Już PO!

Od południa w naszym domu wczoraj zapanowało napięte milczenie. Było jakoś tak dziwnie i nienaturalnie. Nawet chłopcy powychodzili ze swych pieczar i dosiedli się do cichych rodziców, którzy odliczali minuty do momentu, w którym będzie już można położyć się spać.

Stres. Lęk. Niepewność. To zmory naszej nie tak znowu dawnej przeszłości, które się w nas przebudziły na okoliczność dzisiejszego badania Ignasia.

Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że aż tak się boję machiny medycznej i aż tak nie radzę sobie z takim stresem... Byłam jak sparaliżowana. Gdyby nie obecność męża, który wziął na siebie gro procedur, wszedł z Ignacym na zakładanie wenflonu, a potem do pokoju badań przy usypianiu i po badaniu- przy wybudzaniu - (ja dołączyłam jakieś 5 minut później)- nie wiem jak doczołgałabym się do domu po tym wszystkim.
Jednak jestem mięciutka jak pluszowy miś. Nie mam mocy w sobie na mierzenie się z takimi doświadczeniami. To trochę tak, jakbym została totalnie wyssana z odporności przez to wcześniejsze nasze szpitalne podróżowanie.

Dość, że po powrocie do domu doczłapałam się dosłownie do naszej sypialni, wsunęłam do łóżka i zasnęłam jak kamień, zakryta po uszy kołdrą, odcięta zupełnie od świata i przemarznięta na kość.


Zadziwiające wydawać by się to mogło, może jakaś nadreaktywna w tej kwestii jestem, gdyż całe badanie przebiegło w naprawdę dobrych warunkach i miłej atmosferze. Szpital odświeżony i zinformatyzowany gruntownie, co rzuca się w oczy już na wejściu. Na okoliczność wczesnej godziny, w holu głównym nie panował jeszcze tłok pacjentów i czas oczekiwania na potwierdzenie rejestracji minął dość sprawnie. W samej poczekalni oddziału radiologii (?) też schludnie i przyjaźnie zaaranżowana przestrzeń. Ignaś chyba do końca nie zdawał sobie sprawy z tego, co nastąpi i wyśmienity humor nie opuszczał go ani na moment. Nawet samo zakładanie "motylka" (wenflonu) przebiegło nad wyraz sprawnie i nie pozbawiło go animuszu. Był nieco zawiedziony faktem, że mama ani tata "motylka" nie mają i kazał mi porozmawiać z Panią, żeby uzupełnić to skandaliczne przeoczenie.
Ignacy był trzecim dzieckiem znieczulanym i badanym w tym dniu. Dlatego oczekiwaliśmy tylko w sumie około godziny, a już zupełnie zdębiałam, gdy Pani Pielęgniarka po zainstalowaniu owada na ignasiowej łapce wyszła do niego i wręczyła mu bajeczkę do przeglądania "Żebyś się nie nudził" :)
No- naprawdę szacun:)
Pan anestezjolog jedynie pozostawił we mnie cień niezadowolenia- "Tak, nie wszystko się jednak zmieniło"- pomyślałam, gdy odbierając ode mnie ankietę przedzabiegową skomentował lakonicznie "Tutaj Pani jeszcze nie podpisała zgody". Owszem, nie podpisałam, gdyż jak byk i pogrubioną czcionką było napisane, by zgodę podpisać DOPIERO PO ROZMOWIE Z ANESTEZJOLOGIEM, dotyczącej rodzaju podawanego dziecku środka znieczulającego i jego działania i skutków. To i nie podpisałam. Ale rozmowy nie było. To znaczy zapytałam o znieczulenie, ale anestezjolog coś spięty był, bo jeszcze jedno dziecko na badania miało przyjechać ,a było ponadplanowe...
No dobrze, nie będę się już czepiać.
Było naprawdę dobrze.
Sto razy lepiej niż w 2011 roku, gdy wędrowałam po oddziałach w poszukiwaniu diagnozy....



Na zakończenie tego postu zrobię coś, czego dawno już nie robiłam.

Polecam Wam tekst Matki Karimatki z Wysokich Obcasów.
To się naprawdę dzieje w naszych polskich szpitalach...
Po takich doświadczeniach naprawdę można mieć traumę na długie lata...

Może kiedyś wreszcie to się zmieni- gdy ty i ja będziemy wiedzieć, czego oczekiwać od personelu medycznego i jak mu nie przeszkadzać w pracy....

Także.... ten tego..... żebyś wiedziała, mamo i żebyś wiedział tato. Takiej wiedzy nigdy dość.

Uściski!

Komentarze

  1. Jejku, to ważne badanie to był rezonans w znieczuleniu :( W pełni rozumiem Twój strach. Pewnie będę przeżywać to samo w lutym.
    Dobrze, że macie już z głowy.
    A tekst z Wysokich Obcasów u mnie od paru dni leży i walczę ze sobą - czytać, czy może lepiej nie wspominać, nie myśleć, nie denerwować się...

    OdpowiedzUsuń
  2. o jak fajnie, że Ignac przeszedł to tak dobrze :-) :-) :-)
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.