22 listopada 2014

Zdradzę Wam coś...

Kiedy czuję się tak jak dziś - a nie zdarza się to raz na tysiąc lat, ani nawet na rok- mój Mąż robi mi prezent.

Znacie te dni, prawda? Od rana chandra, dygot jakiś człowiekiem wstrząsa raz po raz, słodkie dziecięce spojrzenia mdlą, a w głowie huczy jedna mantra: zmęczona, zmęczona, zmęczona....

No. Więc właśnie w "te" dni, z szeleszczącego papierka, ostrożnie rozpakowuję podarek...

"Idź się połóż, a ja zajmę się dziećmi.... (Z akcentem na Najmłodszego, rzecz jasna ;)).
Albo "wyjedź gdzieś na weekend, sama".... "Skocz do koleżanki na sobotę"...
Tudzież "Śpij sama w pokoju, a my z Iggim położymy się u chłopców. Będziesz mogła się wyspać do   10.00."..... (Opcja tylko weekendowa;) ).

Czasem bywa też w środku takie cudo (no, powiedzcie sami): "Wezmę chłopców i wyjadę do mamy. Ty zostań i zajmij się sobą, kochanie."....


Warte więcej niż milion prezentów i wycieczka na Seszele razem wzięte!


Rozumiecie? Wiecie?

Zmęczenie to jeden z najgorszych dręczycieli naszej codzienności. (Waszej zapewne także...).

Dziękuję Ci, Iggi, za twojego czadowego Tatę;)!!!
Dobranoc ;)

1 komentarz: