zaskoczenie

Podczas mojej obecności poniedziałkowej w przedszkolu, prócz gorzkiej refleksji, którą się z Wami podzieliłam poprzednio, stała się jeszcze taka oto rozmowa:

-"No to jak, Pani Anito? Zabieramy Ignasia w przyszłym roku do trzylatków?" - zagadnęła Pani Ilonka pochłoniętą mnie przez czarne myśli i nie do końca kontaktującą chwilowo.
-"Mam namyśli, że Ignaś pójdzie dalej ze mną i moją grupą"- wyjaśniła mi cierpliwie Pani Ilona i wyrozumiale poczekała, aż przetrawię jej słowa.
- "Znaczy się, nie zostanie w grupie żłobkowej? Myśli Pani, że da sobie radę? I Wy też dacie sobie z nim radę?- bo przecież tam już program będzie do zrealizowania i wymagania edukacyjne..."- kompletnie bredziłam, szukając ratunku i macając grunt pod nogami, bom sama nie wierzyła w to, co słyszę.
Bądź co bądź właśnie oddawałam się wnikliwej obserwacji niekompetencji społecznej mojego dziecka i jego rażącej inności od rówieśników. Głowę miałam wypełnioną po brzegi czarnymi myślami, a tu taki speech...
- "Ignaś ma przecież inne wymagania, będzie robił, co będzie w stanie i prawdopodobnie będzie jedyny z niepełnosprawnością w grupie, więc damy radę tym bardziej"- uspokajała Pani Ilona wyrozumiale mój zmącony umysł, a ja przetrawiałam jej słowa dokładnie...

Ten dialog mnie wytrącił z moich wyobrażeń i snutych czarnych wizji na tyle skutecznie, że nie dawał spokoju przez kolejne godziny. Gdy więc tylko nadarzyła się okazja nazajutrz, zatrzymałam na korytarzu kolejne dwie Panie, pracujące z Ignasiem podczas zajęć indywidualnych, znające go tym samym z nieco innej perspektywy niż ja sama, czy Pani Ilonka i wyłuszczyłam swoje niepokoje i zdumienie niemałe (i radość- ale to chyba najbardziej oczami o niej mówiłam, nie słowem) z planami wobec Ignasia związane.

Obie Panie wyjaśniły mi zgodnie, że tak, jak najbardziej i że zatrzymać go zawsze jeszcze zdążymy, jeśli okaże się, że jego rozwój nie nadąży i stanie się źródłem frustracji dla niego. A tymczasem trzeba - tradycyjnie mówiąc- kuć żelazo póki gorące, gdyż Ignacy się pięknie rozwija i trzeba stawiać przed nim nowe wyzwania, ku którym będzie mógł dążyć. I żebym sobie głowy nie zawracała jego niską kompetencją społeczną w grupie rówieśniczej, bo on świeżutki w przedszkolu jest i wiele jeszcze przed nim, obędzie się i odnajdzie wśród dzieci w swoim czasie. Za to potencjał poznawczy jest i tego się trzymajmy.

Cóż.
Z przyjemnością się tego złapię.
I na to konto kolejną książeczkę dla dwulatków nabyłam z nadzieją na wspólne rysowanie....









Komentarze

  1. Ale fajnie!!! Ignaś da radę - on lubi zaskakiwać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.