Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2014

Wpis intymny

Jestem tak totalnie sfokusowana na osobie Ignasia, że właściwie niemal notorycznie doprowadzam się do stanu totalnego zapominania o sobie. Jako człowieku. Jako kobiecie. Że już nie wspomnę o zawodowych młodzieńczych ambicjach, które latem zeszłego roku zepchnięte zostały na tak odległy plan, że prawie nie potrafię już sobie wyobrazić siebie jako osobę aktywną zawodowo tak jak kiedyś.

Szczególnie dotkliwie poczułam to w ubiegły wtorek, gdy, załatwiając jakąś urzędową sprawę, wymagającą wypełnienia formularza, w rubryce "miejsce zatrudnienia" urzędniczka wpisała "bezrobotna". Prawie się zawstydziłam sama przed sobą...

Skoro wciąż muszę sobie przypominać, że jestem kimś więcej, niż jedynie opiekunką osoby niepełnosprawnej, w porywach do "matką trójki synów" (skądinąd i niezaprzeczalnie wspaniałych i fascynujących młodych ludzi), no i żoną oczywiście (pozdrawiam Cię, Mężu serdecznie i gorrrąco! Ty wiesz, o czym jest ten wpis:*), znaczy się- popełniam gdzieś błą…

Świat się kończy :P

Głupio przyznać, ale najpierw zadzwoniła Babcia H, a potem Ciocia O. z zapytaniem: "I co z tym krztuścem?"

Świat się kończy...
Bliscy dowiadują się o Ignasiu z.... bloga ;P

Ale trochę tak jest, niestety. Czasem szybko coś tu napiszę, emocje opadną i potrzeba dzwonienia i skarżenia się Bliskim jakoś słabnie;) A potem, porwana wirem obowiązków, zapominam... zadzwonić.

No i był krztusiec...
Był, bo już na szczęście minął.
Zostawił na pamiątkę pojedyncze ataki kaszlu i znacząco podwyższony poziom przeciwciał IgA Bordetella pertusis, świadczący o ostrej infekcji. Ale- jak rzekła Pani Doktor- stan ten może się utrzymywać przez najbliższe 3-4 miesiące. A Ignasiowi na pamiątkę pozostanie.... odporność.

Z tą odpornością to też dziwna sprawa.
Zaniepokojona stanem zdrowia Ignasia i przestraszona widmem krztuśca, czas jakiś temu szperałam po necie. I tam dowiedziałam się m.in., że szczepienie  p/krztuścowi daje ochronę na maksymalnie 10 lat (a bywa, że na 3 jedynie). Stąd przypadki zach…

Się martwię trochę

Zaczęło się tuż po powrocie z wakacji. Jedno niefortunne wyjście na basen i w zasadzie już na drugi dzień pokasływanie. I na kolejny również i tak to się rozkręciło;(

Zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe, że dwa tygodnie codziennych kąpieli morskich nie złamało zdrowia Ignasiowi a tu jedno wyjście i już infekcja jakaś się przypałętała? Ale od tych pytań wcale się nie polepszało: ani jemu, ani mnie;)

No i tak sobie ten kaszel narastał, narastał, gorączki nie było widać, kataru też niewiele. Ale po tygodniu ruszyliśmy do lekarza. Pani Doktor też nic nie orzekła, bo niespecyficzne objawy, ale gdy kaszel nie ustępował przez kolejny tydzień-  a nawet narastał- zdecydowała o antybiotyku. Bo inhalacje niewiele dawały.

Całe szczęście, że przez ten czas Ignaś był z nami w domu, rehabilitacja zawieszona, przedszkole utęsknione czekało, wizyty towarzyskie poprzekładane (na szczęście- jak się okazało).

Dziś mijają cztery tygodnie od momentu pierwszego pokasływania. Prawdopodobnie najgorsze już…

Co mają z sobą wspólnego: Ala i klocki lego?

Obraz
Otóż- całkiem sporo, jak się okazało;)

Wspominałam niedawno (choć dawno) o odwiedzinach, jakich mieliśmy przyjemność doświadczyć. I choć trwały one krótko, były na tyle ważne i atrakcyjne dla nas i dla Ignasia, że do dziś przetaczają się echem po dziecięcym pokoju.

Ala jest przeuroczą 6-latką i zarazem kuzynką Ignasia (trochę dalszą, ale jednak). Jej wyjątkowa roztropność przy jednoczesnej odwadze i łatwości nawiązywania kontaktów sprawiły, że w okamgnieniu podbiła serce nie tylko Ignasia, ale również moje osobiste i, jak przypuszczam- reszty chłopaków również. I wydaje nam się, że takiej towarzyszki zabaw Ignasiowi koniecznie potrzeba. Nie od wielkiego dzwonu, ale jak najczęściej, na co dzień.

Spragniony towarzystwa dzieci, Ignacy był zachwycony swoją nową kuzyneczką! Podążał za nią dzielnie, niepomny (podejrzewam, że wręcz nieświadomy  nawet) na własne ograniczenia, i to w najróżniejszy sposób!
A to wdrapywał się po dość stromych schodkach na zjeżdżalnię, by potem negocjować, kto ma…

Look at me, Baby!!!

Obraz
Mam takie zaległości tematyczne na blogu, że spokojnie kilka osób mogłoby mnie udusić, obrazić się na mnie, albo- mijając mnie na ulicy- udawać, że mnie nie znają;)

Ale nie mogę się powstrzymać, żeby odłożyć tę fotkę i tych kilka scenek na później :)))

Dopiero pisałam o moich wątpliwościach (TUTAJ).
A już Ignaś obdarzył mnie kontrargumentami- tutaj:

***
Pewnego wieczoru Ignacy poprosił, by mógł zjeść kolację siedząc na schodkach w salonie. Sytuacja dość nietypowa- zwykle jadamy wspólnie wieczorny posiłek przy stole, tamtego jednak dnia domownicy, najwyraźniej niegłodni, rozpierzchli się po pokojach... Nie miałam więc nic przeciwko temu i sadowiąc się wygodnie obok niego, rzuciłam w przestrzeń zdanie: "coś tu tak ciemno dzisiaj"... (należę do osób organicznie nieznoszących półmroku i słabego światła, a pech chciał, że w naszym salonie brak centralnie zawieszonej lampy, za to nie brak nam  tu kinkiecików - po jednym na każdej ścianie;) i właśnie jeden z nich nie był zaświecony…

Historia pewnej karty...

Obraz
Miejsce akcji: biblioteka.

Ignacy świetnie rozpoznaje jej budynek w naszym mieście. Uwielbia tam ze mną chodzić i buszować po dziecięcym dziale, zwłaszcza przy stanowiskach komputerowych;) Domek, ustawiony pod ścianą z wielkimi oknami, też przyciąga go i kusi, by uchylić plastykowe drzwiczki i zniknąć matce na chwilkę przynajmniej z pola widzenia, gdy ta załatwia biblioteczne formalności. A i książeczki dzielnie taszczy w rączkach, choć jeszcze ich samodzielnie nie wybiera (zdając się na gust mamy).

Z dzisiejszej wyprawy przynieśliśmy TO. Ignacy stał się pełnoprawnym członkiem czytelniczego grona. Takim- wiecie- z prawdziwą kartą i historią wypożyczonych książek...



A było to tak:

Książeczki zaczęły interesować Ignasia dość późno. Może pół roku temu? Może nieco wcześniej? Rzadko więc kupowałam mu nowe, bo w domu (naprawdę nie wiem dlaczego!) zgromadziliśmy ich niezły stosik, który najczęściej pokryty był kurzem, albo z hukiem rozsypywał się na podłodze pod domową biblioteczką, potrącony…

Nowe cacko i luksus bycia niepełnosprawnym

Obraz
Któż o nim nie marzył?
Piękny, zgrabny, luksusowy, bezawaryjny, renomowanej marki... niemieckiej, rzecz jasna, bo takie są właśnie i ponoć niezawodne...

Jak poczuli się nasi starsi Synowie, gdy Ignac przesiadł się ze spacerówki w to cudo??? Oni mogli właśnie tylko pomarzyć o takiej strzale... Tak, byliśmy innymi rodzicami dla nich, zanim pojawił się Ignaś. Na inne sprawy zwracaliśmy uwagę bardziej, na inne- mniej. Byliśmy zdecydowanie bardziej surowi dla nas samych- tak wewnętrznie- wiecie, jak i dla naszych chłopców. Prędzej kupiliśmy im rower, niż rozpieszczającego automata... Mieliśmy inne oczekiwania, łatwiej pozostawaliśmy konsekwentni i nie dawaliśmy się wodzić za nos... Mieliśmy inne priorytety.
Ignacy to wszystko trochę jakby uprościł;)

On nie tylko sam się zmienia, ale zmienia też świat wokół siebie. Pootwierał nam nowe drzwi, pozamykał niepotrzebne przyzwyczajenia, złagodził tam gdzie tego potrzebowaliśmy, a wzmocnił tam, gdzie okazało się to niezbędne i przydatne.

I właśnie…

Tak jak pogoda

Obraz
- nie rozpieszczam Czytelników bloga ostatnio...

Cóż. Taką już mam naturę;)

Cóż, gdy od tygodnia ponad Ignacy zmaga się, a my razem z nim, z jakimś wrednym przeziębieniem, co go od przedszkola i innych przyjemności oderwało.

Cóż, gdy za oknem leje, a w kalendarzu pojawił się nieoczekiwany wcale przez nas wrzesień, kończąc beztroskie leżenie pod chmurką i włóczenie się po świecie....

Powinnam jednak wyjaśnić parę kwestii, a już z pewnością tę jedną, która poważnie namieszała nam w głowach (i Wam pewnie trochę również).

Otóż- dlaczego, choć powinniśmy- zgodnie z moją zapowiedzią- nie pojechaliśmy na turnus do dr Vela?
Bo summa summarum odwołaliśmy go niemal w ostatniej chwili, czego dobrze wychowani i odpowiedzialni ludzie czynić nie powinni?
Ano- z przyczyny prozaicznej. Ponieważ... nie dawała nam spokoju ta szybka diagnoza (o której wspominałam TUTAJ). Owszem- wlała w nas morze nadziei i jeszcze więcej euforii, ale jak to zwykle z euforią bywa- gdy ta ucichła, pojawiły się wątpliwości…