że nie wspomnę już o poczuciu humoru.

Ku końcowi się ma matki domowe SPA

Czekam na Czterech Mężczyzn mojego życia, którzy pewnie już są w drodze powrotnej do domu... (słuchając zapamiętale kolejnego kabaretu przez zestaw głośnomówiący, co stało się ich męską tradycją od dwóch miesięcy bez mała na okoliczność wszelkich męskich wypraw i podróży).

Jak zwykle to bywa, czas minął mi jak "okamgnienie", lekkim muśnięciem oznajmiając, że 72 godziny totalnej wolności, łamanej przez samotność, przemija bezpowrotnie.
Domowe SPA się kończy niechybnie.
Z bardzo pozytywnym bilansem jednakże, wartym podsumowania niniejszym, bo:

- spałam, ile chciałam;

- zimowy rozgardiasz w ogrodzie, wepchnięty do 6 wielkich worów "bio" spacyfikowałam;

- rekreacyjnie po okolicy spacerowałam, tudzież po kilku sklepach bez pośpiechu, z rozmysłem, leniwie wręcz i niekiedy bez celu;

- nieoczekiwanie dla mnie samej i na kompletnym spontanie po 22:00 spadłam przyjaciółce na głowę i pół nocy przy "spanish wine" przegadałyśmy;

- szumu spadającej na me ramiona wody s…