03 listopada 2014

Katar

Niemoc nas ogarnęła po powrocie do domu. Cały poturnusowy tydzień zmarnowaliśmy na rodzinne  chorowanie, co to się od matki zaczęło, a na Ignasiu skończyło.

Wyobraźcie sobie, że musiałam przywieźć w sobie coś wirusowego z 12 Dębów, bo zaraz po mnie (zdążyłam dosłownie dojechać do domu i zjeść rodzinny obiad, po czym mnie centralnie zmogło), zachorował tata, a potem średni syn, a następnie najstarszy... Ignaś na razie tylko (tylko?) katar złapał, a to i tak raczej w przedszkolu niż w domu...

Tymczasem działo się u nas ogromnie dużo.
Począwszy od teoretycznej hospitalizacji, która miałaby nastąpić jutro, skończywszy zaś na zbliżających się wielkimi krokami czwartych urodzinach Ignacego.

Ale, po kolei (choć i tak nie dam rady opisać wszystkiego w jednym wpisie).
Teoretycznie bowiem jutro rano skoro świt powinniśmy zameldować się na oddziale neurologii dziecięcej we Wrocławiu, celem wykonania kontrolnego badania rezonansu magnetycznego mózgu Ignasia. Dorosły świat chce się dowiedzieć co w tej małej, twardej jak głaz, łepetynie się dzieje i zmienia. I  nie wystarczy mu to, co widać gołym okiem. Że postęp, że rozwój, Że chodzi, że się komunikuje, że jest radosny i rozumny. Tak czy inaczej nici z tego, gdyż Ignaś ma katar. Śmiem twierdzić, iż celowo go przywlókł z przedszkola, gdyż niechęć moja do tej hospitalizacji była ogromna. Do tego stopnia ogromna, że kilka dni temu w popłochu niemalże wysłałam w świat zapytanie, czy ktoś coś wie i doradzić może, byśmy ominąwszy siedzenie czterodniowe na tłumnym oddziale, badanie to w znieczuleniu wykonać jednak mogli. Świat odpowiedział, lecz okazało się, że są problemy. A na problemy, wiadomo, kto? Tata jest najlepszy. Tata więc zadziałał. I czekamy na efekty owego taty działania. Może się uda- powiem tylko w tajemnicy.
Problem ze szpitalem i tą całą hospitalizacją i moją niechęcią do niej wziął się natomiast z pewnej krótkiej rozmowy telefonicznej i naszych wcześniejszych doświadczeń hospitalizacyjnych. Okazuje się bowiem, że dla naszego systemu opieki zdrowotnej jednostka i pacjent tak zwany się nie liczy prawie. Liczą się, jak wszyscy wiemy, pieniądze i warunki kontraktu z NFZ. Z tego zaś wynika dla nas, że przyjęci we wtorek na oddział w celu ściśle określonym (wykonaniu jednego badania), musielibyśmy czekać do piątku, czyli cztery dni, właśnie na wykonanie tego jednego badania. To jeszcze możnaby uznać za tak zwany pryszcz- w końcu nie jesteśmy hrabiostwem, ino zwykłymi ludźmi, niedogodności wytrzymać potrafimy. Ale do pewnych granic.
Jak pewnie się domyślacie, matka nie jest z tych (ani Ignacy z tamtych również), co to zostawiłaby dziecko na oddziale obcym, wśród obcych, na cztery noce. A Ignacy by nie został. I kropka.
A tu warunki takie nam przedstawiono (pamiętam je sprzed 3 lat- nic się nie zmieniły): rodzic może z dzieckiem na oddziale być w dzień i w nocy. W sali jest 6 łóżeczek. Nie wolno mieć z sobą żadnych karimat, materacy, krzeseł, foteli rozkładanych. Spać można- na stojąco lub z dzieckiem w łóżeczku (dziecięcym). Rodzice tak robią. Śpią. I owszem.

No to proszę bardzo. Niech śpią. Ja nie będę. Tam gdzie nie ma zagrożenia życia, się do durnego systemu dopasowywać nie chcę. Poniżej godności. Poza szacunkiem. Ja rozumiem, że oddział jest dziecięcy. I że to nie spa ani hotel. Głupia nie jestem. Ale minimum szacunku i zrozumienia jednak oczekuję. Zwłaszcza, że moja obecność przy Ignacym dla wszystkich będzie korzystna, prócz mnie jednej. Bo dla mnie to jedynie stres.

No. I dlatego Ignacy kataru dostał.

O reszcie napiszę innym razem, bo mi się wątki posklejać nie chcą.

Acha- urodziny planowane są na niedzielę! Tę najbliższą:) 9 listopada 2014. Czwarte:)

Do usłyszenia.

6 komentarzy:

  1. I wyszło, jak zawsze ...samo życie pisze scenariusz a my musimy się do niego dostosować!!!! Zdrówka dla Ignasia, niech ten katar mu minie i urodziny będą huczne na 100 fajerek!!! Tylko dobrych rozwiązań - życzymy Wam z całego serca!!! Wierzymy w działania Taty Ignasia! Buziaczki od Ani dla Ignasia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, Marzenko! Pewnie będą:) Tylko co ja ugotuję dla gości??????!!!!!!????????
      :*

      Usuń
  2. No już na krzesło mogliby pozwolić. A mogłabyś być przy usypianiu Ignasia? Dzieci intuicję mają.Jeśli Ignaś ma katar, to znaczy,że to nieodpowiedni czas na to badanie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sądzę- z tą intuicją, Taka sobie Mamo:) Dlatego jakoś mi nie żal terminu... O krzesełku nie pomyślałam... ale wyobrażasz sobie, jak Ty się czujesz po 3 nocy spędzonej na krzesłku przy łóżku Twojego dziecka, tuż przed jego badaniem? Oparciem dla niego pewnie bym nie była... :( raczej kupką nerwów i rozdygotania...
      Nie znoszę warunków na niektórych polskich oddziałach dziecięcych... brr... niestety... nie w XXI wieku...
      pozdrawiam zwrotnie :) i równie ciepło :)

      Usuń
  3. Chyba wiem jaki szpital masz na myśli.
    My także przeleżeliśmy w nim dużo dłużej niż powinniśmy, tylko po to żeby wykonać EEG w śnie oraz MR. Oczywiście warunki jak opisujesz można spać co najwyżej na łóżku z dzieckiem. Wrocławskie szpitale są totalnie nie przystosowane i nie przychylne dla rodziców. Podobno teraz na Koszarowej zostały stworzone odpowiednie warunki ku temu.
    Trzymajcie się! Oby udało Wam się załatwić wszystko pozytywnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaaaaaa, trafia mnie za każdym razem, gdy czytam o takich warunkach...
    I chyba przestanę narzekać, że na Litewskiej na neurologii w sali są 4 łóżka..

    Ps. Kontynuacja świętowania urodzinowego u nas? ;-)

    OdpowiedzUsuń