Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2014

Donos

O feeee!
Jakie obrzydliwe słowo...

Cóż, gdy dziś  właśnie zamierzam go tu popełnić.
I jego brzydota w jakimś stopniu koreluje dodatnio ze specyfiką tematu ;)


Donoszę zatem z niekłamaną radością i dumą, a i pewnym zaskoczeniem- nie przeczę- że akcja pn. "pieluszkom stop" przebiega nad wyraz pomyślnie.

Uświadomienie sobie własnej fizjologii zajęło Ignasiowi (jak wspominałam Wam TUTAJ) nie cały dzionek.

Kolejny krok objawił się sam: Ignaś zaczął pokazywać rączką, że "coś się szykuje". Od naszego refleksu zależał efekt, który następował po sygnale. Jeśli nie zawiedliśmy- Ignaś zbierał gromkie brawa:) i sam eskortował towar do łazienki (ale z jaką dumą, żebyście wiedzieli...).

Następnie, do rączki dołączył ...... głos! i w ten oto sposób mamy w słowniku piękne okrąglutkie słówko "siiiii" :) - bez żadnych zabiegów logopedycznych, zawieszonych skądinąd na okres wakacji (przedszkole zamknięte, a dziecko też człowiek- odpocząć musi).

Zdarzają się nawet akcje, typu…

Jaka fura, taka jazda;)

Obraz
Się wreszcie dorwałem do komputera!
Tak na prawdę to codziennie się upominam o dostęp do przestrzeni wirtualnej, i mama (choć groźnie kiwa palcem), mruży oko i mi pozwala:)
Ale dziś szczególnie mi zależało, gdyż chciałem się CZYMŚ pochwalić :D

Pamiętacie mojego Kumpla, Frania?
Pamiętacie, wiem:)
Otóż, byliśmy u niego w odwiedzinach niedawno i to były najwspanialsze odwiedziny, jakie pamiętam, u naszych znajomych w ostatnim czasie (mam na myśli ostatni miesiąc, żeby nie urazić wszystkich innych moich Wujków i Cioć, którzy zawsze serdecznie nas goszczą:)).

Nie dość, że ciocia Ania upiekła na tę okazję wypasione ciasto z borówkami, zaserwowała pyszne lody z jagodami i wystrzałową lemoniadkę, to Franio i Wujek ......

Ech...

Zobaczcie sami, co Oni pozwolili mi robić!!!

Juhuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!



W kolejnym filmie wykorzystano wizerunek Taty Frania:) za jego zgodą oczywiście:)

Oficjalnie ogłaszam, że byłem tym USZCZĘŚLIWIONY i zapamiętam te jazdy do końca życia!
Kocham Was mooocno…

Dwie konsultacje i tona przemyśleń

Obraz
Tak.
Byliśmy w stolicy. Zasmakowaliśmy nocy przy kolumnie Zygmunta, spacerów po Starówce i ulicą Freta tuż przed północą (o zgrozo!!!). Wjechaliśmy na punkt widokowy w PKiN, wcześniej odwiedzając sławetne Centrum, bydunek D, niski parter oraz pewnego doktora, zwanego przytulnie "Niedźwiedziem" przez pewnego małego chłopca.
Po czym wróciliśmy do domu z niezłym bagażem wrażeń, przy okazji machając radośnie do naszych kaliskich Znajomych, którzy uraczyli nas przepyszną lemoniadą i jeszcze ciepłym ciastem z borówkami oraz zaserwowali Ignasiowi kolejną odsłonę motoryzacyjnych marzeń;) - być może rozpiszę się o tym niebawem?....

To była "Wycieczka lipca"! zdecydowanie zasłużyła na ten tytuł, choć wycieczek lipcowych za nami i przed nami jeszcze sporo;)






W pierwszej kolejności- lekarze.
Mieliśmy umówione dwie konsultacje.
Pierwsza- u ukraińskiego lekarza, dr Vitalija Vela, o którym usłyszałam ongiś w TV w poruszającej historii pewnego Filipka, któremu ów doktor pomógł. Dok…

oto i one - marzenia spełnione

Obraz
No właśnie tym się ostatnio intensywnie zajmujemy;)
(ale nie tylko)*

Zadziwia mnie ich konsekwencja w wydaniu Iggiego, przy jednoczesnej precyzji i determinacji w upominaniu się o ich realizację.

Ale któż by nie chciał ich spełniać? Zwłaszcza, gdy są malutkie, dziecięce, prawie na wyciągnięcie ręki? Można się poczuć dopiero "super hero", przynajmniej dla swojego dziecka.

W naszej rodzinie czasem wcielamy się w tę rolę (SH), ot, tak- dla poprawy samooceny i ogólnego nastroju.
Poza tym- Ignaś spełnia nasze marzenia, więc my nie chcemy być gorsi i spełniamy jego ;)

By zrobić przedsmak i uchylić rąbka tajemnicy, podpowiem jedynie, że obecnie polujemy na.......
śmieciarę
i radiowóz (mijaliśmy już kilka, ale jakoś nie miałam śmiałości).

A zatem....
Oto i one- Ignasia marzenia spełnione (ponieważ z upału myśli mi się sklejają-  w dalszej części postu wyręczą mnie zdjęcia):





















































































































































































































































A jak tylko wrócimy z Warszawy, zdam relację z naszej 'mission imposible" - czyli postępów (tak, tak!…

Kocham takie dni

Obraz
Oniemiałam dziś.

I z tego zachwytu i spokoju (który nie zawsze mnie przepełnia) wychodzić mi się zwyczajnie nie chce.

Po kilku trudnych, bądź co bądź, tygodniach, co to w sobie pomieścić musiały i zakończenie roku szkolnego, i przyjęcie do gimnazjum najstarszego syna, i wreszcie starszych braci wyjazd na obóz, a także przeciągającą się do zapalenia płuc chorobę Ignasia, moje o niego niepokoje, gdy gorączka wracała wciąż i wciąż, zataczając pijane kręgi, i trzytygodniową antybiotykoterapię z bezradności wreszcie i konieczności, domkniętą prawdopodobnie początkami Candidy :( od kilku dosłownie dni pojaśniało nam w duszach;)

Jakoś się dobrze porobiło, weselej, i korzystamy z tych ulotnych momentów, by jak najwięcej z nich wydobyć dla siebie.

Ten tydzień był tygodniem powrotu Ignasia na rehabilitację, zatem poniedziałek miał w sobie trochę buntu. Krótko on jednak trwał i dobrze. Choć w sumie mogło być różnie...
Obie Panie terapeutki, które pracowały z Ignasiem w tym czasie zachwycone podk…

22 miesiące

22 miesiące to według niektórych poradników optymalny wiek u chłopców na rozpoczęcie treningu czystości. Mechanizmy odpowiedzialne za jego powodzenie są już w pełni wykształcone i dają nadzieję na sukces w tej dziedzinie.


Ignaś ma dokładnie 44 miesiące (co łatwo się przelicza na 3 lata i 8 miesięcy).

Czy wobec tego my również możemy liczyć na powodzenie tej akcji?
Właśnie dziś podjęliśmy wyzwanie ;) Wszystko nam sprzyja: jest gorąco, umiejętność sygnalizowania innych potrzeb (w tym tej drugiej fizjologicznej) już opanowana, więc czas już rozstawać się z pieluszką?

Nie pytałam ekspertów o zalecenia i zdanie. Któż by mi odpowiedział lepiej, jak nie sam Ignacy? On jest najlepszym specem od samego siebie. I na razie z entuzjazmem odkrywa siebie w takiej bezpieluchowej odsłonie. Jak tylko jest "po"- pokrzykuje radośnie i pokazuje, gdzie jest plama, którą mama powinna natychmiast usunąć;)
Taki mamy styl :P żadne nocniczki na razie nie wchodzą w grę, przyjęliśmy strategię "osw…

Fantazja

Czasami sobie na nią pozwalam, choć zwykle nie robi mi dobrze. I jest- jakoś tak- wbrew zdrowemu rozsądkowi, realności i zaleceniom na utrzymywanie się w pionie.

A jednak- jej przemożny urok mnie obezwładnia i trudno mi się oprzeć, odgonić od siebie, przepędzić.

Czasami gdy zamykam oczy, nachodzi mnie myśl, że może...
Może, gdy się obudzę, będzie inaczej?
Może obudzę się i usłyszę na powitanie zgrabne, okrągłe słówka z tych małych usteczek?
"dzień dobry, mamo."
A potem otworzę leniwie oczy i popatrzę na mojego (naszego) trzeciego synka, który zwinnie wymsknie się z łóżka i pobiegnie po zabawkę, by się nią radośnie pobawić w kącie pokoju do chwili, gdy zawołam go na śniadanie. A on sam zejdzie do kuchni, skomentuje płynnie i elokwentnie to, co mu podałam, wgramoli się sprytnie na krzesło i zacznie (świergocząc o tym czy o tamtym) sprawnie pochłaniać śniadanie.
A potem wyjdziemy na spacer i będziemy się ganiać po parku...

Tak bardzo bym chciała, a tak bardzo tak nie jest.
I zo…