Z przyzwoitości

powinnam się chyba odezwać choć słowem...

i z szacunku dla Naszych Blogowych Znajomych.

Otóż:
Ignacy chory, wciąż. Niestety.
To taka pierwsza infekcja w mojej karierze rodzicielki i nie wiem już co z nią począć?...
Od ponad 2 tygodni.
Mimo zapodanego antybiotyku i wziewanego (o zgrozo) sterydu (na szczęście- pierwszego w życiu). Gorączka pojawia się i znika. Często w najmniej spodziewanych momentach, ale zawsze w okolicach weekendu.
Nie zliczę, ile wizyt lekarskich odbyliśmy w ostatnich 14 dniach, za to lekarzy czterech osłuchiwało Ignacowe plecy i piersi. Jedni słyszeli, inni- nie- zapalenie oskrzeli. Czyli jak zwykle po naszemu- TAJEMNICA DIAGNOSTYCZNA :P

Dość, że wszyscy już mamy tego dość. Po dziurki w nosie. Albo i wyżej.

A sam Ignaś...
Jak tylko mu forma zwyżkuje, a temperatura opada- CHODZI Mili Państwo! CHODZI!!! wciąż i wciąż i wciąż :D Jak nic- na 4 urodziny będzie śmigał jak perszing!

I to tak w wieeeeeelkim skrócie.

Jak się mama ogarnie i zmobilizuje na więcej- czyli niebawem pewnie- będzie porządny wpis.
Uwierzcie ;)
taki coś jestem niewyraźny:)

A jak się wraca z nastej już wizyty u doktora, to o fryzjera czasem można zahaczyć, co nie? Żeby tej nudzie zapobiec jakoś....


PS. Ciociu Moniu, co nas czytasz i co nas gościłaś w zeszły weekend- uwierzysz? że On wciąż chory :(
Ściskamy Cię mocno!!!!


Komentarze

  1. A jaki przystojny przy tym!

    Wracaj młodziaku do zdrowia! Wakacje wszak przyszły. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To faktycznie tajemnicza ta infekcja , temperatura raz jest raz nima( Pozdrawiam i całuję Ignasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowiej chłopaku przystojniaku nasz :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.