Nowe cacko i luksus bycia niepełnosprawnym

Któż o nim nie marzył?
Piękny, zgrabny, luksusowy, bezawaryjny, renomowanej marki... niemieckiej, rzecz jasna, bo takie są właśnie i ponoć niezawodne...

Jak poczuli się nasi starsi Synowie, gdy Ignac przesiadł się ze spacerówki w to cudo??? Oni mogli właśnie tylko pomarzyć o takiej strzale... Tak, byliśmy innymi rodzicami dla nich, zanim pojawił się Ignaś. Na inne sprawy zwracaliśmy uwagę bardziej, na inne- mniej. Byliśmy zdecydowanie bardziej surowi dla nas samych- tak wewnętrznie- wiecie, jak i dla naszych chłopców. Prędzej kupiliśmy im rower, niż rozpieszczającego automata... Mieliśmy inne oczekiwania, łatwiej pozostawaliśmy konsekwentni i nie dawaliśmy się wodzić za nos... Mieliśmy inne priorytety.
Ignacy to wszystko trochę jakby uprościł;)

On nie tylko sam się zmienia, ale zmienia też świat wokół siebie. Pootwierał nam nowe drzwi, pozamykał niepotrzebne przyzwyczajenia, złagodził tam gdzie tego potrzebowaliśmy, a wzmocnił tam, gdzie okazało się to niezbędne i przydatne.

I właśnie dlatego zdecydowaliśmy się go nabyć. Cóż, że z tzw. rynku wtórnego- i tak robi piorunujące wrażenie;) A ile radości sprawia wszystkim chłopakom! Bo można nim się bawić wspólnie: młodszy przyspiesza, starsi sterują i wszyscy są zadowoleni.

Oto nowe cacko Ignasia. Dopasowany idealnie do wymagającego kierowcy....




I jedno jest pewne jak nic. Gdyby Ignaś był zdrowy, w życiu byśmy go tak nie rozpieścili;)......
Przy nim łatwiej nam być nieidealnymi. I w sumie dużo łatwiej nam dzięki temu żyć;)
Zaskakujące, prawda?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.