Się martwię trochę

Zaczęło się tuż po powrocie z wakacji. Jedno niefortunne wyjście na basen i w zasadzie już na drugi dzień pokasływanie. I na kolejny również i tak to się rozkręciło;(

Zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe, że dwa tygodnie codziennych kąpieli morskich nie złamało zdrowia Ignasiowi a tu jedno wyjście i już infekcja jakaś się przypałętała? Ale od tych pytań wcale się nie polepszało: ani jemu, ani mnie;)

No i tak sobie ten kaszel narastał, narastał, gorączki nie było widać, kataru też niewiele. Ale po tygodniu ruszyliśmy do lekarza. Pani Doktor też nic nie orzekła, bo niespecyficzne objawy, ale gdy kaszel nie ustępował przez kolejny tydzień-  a nawet narastał- zdecydowała o antybiotyku. Bo inhalacje niewiele dawały.

Całe szczęście, że przez ten czas Ignaś był z nami w domu, rehabilitacja zawieszona, przedszkole utęsknione czekało, wizyty towarzyskie poprzekładane (na szczęście- jak się okazało).

Dziś mijają cztery tygodnie od momentu pierwszego pokasływania. Prawdopodobnie najgorsze już za nami, choć pozostałość w postaci dwóch, trzech ataków dziennie wciąż się go trzyma kurczowo, zwłaszcza, że odebrałam wyniki na przeciwciała krztuśca.
I nie są one niestety dobre:(

O 12:30 mam zamówioną konsultację u pediatry.
Kurcze.
Martwię się...

Komentarze

  1. Z infekcjami tak jest, bo najczęściej nie biorą się one z samego przeziębienia, a powodują je bakterie/wirusy, którym ewentualnie niekorzystne warunki pogodowe i osłabienie organizmu mogą sprzyjać. Adaś też nad morzem wchodził nogami do wody o temperaturze 16 stopni, biegał po plaży przy silnym wietrze, a czasem się do tego umoczył po kolana i nic. A tydzień w przedszkolu wystarczył.
    Mam nadzieję, że jednak nie krztusiec. Długotrwały, utrzymujący się kaszel może być też powodowany przez chlamydie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne jest to, że z powodu rodziców, którzy celowo nie szczepią swoich dzieci (nie ze wskazań medycznych) takie choroby jak krztusiec wracają i bombelki, które nie moga być zaszczepione, bo nie pozwala na to ich stan zdrowia, nie są już chronione przez społeczny parasol ochronny w postaci eliminacji ryzyka zarażenia dzięki zaszczepieniu chorych dzieci.
    A będzie jeszcze gorzej i paskudniejsze choroby niż krztusiec wrócą dzięki temu...

    Trzymam kciuki za wyzdrowienie!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. *zaszczepieniu ZDROWYCH dzieci miało być. Późna pora ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Maruuudo:) Ale masz oryginalny pseudonim:)
    Dziękuję za komentarz i trzymane kciuki za Ignasia:)
    Na szczęście już po krztuścu, choć poziom przeciwciał nadal wysoki - ale ma prawo się utrzymywać jeszcze przez 3-4 m/ce wg słów naszej Pani Doktor.
    Jak na dziecko niedoszczepione trzecią dawką- zniósł go nadzwyczaj dobrze- to też słowa Pani Doktor:) Nawet zadziwiająco.
    Osobiście nie zrzucałabym winy na rodziców celowo nie szczepiących dzieci, gdyż (o czym wyczytałam, niesiona niepokojem w wielu internetowych zasobach) odporność poszczepienna nie jest trwała i zanika po 3-10 latach. Dorośli, szczepieni jako dzieci, często już utracili ochronę i dlatego chorują (albo nie byli szczepieni). Do nas krztusiec przyniósł.... tata. Z pracy...:(
    Sama Pani Doktor powiedziała, że ostatnio miała kilku małych Pacjentów z krztuścem. Wszystkie dzieci były..... szczepione! Przez nią osobiście!
    Jak widzisz- sprawa nie jest jednoznaczna....

    Ale dziękuję za troskę i serdecznie cię pozdrawiam:)
    mamaIgnasia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.