Słodko- gorzki wpis tym razem

Czy to wypada napisać, po takich optymistycznych wpisach ostatnich, pełnych entuzjazmu i i otuchy, coś gorzkiego? Czy nie będzie zgrzytać? Na niepoczytalność wskazywać?
Czy to tylko poturnusowa depresyjka kompensacyjna i odroczona na skutek wzmożonych wydatków energetycznych, zmobilizowanych ekstremalnie sił psychicznych i fizycznych na okoliczność wyjazdu? I teraz, gdy luz- pssssss- uleciało ze mnie powietrze;)?

Luz, nie luz, gdy znów trzeba gotować, prać, prasować i sprzątać, to tego luzu tak trochę umownie się doszukuję:) Jednak tam było lepiej pod tym względem...:)
A tu dzieciaki wytęsknione, spragnione, głowy na kolanach mi kładą, tulą się do matki dorastające chłopaki i z niepewnością w głosie dopytują, czy kolejny nasz wyjazd niebawem? czy może odpuścimy na jakieś pół roku?
Sama nie wiem, co im odpowiadać. Muszę przemyśleć wszystkie za i przeciw. Odkładam odpowiedź na później.


A o co chodzi z tym smutkiem?

Ano- wczoraj towarzyszyłam Ignasiowi w przedszkolu (o ile rehabilitację postanowiłam mu odpuścić w ramach odpoczynku poturnusowego na najbliższe kilka dni, to przedszkole już nie za bardzo). Rzadko zostaję z nim w sali z innymi dziećmi, ewakuując się natychmiast, jak to tylko możliwe, by zminimalizować ryzyko bólu rozstaniowego u obojga, ale tym razem obiecałam i dotrzymałam słowa. Wszak ponowna adaptacja (Ignac nie był w przedszkolu prawie miesiąc z uwagi na chorobę, ferie zimowe i ostatnio- wyjazd) wymaga pewnego wprowadzenia go w  nowy tryb funkcjonowania. Zostałam więc i obserwowałam.
I gorzka to była dla mnie obserwacja, przed którą nijak nie udało mi się uciec w pocieszanki- oszukanki...

Ignaś totalnie i ekstremalnie odstaje od swoich rówieśników...
CO tam równolatków- przecież on do grupy z dwulatkami chodzi.... a funkcjonuje w niej jak przerośnięte niemowlę...
Trochę tak.
Tak to niestety wygląda.
Nie ma co sobie mydlić oczu.

Wszystkie jego postępy są cudowne i wspaniałe, dają nam ogromną radość i mnóstwo nadziei. Ostatnie dmuchanie baniek mydlanych i szeptane :pa-pa, pu-pu rozanieliło mnie na ładnych kilka dni i skrzydeł dodało.
Jednak, gdy go przystawimy do kolegów i koleżanek- przepaść jest ogromna.... począwszy od tego, że jeszcze samodzielnie nie chodzi (choć perspektywy są optymistyczne), a skończywszy na tym, że ani się nie potrafi bawić, ani mówić, a dzieci go nie rozumieją wcale.....

Ani chybi- jak zgrabnie to ujął mąż i ojciec w jednym, dziś rano- widocznie wciąż jeszcze pragniemy zdrowego dziecka i nie do końca "śmyśmy" się pogodzili z prawdą:(
Ale i tak gro roboty mamy za sobą i poukładane wiele. Ot- drobny taki szczegół nam wylazł ukradkiem. Mi wylazł. Osobiście...


No i tak obuchem w łeb mi się dostało na cały wczorajszy dzień.

A poza tym- wszystko w dobrze:)

Miłego wtorku:)


Chłopaki przed odlotem do domu:)

PS. Serdecznie pozdrawiamy całą kadrę ośrodka NEURON, ćwiczącą z Ignasiem i dziękujemy za cudowne dwa tygodnie:)!!! Uściski dla Szanownych Pań ślemy również wirtualnie!


Pierwszy zawodowy dyplom uznania dla Ignasia! Słusznie należny;)


Komentarze

  1. Przyjdzie kiedyś czas na przywyknięcie do myśli o "inności" naszych dzieci.
    Póki co cieszmy się z małych postępów, jak dotychczas!
    W końcu to nasze Skarby.
    Całuję!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.