06 marca 2014

Rywal

Miało nastąpić uspołecznianie, tymczasem....


O tym, że na turnus do Bydgoszczy wyjeżdżamy z Towarzystwem nie wspominałam zawczasu, dziś jednak nadeszła pora, by o tym napisać.
Kumple w podróży:)

Otóż- tym razem, zamiast asekuracji Taty w podróży na i z turnusu posunęliśmy się o krok dalej. Mianowicie wyjechaliśmy na turnus w towarzystwie pewnego trzyletniego Wiktorka i jego Mamy, Iwony. Nasza znajomość zawiązała się gdzieś w ubiegłym roku na korytarzu  Centrum Bobath i tak leniwie się snuła, trwała, nabierała kolorów, aż zaowocowała wspólnym wyjazdem właśnie.

Wobec takich okoliczności zupełnie nie poznaję ani samej siebie (od niedzieli nie wyjechałam samochodem poza teren ośrodka ani raz!!! gdy to piszę- jest środa tuż przed północą...), ani mojego Syna, o czym za chwilę.

Wiktorek jest przemiłym trzylatkiem, urodzonym sporo przed czasem, stąd jego poważne problemy zdrowotne i konieczność ciągłej rehabilitacji. Wiktor jest spokojnym blondynkiem, pięknie mówiącym, spolegliwym w kontaktach z ludźmi, zapatrzonym w swoją mamę Iwonkę i uważnym obserwatorem. Z uwagi na swoje trudności motoryczne jest trochę odwrotnością Ignaca, który wprawdzie stara się chodzić, ale nie mówi zbyt dużo;) Idealny towarzysz podróży, kompan do wspólnych posiłków i zabaw- sądziłam w naiwności swej dotychczas. Mama Iwonka- bezdyskusyjnie skradła serce Ignaca w ciągu pierwszych dwóch godzin wspólnie spędzonego czasu. Swoje pierwsze poranne kroki mój syn codziennie kieruje w stronę pokoju kolegi, bynajmniej nie po to, by się z nim serdecznie przywitać (choć to również czyni), acz by raczej skraść kolejny uśmiech jego mamy i zaskarbić sobie jej zaufanie, wyrażone poprzez zdobycie choć na krótką chwilę telefonu komórkowego;) Poza tym Ignac z zapałem maszeruje z asekuracją cioci Iwonki, gdy mama akurat zajęta jest czymś innym, prosi ją o zdjęcie i ogólnie spoufalił się z nią wyjątkowo:)

Dwóch chętnych do jednej zabawki? Standard:)

Jakież było moje zdumienie jednak, gdy odkryłam w takich okolicznościach przyrody mordercze instynkty mojego trzeciego potomka wobec swojego rówieśnika w sytuacjach z dosłownie odrobiną rywalizacji w tle???!!!
Otóż- nigdy dotąd nie widziałam Ignasia atakującego z zapamiętaniem spokojnego, siedzącego grzecznie i niczemu nie winnego Wiktora, podczas ustalania przez mamy, kto się będzie pierwszy kąpał w wannie!!! Oczywiście pierwszy miał być Wiktor, co zupełnie nie spodobało się Ignasiowi, przyzwyczajonemu do wiecznego grania pierwszych skrzypiec. Musiałyśmy z mamą Iwonką natychmiast interweniować, gdyż Wiktor przypłaciłby to niechybnie guzem.
Inna scena- chłopaki po ćwiczeniach spędzają czas wolny. Ale, jak tu nie wykorzystać go na dalsze doskonalenie chodzenia, skoro wokół tyle fajnych sprzętów? Sprowadziliśmy więc na dolny poziom pewien żółty wehikuł, chodzik-balkonik, który ofiarował Ignasiowi upragnioną swobodę w poruszaniu się bez mamy (choć z lekką jej pomocą w chwilach skrajnej bezradności motorycznej, np. przy zakrętach czy nawracaniu). No i Wiktorek dołączył do nas i w chwili naszej nieuwagi zapragnął skorzystać z urządzenia do chodzenia. Przecież może:) nikt Ignasiowi nie wręczył glejtu o wyłączność. Ale me dziecię tego nie wzięło pod uwagę i nuże do rękoczynów przystąpiło ochoczo. Znów niezbędna okazała się interwencja szybka, na rozdzieleniu przeciwników polegająca.

Cóż. Trzeba się poważnie zastanowić nad strategią wychowawczą na kolejne miesiące i lata, gdyż ta dotychczasowa dała nam narcystycznego, łasego na oklaski i pochwały łobuziaka. Który powoli wymykać się zaczyna nawet zasadniczo konsekwentnej i konsekwentnie zasadniczej matce...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz