11 kwietnia 2014

Alternatywne Źródła Szczęścia

Mamy ich sporo.

Gdyby tak dobrze poszukać- nawet całą masę.
O różnej gradiencji, masie, natężeniu, niekiedy nawet stanem skupienia się różniące wybitnie;)

Są takie chwilowe i przemijające.
Są stałe i wciąż przy nas obecne.

Wystarczy tylko szeroko otworzyć oczy i je zwyczajnie dostrzec.

Nie wiem, dlaczego taki tytuł posta przyszedł mi do głowy. Ale wiedziałam dokładnie, o czym chcę go napisać. A właściwie o Kim...

Niezmiernie jest to miłe, słuchać pochwał pod adresem swoich dzieci. Choćbyśmy nie wiem, jak bardzo zmęczeni byli na codzień, z cierpliwością na wyczerpaniu i rozdrażnieniem tuż pod samą powierzchnią, choćby nas wyprowadzała z równowagi nierozładowana zmywarka czy stos skotłowanych ubrań w pokoju dziecięcym, nigdy nie zwątpiliśmy w jedno: mamy wspaniałych Synów. Wszystkich Trzech!

A każdy inny, niepowtarzalny, z własnymi zaletami i wadami. Z indywidualną mocą i słabością. 

I chociaż zwykle oddana jestem tu cała Ignasiowi, dziś zrobię wyjątek, wyjątkowy;)

W przeciągu trzech ostatnich tygodni w naszym domu zapanowała radość dwukrotnie wyjątkowa. O tym, że obaj Bracia są zdolni niesłychanie, elokwentni, odważni w kontaktach międzyludzkich (niekiedy aż nadto), muzykalni, bystrzy itd itp to już wiecie. Zdarzało mi się chwalić ich tu bezwstydnie i publicznie.
Ale teraz to się naprawdę popisali. Każdy na swoim poziomie. Każdy we własnym stylu. 

Za to Obaj........ po niemiecku;)

Najpierw Średni przyjechał cały w emocjach z Wrocławia pewnego piątkowego popołudnia, z całym plikiem plakatów i siateczką gadżetów oraz Nowiną, że "Mamo, zajęliśmy II miejsce w tym Konkursie!!!!" języka niemieckiego, śpiewając zespołowo piosenkę o instrumentach muzycznych;) Brawo! Liczy się sukces, a że na szczeblu międzypowiatowym, to pikuś;)

Do tego Starszy dołożył swoje trzy grosze i wczoraj przyniósł do domu dyplom gratulacyjny (po polsku) za "zajęcie I miejsca w szkolnym konkursie języka niemieckiego" i trofeum w postaci eleganckiego zestawu długopisów (może mi w końcu przestaną z kuchni ginąć moje;))!!!

I jak tu nie tańczyć z radości????
Jak tu się załamywać nad ciężkim losem i tułaczką międzygabinetową od speca do speca?

Się nie da, po prostu. I tyle;)

Brothers...

PS. Dobrze być matką takich dzieciaków.... bardzo dobrze... 


1 komentarz:

  1. :)))))
    I ciotka się cieszy, że po niemiecku...;-)

    Fajni Ci Twoi chłopcy :)

    OdpowiedzUsuń