Nieświeży wpis

Dzisiejszy wpis jest nieświeży, ale nie żeby był przeterminowany, nie, nie.
Jako, że Tata z Ignasiem już błądzą w krainie snu, postanowiłam wystukać szybciutko coś jeszcze, na zaś, na za dwa dni na przykład. W erze "wszystkiego, co skręca", w miesiącu trzech imprez urodzinowych pod rząd w naszym domu, pięciu wizyt lekarskich (bo te u pediatry z kaszlem też liczę) i kilku wyjazdów, i końca roku szkolnego w zanadrzu, o świeżutki wpis czasem trudno, a radzić sobie jakoś trzeba, czyż nie?;)
I tak oto waszym oczom ukazuje się dziś coś, co zrodziło się dni temu kilka, ale wciąż jeszcze pachnie nowością;)

Nie pachnie???
:)


O tym, jak Ignaś będzie się rozwijał intelektualnie, i czy się będzie rozwijał, czy zwijał, różne już domysły snułam, pytania stawiałam, lęki w świat uwalniałam. Nikt jednak odpowiedzieć mi nie raczył, nie ze złej woli bynajmniej, lecz z niewiedzy zwyczajnej i ludzkiej. A jednak, choć jeszcze rok temu, na wiosnę, wątpliwości moje były wielkie, niepewności cała masa, testowałam Maluszka w te i we wte, to z każdym miesiącem kolejnym Ignacy coraz bardziej nam udowadnia, że on tak szybko poddawać się nie zamierza i co rusz na nowy poziom wskakuje ochoczo, z oczu moich spodki robiąc w zdziwieniu.
Przy tak niepewnych diagnozach i "rokowaniach" rozwojowych można się wszystkiego spodziewać. Jednocześnie, postawiona przez życie po raz pierwszy w takiej sytuacji, nie za bardzo wiedziałam, jak podchodzić do Ignasia, jak go traktować, jak wychowywać? Że normalnie- powiecie? Taaak. Gdybyż to było takie proste...
Oczywiście, że staram się traktować go normalnie, z konsekwencją i miłością, której mam w sobie coraz więcej i więcej, ale kto nie dotknął niepełnosprawności intelektualnej swojego dziecka, ten wie, o czym piszę i myślę. Dużo czasu mi zajęło rozpoznanie takich prostych faktów, jak na przykład to, czy Ignaś rozumie? co rozumie? czy pamięta? Zwłaszcza, że długo nie komunikował się z nami i nie mówi do dzisiaj praktycznie. Nie jest to wcale taka prosta kwestia do rozstrzygnięcia, bo i testy tego żadne nie wykażą, a już na pewno nie te, które wymagają od niego ułożenia klocków, ponazywania czegoś, dopasowania do siebie elementów czy pokazania podobieństw. Do tego ze słabą motoryką dziecko jest zdane na niskie wyniki w prawie każdym teście...
Nie pozostaje więc nic innego, jak obserwować malucha, słuchać relacji rodziców, i chyba ufać w to swoje Maleństwo, bo cóż więcej?

Tymczasem Ignaś pokazuje mi wciąż i uczy mnie niestrudzenie, że wiara i zaufanie do niego to podstawa.
Otóż, nie tak dawno dotarło do mnie, co już chyba od stycznia stało się obecne na dobre w jego zachowaniu, a pewnie- w ograniczonej wersji było i wcześniej... Ignacy nas naśladuje! Jest fantastycznym obserwatorem i przepięknie wprowadza w swoją spontaniczną zabawę, to co u nas podejrzał. Podkreślę przy tym, że do zabawy swojej rzadko wykorzystuje zabawki, których stos piętrzy się pod ścianą salonu, najczęściej wybierając ewentualnie te, które imitują sprzęty codziennego użytku dorosłych ludzi. I tak- żelazko i mini deska do prasowania są ok. Telefony różnej maści również. Komputerek zabawkowy- jak najbardziej. Auto- tak- ale tylko to, na którym sam może pojeździć. Puszczanie resoraków zupełnie go nie kręci, a nawet śmiem twierdzić, że nie rozumie, o co w takiej zabawie chodzi, bo przecież my - rodzice i bracia- resoraków nie puszczamy;) Kredki- mogą być, ale od biedy, przy długopisie nie mają szans. Plasteliny, ciastoliny- zapomnijcie, proszę. Szczoteczka do zębów i obowiązkowo pasta- jak najbardziej tak:) No- może jeszcze zabawkowy garaż dwupoziomowy od czasu do czasu zogniskuje uwagę Młodego Kierowcy, ale to też najczęściej by wjechać doń autkiem dużym (co się oczywiście nie udaje, ale próbować zawsze warto). Gdy tylko mama wpadnie na pomysł rozłożenia puzzli, układanki, kart do gry lub dopasowywania, Ignacy spogląda na mnie z takim politowaniem, że czerwienię się ze wstydu i czuję tak zakłopotana, jakby mnie ktoś przyłapał na podglądaniu sąsiadów ;) Co innego- zrobić kawkę babci, albo włączyć piekarnik na pizzę, czy zamieszać matce w garnkach- koniecznie z gorącą zupą- tak, to by robił  namiętnie i wciąż, ale się mama nie zgadza i buntuje.
Jednym słowem, mimochodem, Ignaś wprowadził w życie bardzo intuicyjną technikę rozwijania swoich możliwości poznawczych, którą wykorzystują chyba wszystkie dzieci w jego wieku i zbliżonym. I choć  trochę czasu mi zajęło dostrzeżenie tego, Ignacy tak się właśnie bawi!

Gdy więc za jakiś czas babcie spytają, co kupić Ignasiowi w prezencie na jego czwarte urodziny,  poproszę je chyba o nową pralkę, odkurzacz lub mikser, stare sprzęty oddając Ignasiowi we władanie bez obaw, że coś znów zmajstruje i zniszczy;) A szczęście jego z takich prezentów "używanych" co prawda i tak będzie prawdopodobnie przeogromne:)

Tu: Ignaś "załatwia sprawy". I nie- żeby na swoim kalendarzu notował kolejny termin wizyty, nic z tego! choć dostał ode mnie zgrabny terminarzyk z ubiegłego roku....
Najlepszy i najprawdziwszą frajdę dający jest wielki kalendarz ścienny mamy, gdzie można kreślić i pisać, dodawać i odejmować, czując się przy tym naprawdę wyjątkowym i ważnym, że nie wspomnę przy tym, że prawie dorosłym, "psze państwa"!

Zabawa w życie. Najlepsza z możliwych.


PS. Post ten napisałam tuż po przedostatnim, tj. 11.06.2014. Uwolniłam go dla Was dziś:)- stąd określenie "nieświeży", jak się domyślacie;)
mama

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.