Jesteśmy, żyjemy, walczymy

Czas na krótką relację z naszego pobytu. Odważę się nawet uprzedzić, że nader krótką.

Intensywne ćwiczenia nie pozbawiły Ignasia humoru i ogników w spojrzeniu, powoli jednak blednie jego wigor, co objawia się skrajnym zmęczeniem około godz. 19.00. Bywa, że zasypia tuż po 19.00, co w normalnym rytmie rzadko się zdarza....

Na tym turnusie największy nacisk położyliśmy na terapię ręki i kinezyterapię- czyli popularne ćwiczenia fizyczne. Codziennie zabiera mu to 3 godziny. Do tego dochodzi logopeda na przemian z SI, zajęcia na basenie (na których celem jest płynne- nomen omen- przeprowadzenie Ignacego z trybu rekreacyjnego na tryb rehabilitacyjny- planujemy wprowadzić po powrocie terapię w wodzie na stałe w nasz grafik) oraz sesje w sali doświadczania świata, która robi i na nim i na mnie ogromne wrażenie). Tak więc czasu na nudę zostaje nam niewiele:)

Przy okazji tego wyjazdu dowiedziałam się o moim synku kilku rzeczy, które mnie w osłupienie wprowadziły niemałe. Hitem nr 1. jest uwielbienie i atencja, jakimi Ignacy obdarzył w tempie ekspresowym "ciocię Iwonkę". Jak nic bywam mojemu synowi totalnie zbędna, no chyba, że przydaję się do pchania wózka z Wiktorkiem, podczas gdy Ignacy zawłaszcza sobie ciocię dla siebie i dumnie kroczy po ośrodkowych korytarzach... No, druga mamusia, jak cię mogę;) potrafi się dziecię ustawić...

Najwyraźniej też bardzo odpowiada Ignasiowi regularny rytm ośrodkowego życia, dzielony pomiędzy ćwiczenia, posiłki i krótkie chwile relaksu, bo wszystkie te aktywności wita z jednakowym entuzjazmem i po prawdzie jeszcze w życiu nie widziałam, żeby Bąbel tak się cieszył perspektywą rehabilitacji i tak się o nią upominał. Czasem już na pół godziny przed zajęciami miga mi swoją decyzję o tym, że wychodzi na zajęcia i basta. Czasem muszę go siłą w pokoju zatrzymywać....

Niespodziewanie szybko i sprytnie Ignacy odkrył też nową korzyść z komunikowania swoich potrzeb fizjologicznych. Otóż, już właściwie w pierwszy poniedziałek na pierwszych zajęciach pokojarzył fakty, że jeśli powie siusiu mama natychmiast się nastroszy i stanie na tyle niespokojna, że nawet gotowa będzie go wyrwać z objęć terapeuty. Zaczął wiec nagminnie stosować tę strategię, która okazała się nie tyle skuteczna- mama szybko się połapała w podstępie- co popularna wśród dzieci, którym chwilowo nie chce się wysilać. Tak przynajmniej twierdzą zaprawieni w boju terapeuci:)
No cwaniaczek kolorowy i słodki- nie powiem....

No i ostatni wymysł Królewicza, to kategoryczne żądanie by mama nie oddalała się z pola widzenia z prawie całkowitym zakazem opuszczania sali terapeutycznej w czasie jego rehabilitacji.
Poważnie już- wcale nie traktuję tego jako fanaberię, ale raczej całkowicie go rozumiem.
Potrzeba poznania i zaaklimatyzowania się w nowym otoczeniu, oswojenia się z nowymi ludżmi, którzy go dotykają, wydają mu polecenia, spędzają z nim czas jest jak najbardziej naturalna i oczywista. To przecież czterolatek niespełna, więc w takich okolicznościach potrzeba bliskości matki jest jak najbardziej uzasadniona, nawet jeśli stoi w konflikcie z zasadami wprowadzonymi na użytek komfortu pracy terapeutów (typu: "na sali terapeutycznej może przebywać tylko dziecko i terapeuta"). Czasem pojąć nie mogę tych naszych dorosłych wymogów, bądź co bądź trochę gluchych i ślepcy na potrzeby pacjentów, zwłaszcza tych najmłodszych i najsłabszych skądinąd...
Także, tam gdzie trzeba, jesteśmy pokornie i grzeczni, a tam gdzie to konieczne- buntujemy sie i wprowadzamy nasze porządki;) wszystko po to, by trudy i żmudy rehabilitacji przemienić jak tylko to możliwe w przyjemną zabawę i przygodę.

No. To tak po  krótce.
Niebawem wracamy.
Z gorączki pozostał jeno łabędzi śpiew.
Samochód sprawny .
Stare pasje matki odgrzane i uskuteczniane. Do domu przyjadę z nowym, świeżo wydzierganym szalem- kominem;) grunt, to dobrze się przygotować i ustawić nawet w mało komfortowych warunkach... I jak Igancy ćwiczy, mama sztrikuje (jeśli domyślacie się, o co chodzi). Zadowoleni są wszyscy:)

To jest naprawdę dobry czas dla naszej dwójki.
Ten turnus....


PS. Ciekawych zdjęć odsyłam na profil Ignacówki na fb. W tych turnusowych warunkach technika nie zawsze mi sprzyja;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.