Dobroczynny spinning-maraton

O zamiłowaniu Ignacego do jazdy na rowerze wiemy od przeszło roku.
Wszelkie atrybuty rowerowe wzbudzają w nim napady dzikiego entuzjazmu i nieposkromione okrzyki radości (tyleż nieposkromione, co nieartykułowane zarazem:)).

Jednak uwielbienie dla pięknych, wysportowanych kobiet zalęgło się chyba w naszym potomku dość niedawno, a z pewnością objawiło nam się w miniony dopiero co poniedziałek, gdy wybraliśmy się w gościnę do klubu fitness ProActive, na majowy maraton spinningowy.

Trzy godziny jazdy "bez trzymanki" w rytm przebojów starych i nowych, pod przenikliwym spojrzeniem Pani Instruktorki, z której ust nie schodził uśmiech ani na sekundę- a wszystko to dla naszego synka...

12 osób zawzięcie walczących ze zmęczeniem i o swoje zdrowie i sprawność, przy okazji postanowiło wspomóc naszego Smyka w jego osobistej walce o sprawność, przeznaczając darowiznę na jego rehabilitację, wpłaconą na konto Fundacji "DOLFROZ" we Wrocławiu, w której Ignaś ma założone subkonto.

























Rzadko się zdarza, by Ignacy pozwolił oddać się w ramiona osoby sobie kompletnie nieznanej, u której spędziłby więcej niż 2 sekundy. Spójrzcie tylko, jak zaczarowała go Pani Klaudia z ProActive;) Ciekawe, czy zauważyłby nasze zniknięcie, siedząc u niej w ramionach i dopingując dzielnych uczestników treningu?- nie próbowaliśmy tego, ale w przyszłości.... kto wie? :)

Dodać jeszcze pragnę, że przez kolejne godziny (a nawet rankiem następnego dnia), po wizycie na sali ćwiczeń, z dłoni Ignasia nie "schodziły" dwa gesty: "rower" i "pani". A idąc nań (maraton, znaczy się), odkryliśmy nowy gest w jego słowniku, o którego nabyciu nie mieliśmy bladego pojęcia, zwłaszcza nie wiemy KIEDY się Ignaś go nauczył (bo że mimochodem, tośmy wydedukowali;)). "Wózek"- nowe słowo w słowniku Ignaca:)


Tym wpisem chciałam nie tyle się pochwalić, co PODZIĘKOWAĆ z głębi serca wszystkim zaangażowanym w akcję ignasiową Osobom: zarówno jej organizatorom (czyli firmie ProActive z Trzebnicy), jak i uczestnikom poniedziałkowego maratonu (czyli 11 niezwykłym Paniom i 1 Panu, w pocie czoła, ale z uśmiechem na twarzy pedałującym na spinningowych rowerach przez pełne 180 minut), których mieliśmy przyjemność poznać podczas naszych króciutkich odwiedzin.

Bardzo dziękujemy!
Naszym marzeniem jest móc się kiedyś odwdzięczyć za okazane nam dobre serca przynajmniej wiadomością o tym, że Ignacy biega, skacze i cieszy się swoją sprawnością...


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.