14 kwietnia 2014

Franiowy weekend w Ignacówce;)

fot. autorstwa ekipy Dzielnego Franka
Nie często tak się zdarza, aby trzech niepełnosprawnych prawie-równolatków (+/- kilka miesięcy) siedziało przy jednym stole i to nie na stołówce w ośrodku rehabilitacyjnym!

Trzech małych Ludzi. Każdy inny. Każdy Piękny. Każdy niepowtarzalny.
A jednak coś ich łączy i właśnie to coś, acz niechciane w zasadzie przez nikogo, sprawiło, że mogliśmy się poznać wszyscy razem...

W naszym domu w ten weekend odbyło się spotkanie trzech rodzin z niepełnosprawnymi Maluchami: naszej (rzecz jasna;)), Rodziny Dzielnego Franka i Rodziny Frania Niebieskookiego. Równo rok po naszym spotkaniu w Sejmie, na gali z okazji wręczenia nagród i wyróżnień dla blogów biorących udział w konkursie "Na jednym wózku". Nasza znajomość śmiało więc może być nazywana "promykową":)

Oczywiście było nam bardzo miło Ich Wszystkich gościć, poznawać wciąż na nowo, odkrywać, wymieniać wspomnienia i bieżące nowiny, bo okazuje się, że w zasadzie każda z historii gdzieś się przecina we wspólnym punkcie, dzięki czemu łączy nas pewna wspólnota emocji i doświadczeń. To zbliża już samo z siebie.
fot. ekipa Dzielnego Franka


Jak zawsze w takich okolicznościach mowę mi odejmuje... i mam kłopot ze stworzeniem pewnej spójnej relacji:) Łatwiej mi dzielić się fleszami, które odnotowało moje oko i serce podczas spotkania na gorąco. Na przemyślenia pewnie przyjdzie jeszcze czas...

Zatem:

Cudownie jest widzieć, jak Franio Niebieskooki majta nóżkami pod stołem, siedzi bez asekuracji na foteliku wysoce niespecjalistycznym przy stole w naszej jadalni i nie wymaga podparcia główki ani żadnej innej części ciała:)!!! Nie widzieliśmy tego w grudniu- podczas naszego ostatniego spotkania! Brawo Franio i Brawo Rodzice!!! Strasznie się z tego cieszymy!!!

Niebywałe jest słuchać jak trzylatek (!!!) wymienia po kolei dni tygodnia, liczy bez zająknięcia, nazywa bezbłędnie marki przemykających mu przed oczami samochodów! i ze szczerością tylko do pozazdroszczenia mówi, że męczy go ignasiowe "aaaaaa....":) (czemu się wcale nie dziwimy! Ignaś w ogóle okazał się najgłośniejszym z całej trójki maluchem, co też nas jakoś nie zaskakuje:))...


Wzruszająca jest obserwacja małego, autystycznego przecież Dzielnego Franka, który miga słowa z łatwością nieopisaną, by się z nami- obcymi mu ludźmi (!!!), porozumieć, szpera w zabawkach (już dawno zapomnianych przez naszych Starszych Synów, a przez Ignasia jeszcze właściwie nie odkrytych) i znajduje "samochód z rogami".... Który mówi wdzięcznie swoje cichutkie "Tiiii" i podrywa nas wszystkich ze stołków, gwiżdżąc ile sił w płucach w znaleziony w szpargałach gwizdek:)
fot. ekipa Dzielnego Franka

Czułość we mnie wzbudził zwłaszcza moment, w którym Dzielny Franio podczas spaceru wziął mnie za rękę i zaprowadził pod kulę kamienną, dając do zrozumienia, że chce się na nią wdrapać, a podczas "zlatywania" z moją asekuracją uśmiecha się rozbawiony i dopomina o jeszcze...
fot. mamaignaca

Albo atak śmiechu (bez mała 20-minutowy) podczas wspólnego pożerania frytek Franka Dzielnego, rozbawiający pół ekipy przy stoliku.....



fot. autorstwa ekipy Dzielnego Franka
Ważna okazała się dla całej naszej rodziny możliwość skorzystania z wiedzy  i umiejętności  języka migowego franiowych Rodziców i Natalki, dzięki czemu uzupełniliśmy nasz repertuar gestów o najbardziej nam teraz potrzebne znaki:) A zdecydowanie przyjemniej uczy się ich na żywo, od ludzi, którzy też się nimi naturalnie posługują, niż z ilustracji w książkach (wiecie- pozytywne emocje wspomagają proces uczenia się;)).

Przepysznie nam było (zwłaszcza mnie) opychać się ciasteczkami upieczonymi przez Frania i Natalkę, a babeczki przywiezione przez MamęAnię od Niebieskookiego Frania pobiły wszelkie rekordy popularności i kulinarnych majstersztyków naszego Taty:) Rozeszły się po prostu w mig!



Trochę trudno mi  było przysłuchiwać się przy "nocnym stole" wspomnieniom obu franiowych rodzin z czasów, gdy życie obu chłopców dosłownie wisiało na włosku, a oni doświadczali najtrudniejszych chyba chwil w życiu każdego rodzica... Tak, to był najtrudniejszy dla mnie moment naszego spotkania, choć bez wątpienia wszystkim bardzo potrzebny, by oczyścić się z bolesnych emocji i obrazów, w bezpiecznym, bo rozumiejącym i czującym podobnie gronie dorosłych... Moment, który po raz kolejny uświadomił mi fakt, że wydarzenia zamknięte w szpitalnych salach i korytarzach niejednokrotnie pozostawiają w naszych sercach niezmywalny, bolesny ślad i rodzaj emocjonalnej krzywdy, której można by uniknąć i oszczędzić ludziom walczącym o życie swojego dziecka... przy dosłownie odrobinie życzliwości i empatii...
fot. mamaignaca

Taak.
To był niezwykły weekend. Że zacytuję tu MamęAnię: "takie spotkania to jeden z największych plusów pisania blogów"!

I jednego, czego naprawdę żałuję, to tego, że zbyt mało czasu spędziłam siedząc przy stole z naszymi gośćmi.... ale z pewnością jest to do nadrobienia i zmiany.... następnym razem:)

fot. autorstwa ekipy Dzielnego Franka

fot. autorstwa ekipy Dzielnego Franka



4 komentarze:

  1. A idź Ty! Łza mi się w oku kręci Babo jedna! :)

    A babeczki autorstwa Cioci Caramel- nie ma co kryć. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miała ci się zakręcić! I to niejedna:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale cudnie :-)
    Widać, świetne spotkanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Anita, dziękujemy Wam jeszcze raz za fantastyczne dwa dni.
    Z przejedzenia do dziś nie mogę dojść do siebie:)
    We wrześniu ja będę stała w kuchni i wtedy Ty będziesz mogła się nagadać za wszystkie czasy.
    Wyściskaj swoich chłopaków i...do zobaczenia:)

    OdpowiedzUsuń