Jesteśmy

Wyjątkowo intensywne to było lato.
Aż żal, że w powietrzu ledwo wyczuwalna, ale jednak końcówka unosi się tego pięknego czasu.

Intensywnie odrywaliśmy się od codzienności. Długo się odrywaliśmy. Długo milczeliśmy. I nabieraliśmy garściami cudownych wspomnień, które ogrzewać nas będą w jesienne wieczory.

To było intensywne doświadczanie świata dla Ignasia. Świata, jaki jeszcze rok temu był dla niego kompletnie niedostępny. Tak wiele doznań, tyle nowości, aż dziw bierze na samą myśl, jak on to wszystko wspaniale w sobie pomieścił...

Ignacy wrócił na swój sposób odmieniony.
Inaczej chodzi.
Inaczej tańczy.
Inaczej garnie się do aktywności dnia codziennego. Chce uczestniczyć w gotowaniu, sprzątaniu, samodzielnie myć rączki, schodzić po schodach, odkurzać...

Tyle się wydarzyło w jego maleńkim, czteroletnim niespełna życiu, przez ostatnie cztery tygodnie, że samej trudno mi to właściwie wyłuskać, ogarnąć, opisać skrupulatnie.

Ignacy bawił się piaskiem! ba- chodził po nim bosymi stopami!
Trzy razy dziennie kąpał się w morzu na swoje własne, donośne życzenie.
Ignacy jeździł pociągiem, metrem i autobusem.
Przy próbie wyjęcia go z gokarta zrobił taki raban, że cały Trzęsacz się zatrząsł.
Ignacy jeździł na quadzie.
Ignacy zwiedzał rzeczny port w Hamburgu i nauczył się natychmiast migać znak "statek".
Ignacy cały dzień spędził w pełnym atrakcji, światełek, muzyki i ludzi Hansa Parku (dzięki cioci Ewie:). Jedynym znakiem, który migał tamtego dnia, było "jeszcze".. i "jeszcze"... i "jeszcze".

Ignacy siedział w paszczy dinozaura.
Ignacy siedział w kabinie traktora!
Ignacy bawił się w kałuży, w deszczu.
Ignacy w jeden wieczór oswoił paraliżujący go lęk przed wielkim, czarnym sznaucerem Bekerem.

Ignacy przejechał 20 km rowerowej trasy, wciąż domagając się dalszej jazdy i powrót do domu oprotestowując gwałtownym krzykiem i dąsem... ( w zeszłym roku mogliśmy pozwolić sobie na maksymalnie 10 km bez sprzeciwu i bólu).


Tego lata postanowiłam nam niczego nie oszczędzać.
Codzienność jest zbyt żmudna, żeby odmawiać dzieciakom przyjemności i zabraniać im szaleństwa.
Zdecydowanie na nie zasłużyli. Wszyscy zasłużyliśmy.

I pewnie dlatego te wakacje były wyjątkowe i wspaniałe. Wszystko nam dopisało: zdrowie, pogoda, Towarzystwo, dobry nastrój (nie licząc trzech mini-kryzysów, co to "szybko przyszły i szybko poszły").
Było cudnie.
I aż żal się z tym Czasem rozstawać.... więc dłuugo go jeszcze będziemy wspominać :D














Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.