Ubiegły tydzień

niemal w całości przeznaczony  był na Ignaca chorowanie...

Z tego powodu nie zadziało się w naszym życiu pewne arcyciekawe wydarzenie, które musiało zostać przełożone na inny- dogodniejszy termin...

Z tego też powodu przedłużyła się Ignasia absencja na rehabilitacji i ominęły go przedszkolne atrakcje.

Za to pochorował się też Starszy Brat i Babcia H, która na weekend sprawowała nad chłopcami pieczę rodzicielską.

Bo widzicie, Moi Drodzy, w naszym rodzinnym życiu nastąpił pewien niebagatelny przełom! Po trzech latach, czterech miesiącach i jedenastu dniach od urodzenia Ignacego Rodzice zafundowali sobie cały, pełny, złożony z dwóch nocy, weekend poza domem na wypasie!
I w ten oto sposób zaczęło się spełniać mamine marzenie o tym, by móc pozostawić dzieci gronu Babć i Dziadków i wyjechać gdzieś tylko z tatą na więcej niż 24 godziny:) I udało się!
I wcale nie chodziło wyłącznie o to, jak tę rozłąkę zniesie najmłodszy nasz potomek (bo "starsze potomki" już zahartowane na taką okoliczność;)). Chodziło raczej o to, by doczekać takiego dnia, gdy Babcie i Dziadkowie przestaną się bać:) I przestali:)
Tadam:)


Tymczasem próbuję skoncentrować się na zliczeniu nowości w naszym życiu z Ignasiem.Trudno je jakoś wyraźnie uchwycić, aczkolwiek są one niezwykle wyczuwalne na co dzień. Bo na przykład fakt, że Ignaś spaceruje coraz bardziej samodzielnie, nikogo już nie zaskakuje (no, może ciocię Olę i Madzię mógłby zaskoczyć, gdyż dawnośmy się z nimi nie widzieli:)). Ale już uprawianie migowego słowotwórstwa to chyba pewna nowość w wydaniu Ignaca. Do tego nowość budząca we mnie zachwyt, podziw i niepokój równocześnie. Bo, gdy już Ignaś wprowadzi w naszą konwersację nowy, świeżutki gest "kotek mnie podrapał", totalnie adekwatny do sytuacji i zarazem naturalistyczny w konstrukcji i odbiorze (intuicyjny niemalże), nachodzi mnie nagle jak czarna chmura wątpliwość, czy tak właśnie powinno się migać takie słowo, i co będzie, jeśli Ignac utrwali sobie nieprawidłowy znak na przyszłość? Logika rozwoju komunikacji w języku migowym, do tego- nie poddana żadnym fachowym superwizjom- jest dla mnie tajemnicza. Próbuję sobie jakoś przekładać wnioski z okresu prawidłowego rozwoju mowy u starszych chłopców, ale są to tylko moje zdroworozsądkowe, co nie znaczy prawdziwe, pomysły na uspokojenie samej siebie w tej kwestii.
Niestety Ignacy pod tym względem jest nieelastyczny wielce, i jak tylko opanuje sobie znany gest, niekoniecznie w formie kanonicznie prawidłowej, powtarza go z uporem maniaka i za nic ma sobie nasze prośby o wprowadzenie niezbędnej korekty. Najważniejsze, że może nam rzec coś nowego i my go rozumiemy. Perspektywa porozumienia się z szerszym gronem odbiorców jest u niego w wysokim poważaniu, jak sądzę...

A pisałam już o puszczaniu baniek i coraz wyraźniejszych wokalizacjach "pa-pa" i "ba-ba"?
Otóż są. Zdarzyły się po turnusie i zostały z nami.

Tak.
Zdecydowanie, mimo choroby, okiełznanej już niemal, to jest dla nas dobry czas.
Niedzielny obiad w ogrodzie.
Wiosenny kobierzec z kwiatów.
Spokój.
I jakaś tajemnicza kosmiczna logika wszystkiego, co się nam zdarza, włączając w to wytchnienie po wytężonym okresie pracy na turnusie rehabilitacyjnym, nawet jeśli okupione niepokojącą diagnozą "zapalenia oskrzeli z podejrzeniem płuc"... Nic nie dzieje się przypadkiem i bez sensu. A jeśli ja nie zadbałam, Ignacy zadbał o siebie, jak umiał;)

I tyle.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.