Kocham takie dni

Oniemiałam dziś.

I z tego zachwytu i spokoju (który nie zawsze mnie przepełnia) wychodzić mi się zwyczajnie nie chce.

Po kilku trudnych, bądź co bądź, tygodniach, co to w sobie pomieścić musiały i zakończenie roku szkolnego, i przyjęcie do gimnazjum najstarszego syna, i wreszcie starszych braci wyjazd na obóz, a także przeciągającą się do zapalenia płuc chorobę Ignasia, moje o niego niepokoje, gdy gorączka wracała wciąż i wciąż, zataczając pijane kręgi, i trzytygodniową antybiotykoterapię z bezradności wreszcie i konieczności, domkniętą prawdopodobnie początkami Candidy :( od kilku dosłownie dni pojaśniało nam w duszach;)

Jakoś się dobrze porobiło, weselej, i korzystamy z tych ulotnych momentów, by jak najwięcej z nich wydobyć dla siebie.

Ten tydzień był tygodniem powrotu Ignasia na rehabilitację, zatem poniedziałek miał w sobie trochę buntu. Krótko on jednak trwał i dobrze. Choć w sumie mogło być różnie...
Obie Panie terapeutki, które pracowały z Ignasiem w tym czasie zachwycone podkreśliły zmianę w chodzeniu, którą my obserwujemy w domu na co dzień i chyba dlatego właśnie nie doceniamy jej znaczenia. Doceniamy- bujam... Mamy po prostu w domu chłopczyka, który samodzielnie chodzi! Poziom niezależności, który tym samym osiągnął na razie wciąż do mnie nie dociera, ale uwielbiam się mu przyglądać i pochłaniać te widoki każdą komórką ciała, nasiąkać nimi jak ziemia deszczem. To jest w sumie naprawdę cudowne, c-u-d-o-w-n-e, widzieć jak twoje dziecko chodzi, potrafi stabilnie utrzymać się w pionie, nawet gdy chwilowe zachwianie próbuje je powalić na kolanka. Ignaś jest przepięknym wojownikiem, niewielu takich widuję na co dzień, prócz niego. Sama czasem bywam jak trzcina. A on wciąż i wciąż pokonuje swoje słabości, i otwiera się przed nim co rusz to nowa perspektywa, nowe możliwości, i on je po prostu wykorzystuje;)

Dziś: zabawa Ignasia.
Godzinna opowieść o wybieraniu się w podróż.
Pakowanie podręcznej, śniadaniowej torby, napychanie jej wszelkimi niezbędnymi kabelkami, telefonami, kluczykami, wędrowanie tym razem na czworaka, bo torba ciężka, więc łatwiej ją ciągnąć po podłodze, od drzwi do drzwi, wyciąganie z mozołem i jakimś rodzajem dziecięcego namaszczenia, kluczyków i to przejęcie na twarzy przy próbie otwierania ich, celowania kluczem do zamka. Wyławianie z przepastnej torby telefonu i imitacja rozmowy telefonicznej. Z kim???? Któż to odgadnie.... A później wkładanie wszystkich bagaży na powrót do torby i kolejny odcinek trasy do pokonania...


Dawno już nie widziałam Ignasia takiego.
Samodzielnego, w świecie swojej fantazji, zabawy, z celem rozpoznawalnym tylko dla niego, z przejęciem, pasją, skupieniem....
Piękne to.

Kolejna nowość to piosenki w ignasiowej codzienności.
O tym, że potrafi on obsłużyć najróżniejsze urządzenia mobilne, pewnie wiecie. Wybrać ikonę (spośród naprawdę wielu na pulpicie) to też dla niego bułka z masłem. Kliknąć miniaturę ulubionej piosenki też nie stanowi dla niego problemu. A nawet zamigać kluczowe słowa treści utworu, którego chce posłuchać, potrafi sprytnie. Jedyny słaby punkt tego procesu to czujność odbiorcy ignasiowych komunikatów. I jego znajomość gestów, którymi się posługuje Ignacy. I spryt wespół z kojarzeniem, by odczytać upragniony tytuł kawałka, na który akurat Ignaś ma chęć!  Tak. To bywa niekiedy trudne...

Czy wiecie, ile razy można oglądać teledysk "Kaczki dziwaczki" z Akademii Pana Kleksa pod rząd?
12?
Tak. Można.
I w międzyczasie migać podstawowe słowa, do których zna się gesty, śpiewając w ten sposób z chłopakami z ekranu:)
Rewolucja! To prawdziwa rewolucja w igansiowym rozwoju. To już nie postęp, tylko siedmiomilowy skok do przodu. Uwielbiam......

I wreszcie dziś. Ponownie.
Z roli biernego obserwatora, Ignaś wszedł w rolę aktywnego uczestnika rodzinnego życia.
Sam, osobiście, spakował sobie cały prowiant na rowerową wycieczkę, do rzeczonej torby, wybierając przy tym składniki menu.
A potem, w trakcie, ordynował ochoczo, kiedy i gdzie mamy zrobić pauzę w podróży, odpowiednią i akuratną, taką w sam raz na spożycie małego co nie co.

Kocham takie dni.
Chciałabym żeby ich było jak najwięcej.
Od teraz.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.