O Theratogs' ie, który wyszedł z szafy

Pozostałością turnusowych doświadczeń jest serdeczne przeproszenie się mamy (i Ignasia siłą rzeczy) z Theratogs'em.
Zdradziliśmy go kilka ładnych miesięcy temu, tuż po tym, jak Ignacy ruszył w świat, i wydawało nam się, że jego misja się skończyła w rehabilitacji Młodego.

Jednak byliśmy w błędzie. Zasadniczym.Chwała przynajmniej, że tym razem za szybko nie wydaliśmy go w Świat. Bo byłby klops i zgrzytanie zębami....

Terapeuci w Zaździerzu dość chętnie upinają pacjentów w różne kombinezony ( o ile to im oczywiście potrzebne), którymi dysponują. A jest ich sporo. Ignasia również upięli. By skorygować głównie jego wadliwą postawę podczas chodzenia (wiotkość Ignasia sprawia,że stosunek miednicy do brzucha jest zaburzony i dlatego dość pokracznie chodzi). Można jednak temu zaradzić dopinając specjalne krzyżaki do "kostiumu" podstawowego.

No i mama postawiła sobie za punkt honoru upinać Ignasia. Codziennie. Systematycznie. Na kilka godzin (od 4 do 6), zgodnie z instrukcją, wbrew sprzeciwom Zainteresowanego.
Sprawa jest o tyle łatwa, że nawet w przedszkolu Ignaś może w Theratogs'ie być. Trening czystości bowiem uwolnił go od pieluszek. I nie ma problemu.
Jest też niestety o tyle trudna. że Ignacy nienawidzi zakładać i zdejmować kombinezonu. Gdy już w niego jest odziany, zdaje się natychmiast zapominać o niewygodzie i dyskomforcie, co w istocie świadczy o tym, że musi mu być jednak dość komfortowo we wdzianku. Gdybyż zechciał o tym pamiętać co rano przy upinaniu.......


A oto efekty naszych wspólnych codzienno-porannych bojów (i sam Bohater we własnej osobie):




PS.
Z turnusu przywieźliśmy także nowy gest "krowa" i "koza";) Do tego umiejętność odkręcania korków i pokrętła, zamykającego zamek w drzwiach - spróbujcie teraz zamknąć gdzieś Ignasia... to się zdziwicie, jak szybko wyjdzie;) nie mówiąc o przekręcaniu kluczyka w stacyjce... najwyraźniej paluszki mu się wzmocniły. Ponad to odkryłam pod sam dosłownie koniec naszego tam pobytu i do dziś z szoku wyjść nie mogę... że Ignacy ANI RAZU podczas turnusu nie poprosił mnie o zabawę w samochodzie!!!!! Prawie wcale nie migał "autko", jako propozycja spędzania wolnego czasu (czym potrafił nas zamęczać jeszcze na kilka godzin przed wyjazdem do Zaździerza i musowo zaliczał przynajmniej dwie wizyty "rekreacyjne" w samochodzie dziennie)...
Zmienia nam się Chłopinka, oj zmienia....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.