01 września 2014

Tak jak pogoda

- nie rozpieszczam Czytelników bloga ostatnio...

Cóż. Taką już mam naturę;)

Cóż, gdy od tygodnia ponad Ignacy zmaga się, a my razem z nim, z jakimś wrednym przeziębieniem, co go od przedszkola i innych przyjemności oderwało.

Cóż, gdy za oknem leje, a w kalendarzu pojawił się nieoczekiwany wcale przez nas wrzesień, kończąc beztroskie leżenie pod chmurką i włóczenie się po świecie....

Powinnam jednak wyjaśnić parę kwestii, a już z pewnością tę jedną, która poważnie namieszała nam w głowach (i Wam pewnie trochę również).

Otóż- dlaczego, choć powinniśmy- zgodnie z moją zapowiedzią- nie pojechaliśmy na turnus do dr Vela?
Bo summa summarum odwołaliśmy go niemal w ostatniej chwili, czego dobrze wychowani i odpowiedzialni ludzie czynić nie powinni?
Ano- z przyczyny prozaicznej. Ponieważ... nie dawała nam spokoju ta szybka diagnoza (o której wspominałam TUTAJ). Owszem- wlała w nas morze nadziei i jeszcze więcej euforii, ale jak to zwykle z euforią bywa- gdy ta ucichła, pojawiły się wątpliwości. Kolejność aż nadto typowa i przewidywalna.
I gdy emocje opadły, postanowiliśmy odwlec w czasie uczestnictwo w turnusie, poświęcając uwagę potwierdzeniu diagnozy i kolejnym konsultacjom.
Na pierwszy plan poszła konsultacja u niemieckiego osteopaty (tu znów ukłon w stronę Cioci Ewy, która wszystko sprawnie zorganizowała, umówiła nas, ugościła i jeszcze tłumaczyła konsekutywnie, gdy zaszła taka potrzeba. A przy okazji naprzeżywała się razem z nami najróżniejszych emocji, od nadziei po niepewność, a przecież wcale nie musiała).
Osteopata ów (nazywany powszechnie "bogiem osteopatii" Szlezwik- Holsztyn) nie potwierdził słów ani teorii Pana Doktora, czym wprawił nas- nie powiem- w stan lekkiego zawodu. Ale zapewne potrzebowaliśmy takiego hamulca w naszych śmiałych marzeniach i nierealnych oczekiwaniach o cudownym uzdrowieniu Iggiego... Bo zapędziliśmy się nawet w tak odległe od rzeczywistości fantazje. Ale który z Rodziców niepełnosprawnych Maluszków im nie ulega czasami?....

Szybko się jednak ze zwątpienia otrząsnęliśmy i postanowiliśmy dalej realizować swój plan potwierdzania diagnozy przesuniętych kręgów, bo poddawać się zbyt szybko nie zamierzamy. W najbliższym więc czasie czeka Ignasia jednak zdjęcie RTG odcinka szyjnego kręgosłupa i jeszcze przynajmniej dwie osteopatyczne konsultacje. Najważniejsze bowiem, to zebrać wiele informacji i móc je z sobą porównać. Proces się więc toczy. Choć chwilowo zwolnił z powodu owego wrednego przeziębienia.

W międzyczasie jednakże udało mi się dotrzeć do Pana prof. M. Sąsiadek, opisującego w grudniu 2011 r wynik rezonansu mózgu Ignasia. Pan profesor okazał się tak życzliwy, że przyjął nas- poza zwyczajowymi procedurami, w swoim gabinecie w szpitalu klinicznym we Wrocławiu, najpierw wysłuchując długich i skomplikowanych wyjaśnień, o co mi chodzi i dlaczego tak bardzo mi zależy, by obejrzał nie tylko sam zapis badania, ale również naszego Ignasia na żywo i w pełnej krasie. Pacjent bowiem z obrazem klinicznym, który reprezentuje sobą, nijak się ma do spustoszenia w mózgu, jaki widać na zdjęciach MR. I warto by się zastanowić, dlaczego:)? O to również prosiła nas Pani profesor z IPCZD w poradni metabolicznej. Tak więc jedno ważne spotkanie już za nami. Teraz pozostaje mi oczekiwać na kontakt ze strony Pana profesora, gdy już reinterpretacja badania będzie gotowa... Bardzo jej jestem ciekawa.

I właściwie to tyle.
Żadnych rarytasów dziś nie mam dla Was.
Żadnych rewelacji.

Szara rzeczywistość z gilami z nosa i dudniącym, mokrym kaszlem w tle...
Wspominając wakacje (poniżej)- czekamy na słońce.
I na powrót formy. Zdecydowanie.


PS. Ciocia Ewa chyba się nie pogniewa;)

To był piękny czas!
W traktorze i na wesołym miasteczku....
Z braćmi i kuzynostwem: Matyldą i Janem...
 i rzecz jasna Jedyną w swoim rodzaju Ciocią Ewą:) :*

1 komentarz:

  1. Cieszę się! To może dziwnie brzmi, ale gdy czytałam tamten wpis bardzo się zdenerwowałam. Jestem ogromnie sceptyczna wobec takich diagnoz. Cóż to za przypadek, że trafiliście do "kręgarza" i okazało się, że całym problemem Ignasia są przesunięte kręgi. Niesamowity zbieg okoliczności. Ale... abrakadabra i jest rozwiązanie! Turnus u Pana Doktora (niestety ciut kosztowny...) Ech...Wolę starą, dobrą, akademicką medycynę chociaż akurat mojemu Siemkowi nie pozostawia ona wielkich nadziei. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń