Budżet rehabilitacyjny.... Nuda....

Czuję się zobowiązana wyjaśnić pewien mój wpis na FB...

Jakiś czas temu, gdy okres rozliczeniowy nabierał temperatury, zadałam sobie trud zabudżetowania rehabilitacji Ignasia na rok obecny. Nuda, Panie... Kto by chciał siedzieć i liczyć słupki, a do tego mieć świadomość, że tych wydatków nie da się ominąć.
Owszem, mogę nie kupić sobie nowych butów, ani nawet nie chodzić do kina przez kolejne pół roku (akurat w poprzedniej połowie byłam chyba raz, a może mi się tylko wydaje, bo pamięć mam zawodną?)...

Ale zrezygnować z terapii Ignasia w momencie, gdy jego rozwój nabrał takiego tempa, tyle niesie nadziei i jeszcze więcej radości?.... To właśnie jest ten najcenniejszy czas w jego życiu i czym skorupka za młodu nie nasiąknie, tego później nie nadrobi, nie będzie miała... Zatem na brak funduszy na sprzęt i zajęcia pozwolić sobie nie chcemy.

Druga strona medalu, pozwólcie, że przedstawię, jest taka: Ignacy ma dwóch starszych braci. Bracia ci to również nasi ukochani synowie. Zanim pojawił się Ignaś, oni byli naszymi oczkami w głowie. Dzieci, jak wiemy, to również wydatki. Zdrowe dzieci też chcą się rozwijać i móc realizować swoje pasje. Książki można wypożyczyć z biblioteki albo od kolegi, muzyki na szczęście w dzisiejszych czasach mamy pod dostatkiem;) Ale za małych butów nie można nosić dwa sezony, a już "grać w gałę" to się po ludzku nie da;)
Dzisiejsze dzieci często określają się poprzez to, co mają- taki świat. Robimy wszystko, co możliwe, żeby nie wpadli w tę pułapkę, ale nie zawsze docieramy z przekazem. Cóż- urok grupy rówieśniczej...

Zatem, skąd taka kwota 30 tysięcy złotych na 2014 rok?

Po pierwsze: turnusy rehabilitacyjne. Zazwyczaj jest tak, że najpierw opłacamy cały koszt wyjazdu i pobytu ze środków własnych (od 4,5 do 4,8 tys zł). Następnie zabieramy fakturę i czekamy na koniec roku. To wtedy właśnie wysyłamy cały pliczek dokumentów do Fundacji, w której jest subkonto Ignasia, a ona część z tych kosztów nam zwraca (do wysokości środków uzbieranych na koncie z przekazanego 1% podatku). Ani złotówki więcej, ani mniej. Zazwyczaj pokrywa to około połowę poniesionych przez nas (udokumentowanych) wydatków.
 W tym roku ( po spektakularnych, jak na Ignasia efektach turnusu grudniowego'13) chciałabym wyjechać z nim na turnus 3 razy. Raz już byliśmy w marcu br., w bydgoskim ośrodku NEURON, kolejny wyjazd mamy zaplanowany i zarezerwowany w 12 Dębach w październiku br. Jeszcze jeden, przynajmniej tygodniowy, chciałam zrealizować w grudniu.. . Ogółem musimy liczyć około 15 tysięcy złotych na te eskapady.

Po drugie: ortezy. 
W tym roku nie musimy kupować butów ortopedycznych, gdyż poprzednie  są nadal na Ignasia dobre. Nie pytajcie, jak tego dokonałam? To żaden cud. Po prostu buty były za duże w chwili zakupu. Dopiero teraz są "jak ulał"- po ponad połowie roku i aktualnie służą Ignasiowi jako kapcie domowe (na dworze jeszcze zbyt chłodno, by zakładać sandały;)). Jednak fizycznie i motorycznie Ignaś zrobił ogromny postęp i należy go w tym postępie wzmacniać. Stąd konieczność zabezpieczenia jego stópek przed niekontrolowanym koślawieniem się  (co ma miejsce obecnie, już i tak w małym zakresie w porównaniu z rokiem ubiegłym, gdy dopiero zaczynał się pionizować, a jego stopy wyglądały strasznie, dosłownie strasznie przy próbach wstawania).. Jeśli odpowiednio nie zabezpieczymy stóp przed koślawieniem się, stopy się zdeformują nieodwracalnie i Ignacy może mieć poważne problemy z chodzeniem w przyszłości. A więc ortezy. Mają być dynamiczne, do funkcji chodu, z zawiasami. Budżetując je zakładałam wydatek rzędu 4,5 tys złotych, gdyż taka wycena dotarła do nas z Korfantowa. Później sprawy się skomplikowały, zrezygnowaliśmy z wykonania ortez w Korfantowie, trafiliśmy do Legnicy, a tam koszt obu ortez nie przekraczał 2,5 tysiąca złotych. Jak widać- różnica jest spora. Wciąż czekamy na ortezy, ale wydatek zapisany do realizacji jest.
Ktoś zaraz wspomni o dofinansowaniu z PFRON (PCPR) czy refundacji z NFZ.  Owszem- refundacja z NFZ będzie, ale nie wiem, w jakiej kwocie. W każdej innej instytucji nie jesteśmy uwzględniani przy dofinansowaniach z uwagi na limity dochodowe, które przekraczamy. Nie narzekam. Szczerze tylko wyjaśniam, że całą resztę pokrywamy sami.

Po trzecie: hipoterapia.
Tak, mamy fuksa. Większość terapii, w których teraz uczestniczy Ignacy jest dla nas świadczona nieodpłatnie, tzn. my nie pokrywamy jej kosztów, ale płaci za nie Państwo (ale też z taty podatków, a do ubiegłego roku i moich). Tym niemniej hipoterapia nie znajduje się na żadnej liście refundacyjnej NFZ, a czyni z Ignacym cuda. Nigdy z niej nie zrezygnujemy. No, chyba, że Ignacy będzie biegał, skakał, kozły fikał... Ale to jeszcze trochę potrwa.
Miesięczny koszt zajęć hipoterapeutycznych, dwa raz w tygodniu, z upięciem w kombinezon Dunag i ćwiczeniami chodu przed lub po jeździe na koniu wynosi około 1000 zł. Da się przeżyć. W skali roku wyjdzie gdzieś z 12 tysięcy, jeśli Ignaś będzie sumiennie ćwiczyć, nie będzie chorował, ani nie zwiększymy dawki do trzech sesji tygodniowo, co przynosiło znakomite efekty pod koniec ubiegłego roku, zanim ruszyliśmy ze szturmem na przedszkole:) Wtedy koszty się zmienią. W górę. Nawet przy programie PFRON-u, z którego będziemy korzystać dzięki uprzejmości właścicieli Ośrodka hipoterapii. W żadnym innym wypadku PFRON nie da nam ani złotówki, bo przekraczamy kryteria dochodowe...


Po czwarte: Gliatillin i inne farmaceutyki.
Ignaś na szczęście przyjmuje ich niewiele. Na nieszczęście jednak też, bo może gdyby byłby jakiś lek na jego niemoce, byłaby również szansa na jego wyleczenie...
Tym niemniej, chociaż na mojej liście jest to najniższy koszt, rocznie musimy zabezpieczyć około 2,2 tysiąca zł na te specyfiki. To nie dużo w porównaniu z potrzebami innych niepełnosprawnych dzieci. Ale jednak...

Szybko licząc, już mamy nieco ponad 31 000,00zł.

Jeśli do tego zdecydujemy się na jakąś dodatkową terapię (a myślimy o leczeniu aminokwasami, ale konsultacja dopiero w maju, więc na razie żadnych konkretów nie mam do przekazania) bądź "wypadnie" nam jakieś odpłatne badanie, konsultacja lekarska (czasem naprawdę bardziej opłaca się skorzystać z wizyty w gabinecie prywatnym, sami wiecie)- budżet pęka jak bańka mydlana.

Kwiecień prawie na półmetku. Pewnie niewielu spośród Was trzyma jeszcze PIT-a w szufladzie. Gdyby się tak jednak zdarzyło, pomyślcie o Ignacym, prosimy. I o jego braciach... Z ułamkiem Waszego podatku naprawdę wiemy, co zrobić:) My i wszystkie inne rodziny dzieci i dorosłych niepełnosprawnych, wymagających ciągłej opieki i/lub/bądź rehabilitacji czy leczenia.
pozdrawiam
mama

Komentarze

  1. Najgorzej jest się tłumaczyć z wydatków.
    Tak na prawdę znają je tylko rodzice innych dzieci niepełnosprawnych.
    Turnusy, terapie opłacane prywatnie, mikropolaryzacja mózgu, medycyna niekonwencjonalna-o tym wszystkim mogę tylko marzyć, nawet nie śmiałam kogokolwiek prosić o wsparcie w tej kwestii (z wyjątkiem zaplanowanego turnusu w ZABAJCE).
    Kiedyś zostałam już osądzona niesłusznie przez publikę, dlatego nie proszę już.
    Wierzę, że uda się Wam ogarnąć budżet!
    Powodzenia kochani!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.