Miłe akcenty...

Mieszkamy w niewielkim miasteczku.
Na szczęście nie wszystkich tu znamy, co daje nam złudne poczucie anonimowości. Bardzo złudne- o czym niejednokrotnie się przekonywałam;)
Nasze świadome outsiderstwo i niezajmowanie się cudzymi sprawami pozwala nam żyć i czuć  się komfortowo nawet w tak małej, bądź co bądź, społeczności. I filtrować zdarzenia tak, by dodawały nam energii, zamiast nas jej pozbawiać.

O tym jest więc dzisiejszy krótki, przedurodzinowy wpis;)).


Scenka nr 1.
Zamawiam tort dla Ignasia (pomna moich wcześniejszych doświadczeń i skalkulowawszy wcześniej siły wobec zamiarów, ustąpiłam tym razem miejsca profesjonalistom- cukiernikom). W małej lokalnej cukierni. Czasem przychodzimy tam na ciastka. Z Ignasiem albo i całą brygadą.
Rozmowa się toczy niespiesznie, Pani przedstawia mi ofertę i pomaga dokonać wyboru (tradycyjnie zamówiłam ten tort, co zazwyczaj;)).
- To dla najmłodszego synka? Tak?- dopytuje- Ile lat kończy? Cztery? Dawno go u nas nie było (tu uśmiech).... 


Scenka nr 2.
Tata siedzi na fryzjerskim fotelu. Dość powściągliwy jest w rozmowie, czym nieszczególnie peszy i zniechęca swoją rozmówczynię, robiącą mu mimochodem porządek z fryzurą (od czasu do czasu tacie się przecież należy;)).
- A co tam u Ignasia? Kiedy przyjdzie na strzyżenie?- bo się za nim naprawdę stęskniłam- zagaduje Pani niefrasobliwie i serdecznie zarazem.


Scenka nr 3.
Kupuję pierogi w naszym kiedyś-osiedlowym sklepiku (bo tam oczywiście są najlepsze, a na "własnej produkcji" ani sił, ani cierpliwości, ani czasu mi nie starcza). Nie mieszkamy tam już przeszło dwa lata, a zaglądam nie częściej niż raz w kwartale.
- A co tam u Malutkiego? Lepiej? Zdrowy jest?...



Bezcenne są te wyrazy serdeczności. Przyjemnie jest wyczytywać z ludzkich spojrzeń i twarzy przychylność i życzliwość wobec swojego dziecka, zwłaszcza takiego, co to się w normach nie mieści żadnych... Jakiś lęk w człowieku maleje, ucicha. Znika. Jest dobrze......


Dziękuję Wszystkim, którzy przyczynili się Sobą to powstania tej opowiastki. Bardzo!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.