Wpis intymny

Jestem tak totalnie sfokusowana na osobie Ignasia, że właściwie niemal notorycznie doprowadzam się do stanu totalnego zapominania o sobie. Jako człowieku. Jako kobiecie. Że już nie wspomnę o zawodowych młodzieńczych ambicjach, które latem zeszłego roku zepchnięte zostały na tak odległy plan, że prawie nie potrafię już sobie wyobrazić siebie jako osobę aktywną zawodowo tak jak kiedyś.

Szczególnie dotkliwie poczułam to w ubiegły wtorek, gdy, załatwiając jakąś urzędową sprawę, wymagającą wypełnienia formularza, w rubryce "miejsce zatrudnienia" urzędniczka wpisała "bezrobotna". Prawie się zawstydziłam sama przed sobą...

Skoro wciąż muszę sobie przypominać, że jestem kimś więcej, niż jedynie opiekunką osoby niepełnosprawnej, w porywach do "matką trójki synów" (skądinąd i niezaprzeczalnie wspaniałych i fascynujących młodych ludzi), no i żoną oczywiście (pozdrawiam Cię, Mężu serdecznie i gorrrąco! Ty wiesz, o czym jest ten wpis:*), znaczy się- popełniam gdzieś błąd zaniedbania. Staram się go jednak systematycznie naprawiać, co owocuje okresami wzmożonej troski o swój umysł i ciało nawet, ale to wciąż powstańcze, okupione nierzadko potem, łzami i poczuciem winy zrywy;)

A jednak odkryłam ostatnio w sobie ziarno szaleństwa.
W atmosferze totalnego relaksu, gdzieś na pastelowej granicy snu i odrealnienia, w momencie kompletnie dla mnie niespodziewanym, zjawiło mi się marzenie....

Macie marzenia? Na pewno macie. Przynajmniej chcę w to mocno wierzyć.
Interesujący dla mnie jest proces odkrywania bądź poszukiwania, wypracowywania sobie marzeń... No bo jak do nich dochodzicie? Skąd wiecie, o czym marzycie? Z jakiej potrzeby te marzenia kiełkują?

Bywało już w moim osobistym życiu tak, że lokowałam jakieś zdarzenie, czy to podróż w nowe miejsce, czy to weekend w odosobnieniu w domu lub w górach, na liście pragnień i prędzej czy później udawało mi/nam się je realizować. Ale to były marzenia z rodzaju możliwych do realizacji, mieszczących się w granicach rozsądku i zasobności rodzinnego portfela.
Że nie wspomnę (choć wspomnę) o marzeniu z serii "banalne", czyli, żeby Ignaś był sprawny, tudzież wyzdrowiał, a nasza cała rodzina cieszyła się dobrą kondycją i czuła się szczęśliwie- wiecie, rozumiecie;)
A tu taki wypas mi się zamarzył, że hej!

Pewnie, gdyby nie fakt, iż w czasach odległych jak neolit, Mąż mój był tam w okolicznościach, nazwijmy to "gratisowo-zawodowych", nie wiedziałabym nawet, że takie miejsce na świecie istnieje :P
Ale jest. Exist. Wiem, bo dostałam w prezencie powrotnym piękny BUKIET białych anturium od Męża- widok imponujący w naszym skromnym, ówczesnym mieszkaniu...
Niedbale rzucony na kuchennym blacie folder reklamowy pozostawił w moim mózgu ślad. Na tyle trwały, choć kompletnie zepchnięty w "świadomą niepamięć",  że przez lata do niego nie wracałam, jakby go zupełnie we mnie nie było.
I nagle, wydobyty nie wiedzieć czemu, uderzył z taką przeraźliwą siłą w moje oczy, że aż mnie zatkało. Kosmiczny to pomysł. Dla niektórych skandaliczny nawet, ale właśnie to mi się zamarzyło...

(Klik: tylko mnie nie zlinczujcie, ani nie zabijcie śmiechem, proszę;))

No.

A teraz lecę po Ignasia do przedszkola.
Obiad jest. Pranie wstawione. Góra odkurzona. Chłopaki w szkole. A my zaraz na hipoterapię!
Pa.

Komentarze

  1. Ech, a pojedziemy we dwie? :)
    Toś mi tęsknotę za Wami rozbudziła teraz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynasz już odkładać kasę? Może za 10 lat nam się uda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi się wydaje, że to standardowe marzenie wielu osób podczas pierwszych dni jesieni ;) Wyjechać gdzieś, gdzie jest ciepło, plaża, morze, palmy...
    Ale wiesz co, jestem przekonana, że w Twoim przypadku to marzenie się spełni, bo nie jest to marzenie na chwilę. Czego serdecznie życzę!

    OdpowiedzUsuń
  4. wykonujesz ciężką pracę, więc skąd ten wstyd?

    OdpowiedzUsuń
  5. ale plaża, ale morze ;-)
    super :-) życzę Ci oby marzenie się spełniło - trzeba marzyć! nie raz przecież tak się zdarzało, że tak się wszystko składa że jest to realne ;-)
    pozdrawiam
    cicho do tej pory podczytująca
    ivonesca
    PS.
    zerknęłam tutaj dopiero jak Aga, mama Dzielnego Franka powiedziała mi że mieszkamy w tym samym powiecie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy się, Krajanka nasza jesteś!:)
      Kto wie? Może się gdzieś mijamy na drogach? :)
      Jeszcze ciepłej cię zatem pozdrawiam!

      Usuń
    2. pewnie tak ;-)
      świat mały jest ;-)
      pozdrawiam i jeszcze raz trzymam kciuki za marzenia :P
      ivonesca

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.