Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2014

Pewna historia i Gliatilin

W kontraście do poprzedniej.
A było to tak:

Pani Ala, osoba zupłnie nam obca, polubiła stronę Ignasia na fb.
OK- powiecie- też mi sprawa niezwykła. I będziecie mieli rację;)
Bardzo lubimy dostawać lajki (bo kto ich nie lubi?-  tak to sprytnie ten pan Zukerberg i jego ekipa wymyślili), Więc było nam miło.

Po dwóch dniach dostałam od Pani Ali krótką wiadomość, z pytaniem, czy Ignacy wciąż przyjmuje Gliatilin? Owszem, odpisałam- podajemy mu ten lek stałe i ewentualnie służymy informacjami na ten temat. Iggi toleruje lek dobrze, od około pół roku z hakiem nauczył się nawet  rozgryzać go i połykać samodzielnie (on w ogóle jest w tej dziedzinie specjalistą- w zasadzie mogę śmiało napisać prawdę: nie mamy żadnych problemów z podawaniem mu leków, taki jest wyrozumiały i w boju zaprawiony;)). A pamiętam, jak sama szukałam w sieci informacji na temat tego leku przed wprowadzeniem go Młodemu. Nie chciałam popełnić takiej gafy, jak z Sabrilem...

Zdziwiłam się jednak sromotnie, czytając kolejną wi…

Okrzepłam. Mniej boli.

A jednak.

Wrzesień 2012. Mój pierwszy turnus z Ignasiem. Trwał tydzień i ledwo go wytrzymałam. Wróciłam z zaostrzoną depresją, zwiałam prawie w bezpieczne, domowe pielesze.
Tak nagłe zderzenie, zmasowany atak świata niepełnosprawności , widoku chorych dzieci, przetoczył się po mnie, jak czołgowa gąsienica i poszatkował mój i tak wątły spokój na miazgę.
To jest TRUDNE.


I październik. 2014. Zaździerz.
Jest o niebo lepiej. Prawie dobrze. Okrzepłam, zaakceptowałem fakt i moje nowe miejsce na ziemi.
Potrafię już to, czego nie potrafiłam wtedy - prosto patrzeć w oczy, uśmiechać się, żartować, zagadywać i śmiać się z cudzych żartów, czasem wyszukanych i wysublimowanych w smaku.

Cóż. Znów nie poczytam, za to popiszę. Coś mi mówi, że muszę.

17-letnia dziewczyna po niebezpiecznym wypadku. Uczy się podporządkowywać swoje ciało swojej woli. Codziennie wieczorem ma dodatkową godzinę bo chce chodzić. Jak wszyscy.
20-latek z porażeniem mózgowym, chyba, oczy ukryte pod grubymi, czarnymi oprawami. Idz…

Jesteśmy, żyjemy, walczymy

Czas na krótką relację z naszego pobytu. Odważę się nawet uprzedzić, że nader krótką.

Intensywne ćwiczenia nie pozbawiły Ignasia humoru i ogników w spojrzeniu, powoli jednak blednie jego wigor, co objawia się skrajnym zmęczeniem około godz. 19.00. Bywa, że zasypia tuż po 19.00, co w normalnym rytmie rzadko się zdarza....

Na tym turnusie największy nacisk położyliśmy na terapię ręki i kinezyterapię- czyli popularne ćwiczenia fizyczne. Codziennie zabiera mu to 3 godziny. Do tego dochodzi logopeda na przemian z SI, zajęcia na basenie (na których celem jest płynne- nomen omen- przeprowadzenie Ignacego z trybu rekreacyjnego na tryb rehabilitacyjny- planujemy wprowadzić po powrocie terapię w wodzie na stałe w nasz grafik) oraz sesje w sali doświadczania świata, która robi i na nim i na mnie ogromne wrażenie). Tak więc czasu na nudę zostaje nam niewiele:)

Przy okazji tego wyjazdu dowiedziałam się o moim synku kilku rzeczy, które mnie w osłupienie wprowadziły niemałe. Hitem nr 1. jest uwielbi…

Aktualizacja statusu- pierwszy dzień turnusu

Mam taką potrzebę pisania, że chyba nic nie stanie mi na przeszkodzie, nawet fakt, że na komputerze zablokowała mi się jakimś cudem literka C i CH i za nic nie da się pisać. Ale jakoś sobie poradziłam i postaram się coś szybko sklecić....

A zatem.
Jak pisałam na FB, wrażeń mamy tu pod dostatkiem. Zaczęło się już wczoraj, gdy o godz. 21.30 odkryłam, totalnie zaskoczona, że Igancy ma fest gorączkę i rozpalony jest jak piecyk.... O 22.30 postanowiłam działać, bo robiło się już bardzo poważnie, tzn. 39,5 st....
Zachodzę w głowę, o co chodzi?.. Czy to emocje związane z wyjazdem, czy jakieś podle, podstępne choróbsko się czai za rogiem, zwłaszcza, że Ignaś w znakomitej formie był i przez cały dzień nie zdradzał choćby oznak choroby.....

Rankiem niestety sytuacja się nie wyklarowała wcale, gdyż temperatura nadal była nieco podwyższona, ale humor dopisywał mu wyśmienity, energii nie brakowało i prawie nie mógł się doczekać ćwiczeń! A to do niego niepodobne - więc może to jednak choroba??? ;)

Reisefieber

Obraz
No, chyba dzisiaj nie zasnę (znam kogoś, kto się z tego ucieszy;)).
Ale przeżywam! Nie sądziłam, że aż tak! No bo żeby to pierwszy raz... ale to już czwarty, więc powinnam odczuwać raczej lekki relaks, a tu co?

Spakowana jestem do połowy. Ilość rzeczy do zabrania przekroczyła moje oczekiwania;) Bo i to bym chciała wziąć, i tamto również.
Poprzednim razem wiele rzeczy było jeszcze niepotrzebnych, a teraz...
I nocnik się przyda - tak, tak- Ignacy ukończył z powodzeniem trening czystości!!! Tadam!!!
I samochodzik do zabawy...
I kijki dla mamy. I druty z włóczką. I ze dwie książki. I z 10 książeczek. I kredki. I kolorowankę. I pudełkiem klocków też nie pogardzimy...  (że nie wspomnę o komputerze, bo bez tego ani rusz!)...
I mnóstwo drobiazgów, bo przecież nie będzie nas całe dwa tygodnie!  No i zamierzamy tam normalnie żyć. Jak co dzień. Więc trzeba się przygotować skrupulatnie;)


Bardzo jestem ciekawa, jak będzie? Mam mnóstwo pozytywnej energii. Ignacy jest już taki samodzielny. Nie mogę …

Krótki film o........ chodzeniu ;)

Obraz
Być może jesteście już nieco znudzeni relacjami o tym, co Ignac (Iggy-pardon) zrobił, czego się nauczył? Ja jednak, wiedziona nieco ślepo kronikarskim obowiązkiem, wrzucę dziś ten filmik. Dla siebie. I dla Iggiego. Za kilka lat. Może nie spłonie ze wstydu?...

Nauka chodzenia to w wydaniu Młodego dość żmudna sprawa. Niestety. Fascynujące jest w niej jednak to, że stale postępuje:)

Pamiętam, gdy z zazdrością śledziłam kalendarz sukcesów rozwojowych naszego zaprzyjaźnionego blogowego kolegi Frania, a tam stało jak byk, że Franio ok 22 miesiąca zaczął chodzić. Kurczę- myślałam sobie- a u nas klapa:( Totalna. Na święta Bożego Narodzenia 2012 (czyli tuż po drugich urodzinach) Ignaś zaczął, owszem- raczkować. A to i tak w wersji light- akurat ustawił się w pozycji czworaczej i się nie wywrócił! Ależ to była sensacja rodzinna! Ale prezent!

Tymczasem raczkowanie zajęło mu CAŁY ROK. Doskonalił się w tej formie przemieszczania, co i tak było dla nas zachwycające, gdyż wcześniej poruszał się pełz…

Pasażer

Z imionami dla dzieci bywa różnie. Sami pewnie pamiętacie (jeśli macie jakieś pociechy), że proces to wcale nie łatwy, okupiony niekiedy cichymi dniami, dąsem, pąsem, bezsenną nocką czy zarwanym porankiem (na małżeńskie przekomarzania się rzecz jasna;)).

Też mamy w tym zakresie trochę doświadczeń, z racji licznej dziatwy, która nas zaszczyciła swą obecnością i nadal zaszczyca, chociaż - po prawdzie przyznać muszę- nie tylko zaszczyca. Ale o tym później...

Z pierwszym synem było tak.... jak to z pierwszym synem bywa. Znaczy się- bez kompromisów, No, może z jednym. Na zasadzie "tak, ale...". Miał być Adaś. Nie poddaję tego pod ocenę, tak mi się podobało po prostu. Ale memu mężowi nie. W ogóle z tym pierworodnym to niezła heca była, lecz z racji ogólnodostępności sieci i tego bloga, nie będę zdradzać, by go nie kompromitować, bądź też na śmiechy rówieśnicze nie narażać. Dość, że na tydzień przed decydującym momentem wyjścia Syna na świat, tata jeszcze się zgadzał, choć z kwaśną…

Rzewnie

Obraz
Stoję przy garach. Dziś racuchy. Wczoraj załadowane do zamrażalki gołąbki, sztuk 7. Przede mną jeszcze kotlety, naleśniki, spagetti. To nie blog kulinarny. To przygotowania.

Za tydzień ruszę w drogę. Uwielbiam to. Nowe miejsce, nowi ludzie. Nowe. Tajemnicze. Piękne.

Cóż, gdy zostawiam moich dwóch synów i męża. A to już nie to samo. Rozdzielenie to nie jest coś o czym marzę, marzyłam i czego pragnę dla mojej rodziny. A tym razem chłopcy zostaną sami. Bez rodzinnego wsparcia, 10 i 13 latek będą musieli ogarnąć rzeczywistość. Z tatą. Od 17.30. Codziennie, z wyjątkiem weekendów. "Dyrektorski stołek" wymaga i zobowiązuje. Niepełnosprawność rządzi się swoimi prawami. Trzeba umieć podejmować decyzje, czasem trudne i wbrew sobie.

Nigdy nie zastanawiałam się, jak sobie poradzą, bo wiem, że dobrze. Rozsądni są, rozważni, nawet trochę zorganizowani i odpowiedzialni. No i samodzielni też muszą się stać w końcu. Jakby nie było. Pewnie zatęsknią niejeden raz. Pewnie odpoczną. Pewnie prze…

Zbliża się turnus...

Obraz
Na tydzień przed naszym wyjazdem na turnus rehabilitacyjny (tak, tak- to już październik) obsiadają mnie szaro-bure wątpliwości.

Zapisując Ignaca na turnus w marcu br. miałam mętne pojęcie o tym, jak będzie funkcjonował za pół roku. Z drugiej strony, pomna na swoją ostrożność w kwestii przeciążania go ćwiczeniami kosztem zwyczajnego życia i dzieciństwa, zaplanowałam, że ten rok będzie szczególny pod względem turnusów- damy z siebie tak wiele, jak będzie trzeba, żeby wreszcie postawić go na własnych nogach. Miało więc być ostro, ale nie za ostro. I tego, jak widać, się trzymamy.

Jak by nie patrzeć, Ignacy nie jest już tym samym chłopcem, co 6 miesięcy temu. Nie odważę się nawet podsumować wszystkich bardziej lub mniej spektakularnych i olśniewających zmian, jakie dokonały się w jego funkcjonowaniu, dość, jeśli napiszę, że obecnie śmiało mogę wybrać się z nim na spacer bez.... wózka. I jakoś oboje dajemy radę:) (tak właśnie się stało podczas naszego ostatniego wyjazdu na weekend do Babc…