24 marca 2014

Tu chodzi o coś więcej, niż 1000 złotych

Pewnie wiecie, że się dzieje. Ci, którzy oglądają TV raczej nie przeoczą. Ci, którzy słuchają radia- też.

Ja telewizji nie oglądam (zazwyczaj), od wielkiego dzwonu jedynie, a wiem. Więc i Wy pewnie wiecie.

Na protest i okupację Sejmu przez rodziców niepełnosprawnych dzieci spojrzeć można trojako: zignorować, tłumacząc się "swoimi sprawami" i "to nie mój problem", popierać- mając pojęcie o sprawie z racji posiadanych własnych doświadczeń lub ocierania się o problem w swoim bliskim otoczeniu bądź potępiać czy szydzić (hejterzyć), nie mając zupełnie o niczym pojęcia i za grosz empatii.

Oboje z Tatą jesteśmy wykształconymi ludźmi. Kochamy się i staramy szanować ze wszystkich sił siebie i to, co nam życie daje. Nie wybrzydzamy zbytnio. Za to pielęgnujemy w sobie wdzięczność, bo wiemy, że nam się poszczęściło w życiu na wielu płaszczyznach niekoniecznie tych materialnych. Mamy troje wspaniałych dzieci.
Każda ciąża była w naszym życiu wielkim wydarzeniem. Nie zawsze łatwym;) ale arcyważnym. W życiu byśmy nie sądzili, że z którymś z naszych synów "coś będzie nie tak". Że będzie chorował, inaczej się rozwijał, miał problemy z postawieniem samodzielnych kroków o tak zwanym czasie.
Oboje jesteśmy okazami zdrowia. Na ciele i umyśle. Nasi dwaj starsi synowie również. Nic nie zapowiadało innego rozwoju wypadków. A jeśli nawet tak- nikt tego wcześniej nie zauważył. A nawet gdyby zauważył i dał nam znać- nic byśmy z tym nie zrobili. Ignacy i tak by się urodził. I tak nauczylibyśmy się kochać i szanować tę jego inność i walczylibyśmy o niego najzacieklej, jak potrafimy. I kropka.

Podejrzewam, że wielu rodziców podpisałoby się pod powyższym wyznaniem.

Bo takie jest życie.
Nikt nie wybiera choroby swojego dziecka.
Nikt o tym nie marzy.
W przeważającej większości przypadków ludzie obawiają się niepełnosprawności swojej lub swoich najbliższych i z tego lęku nie dopuszczają do siebie nawet takich myśli. Wydaje im się, że jak nie myślą, to nie sprowokują losu  i się ochronią. Że mają na to wpływ, gdyż taka filozofia jest kusząca i daje poczucie mocy.

Ale przecież nikt nie jest idealny. Nikt też nie jest nietykalny. Przepisu na wieczną beztroskę i szczęście nie ma. I nikt nie wie, jak w ruletce, jaka kula go trafi. I kiedy.

Więc błagam Was- nie oceniajcie i nie potępiajcie tych zmęczonych i zdesperowanych kobiet, którym już słowa się plączą i z uporem maniaka powtarzają, że nie przyjmą jałmużny i proszą o traktowanie ich żądań z powagą i szacunkiem. Doceńcie ich premedytację i siłę. I odwagę i niezłomność. Nikt nie chciałby się z nimi zamienić, jak sądzę, na życie i ich skomplikowane macierzyństwo.

I chociaż nasza rodzina nie należy do "80% statystycznych rodzin borykających się z niepełnosprawnością" (dość często rozbitych, na skraju biedy i wyczerpania, nierzadko codziennie walczących o życie swojego dziecka uzależnionego np. od respiratora czy drogiego leku), całym sercem popieramy ten protest, widząc w nim próbę wyegzekwowania od Rządzących należytego podejścia do obywateli naszego kraju. I nie godzenia się na półśrodki.

Wy też możecie się przyłączyć, podpisując petycję i tym samym dając świadectwo, że rozumiecie i macie otwarte serca.

My już podpisaliśmy.

_________________________________________________________________________________

I jeszcze powiem Wam w "sekrecie"- za nic w świecie nie chciałabym spędzić całego życia na "świadczeniu pielęgnacyjnym" na mojego chorego Syna, które otrzymuję obecnie (od sierpnia 2013) od naszego Państwa, a więc z Waszych również podatków. Wolałabym nigdy nie podejmować takiej decyzji, którą podjęłam w sierpniu ubiegłego roku i której nie żałuję obecnie, gdyż inaczej nie poradziłabym sobie fizycznie i psychicznie z pogodzeniem pracy zawodowej i kompleksowej "opieki nad" i rehabilitacji Ignasia. Ale uwierzcie mi- choć radzimy sobie świetnie i szczęścia w nas nie brakuje, gdyby dało się uniknąć tych wyborów i wydarzeń z ostatnich 3 lat naszego życia- chętnie byśmy ich uniknęli, tak po prostu i po ludzku. I dalej pracowałabym sobie beztrosko zawodowo i czerpałabym z tego radość i satysfakcję, nie wspominając o korzyściach finansowych;) i cieszyłabym się moim cudownych, zdrowym synkiem Ignasiem i jego starszymi braćmi...
Tymczasem życie miało na mnie inny pomysł:) I dziś cieszę się moim cudownym, niepełnosprawnym, ale nad wyraz dzielnym Synkiem Ignasiem i odbieram co miesiąc 820zł świadczenia pielęgnacyjnego, jak cała rzesza innych rodziców, którzy zdecydowali się opiekować swoimi chorymi dziećmi. Przy czym ja nie jestem sama. A wiele matek lub ojców - tak.
_________________________________________________________________________________


O proteście napisali też mądrze:
Matka Prezesa "Bądź człowiekiem"
Preclowa Strona "Desperacja....." i "Okupacja Sejmu, czyli..."
portal Niepełnosprawni.pl "Matka..."
i Babcia Gosia (jak zwykle;) http://pokochajciekubusia.pl

Jak widzicie- tu naprawdę CHODZI O COŚ WIĘCEJ.....





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz