Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2015

bezcenne

Obraz
Choć jej szczerze nie znoszę, dziś chciałam  jej podziękować.

Dziękuję niepełnosprawności mojego Synka, z którą zmagamy się od przeszło 3,5 lat za to, że jest na tyle łaskawa, bym mogła cieszyć się z nim zabawą w takich miejscach, jak to...
Wiele dzieci i  ich rodziców tego nie może....



Ile odwagi kosztowało mnie podjęcie decyzji o wyprawie w takie miejsce, nie zamierzam Wam nawet wspominać.


"Przecież chłopcy też mieli po 3, 4 latka, gdy ich tam zabierałam"...- przekonywałam samą siebie.

I udało się :)

Było super :)

Strzał w dziesiątkę na spędzenie wolnego popołudnia.

Kolejnym razem koniecznie z rodzeństwem. Chyba nie są jeszcze na to "za starzy"? ;)


Dodatkowym atutem jest 50% zniżka przy zakupie biletu dla dziecka z orzeczeniem o niepełnosprawności. Rodzic wchodzi za darmo :) Każdy :)



I co z tego, jeśli to kryptoreklama? Widzieć, jak Ignaś pokonuje samodzielnie kolejne przeszkody.....
B-E-Z-C-E-N-N-E.

howk.


Piórka, piłeczka, Nutella...

Obraz
... talerzyk, mleczko w tubce, mydlane bańki, wiatraczek, amarantus., kawałeczki banana na talerzyku.... to nasz nowy zestaw terapeutyczny - logopedyczny.

Codziennie 2 razy po 10 minut. Dmuchanie, oblizywanie, wylizywanie, puszczanie, mlaskanie, cmokanie, buziaków posyłanie.

A język nadal jak kołeczek. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Ignaś nie potrafi oblizać kącików ust języczkiem i że taki to dla niego problem :( Prosta rzecz, a jaka zasadnicza....


Bez tego nici z mówienia, trzeba więc go nauczyć... Jednak wizyty domowe logopedy są dla nas bardzo motywujące i mobilizujące. Ignaś ma nawet specjalny znak "imię" dla Pani Agnieszki:) Wziął się on z pierwszej wizyty- konsultacyjnej- gdy przyłożyła jego rączkę do swojego gardła i wypowiedziała jego imię :) Od tej pory Pani Aga logopeda jest Panią od drgającej szyi:) I szafa gra. I wiemy, o kogo chodzi:)

Pocieszająca w tym wszystkim jest łatwość, z jaką Ignaś ćwiczy sylabizowanie z dodaniem klaskania sylaby "ta" (n…

hmm..., hm..... biofeedback...

Co tu napisać? Żeby było rzetelnie, uczciwie i niekrzywdząco nikogo?

No, to poszliśmy pełni oczekiwań i emocji na spotkanie z Panem Psychologiem w piątek ubiegły....
Biofeedback nas kusił, mamił, plan w głowie domagał się realizacji...

Ale chyba nasz entuzjazm nikomu się nie udzielił ;) Wizyta była raczej... hm.... trudna..

Wygląda na to, że ta metoda nie dla Ignaca i nie na teraz... A po krótkim przyjrzeniu się sprawie, być może nawet nie "koniecznie potrzebna"?...

Moje wrażenia wstępne co do metody są raczej rozczarowujące... Wydaje mi się, tak po ludzku, mało atrakcyjna dla dzieci- przynajmniej w tej odsłonie, której doświadczyliśmy......
I nawet nie poszło o klipsiki zapinane na uszkach i na główce, bo z tą biżuterią Ignaś jakoś dałby się oswoić... (po pierwszej próbie zdjęcia ich z siebie, i mojej interwencji zachęcającej do pozostania w tych "ozdobach", siedział spokojnie z kabelkami za pan brat)...
Praca pacjenta polega- najogólniej oczywiście rzecz ujmując-…

Kochamy na zabój!

to fakt:)
Ale czy wymagamy odpowiednio wiele od naszych dzieci?

Pokutuje chyba gdzieś w czeluściach świadomości naszej, że niepełnosprawność wiąże się z zależnością i nieporadnością, bo oto uzmysłowiłam sobie, co następuje:

Nasz słodki, sprytny, czteroletni synek przyjmuje notorycznie postawę wyczekującą. Do tego stopnia, że praktycznie nie odstępuje nas na krok, czym potrafi doprowadzić do rozstroju nerwowego swoich rodzicieli. Tak. Zdecydowanie wpadliśmy we własne sidła i chyba czas się z nich powoli wyplątywać :)



No bo- czy to przystoi, by czteroletni przedszkolak nie potrafił samodzielnie zdjąć własnego obuwia? Albo odzienia? Hmmm?... Rączki ma sprawne, paluszki nieco mniej, ale- umówmy się- to kwestia wyćwiczenia. Nóżki też go już nieźle ponoszą, więc czemu niby widzimy go wciąż jako nieporadnego dzidziusia i - wstyd przyznać- wyręczamy?

Dziś postanowiłam więc wprowadzić kolejną rewolucję. Czas na samodzielność w takim zakresie, w jakim jest to już możliwe. Przecież nie wypada, b…

Turbodoładowanie

"Powinniśmy to byli zrobić już dawno"- pomyślałam.

"Nie. Stop! Wcale nie powinniśmy. Teraz jest dobry czas na zmiany."- zaraz się opamiętałam w myślach.

Idzie czas rewolucji rehabilitacyjnej- tak najkrócej można ująć wygibasy, które uskuteczniam nad rozpiską tygodnia'2015 i w swojej głowie. Konsultuję, wydzwaniam, umawiam, przestawiam i rozmyślam. Całe morze rozmyślań mam w sobie. Od rana do nocy.




Ignaś jest taki plastyczny. I taki wdzięczny do terapii zarazem. Potrzeba pomocy jemu jest w nas tak naturalnie wielka, że ciągle rewidujemy każdy aspekt jego rehabilitacji. Żeby nie było za mało, a jednocześnie by go nie przeciążyć. Żeby optymalnie dopasować metody, obszary, techniki, ludzi, którzy z nim pracują i miejsca, w których terapia ma się odbywać.
Wiadomo, że nadmiar wrażeń jest tak samo groźnym wrogiem, jak ich niedosyt. Wiadomo, że ciągła podróż od jednego miejsca do drugiego też kładzie się cieniem na normalnym funkcjonowaniu każdego dziecka. A nade wszys…

Zwiedzanie świata- czyli rozwiązanie zagadki ;)

Obraz
Należymy do rodzin wędrownych. Zanim osiedliśmy w naszym miasteczku, kilkakrotnie zmienialiśmy lokalizację (wówczas jeszcze bezdzietni), a później duże przeprowadzki zamieniliśmy na małe podróże.
Przed pojawieniem się Ignasia nie było prawie weekendu, by nas gdzieś nie wywiało z domu, czego minusem jest fakt, że w naszych okolicach i tych, skąd pochodzimy niewiele jest miejsc turystycznie atrakcyjnych, których nie widzieliśmy. Sprawa więc nieco się komplikuje:) Nasi synowie prawdopodobnie widzieli większość dolnośląskich zabytków, choć pewnie nie potrafią ich wymienić i przemierzyli setki kilometrów na rowerach jeszcze przed ukończeniem 8 roku życia.
Obecnie zalegamy nieco w domowych pieleszach, ale to najwyraźniej naturalna kolej rzeczy- i my już nieco zmęczeni, i chłopcy chcą pobyć trochę stacjonarnie i -  o czym dziś- z Ignasiem podróżowanie i zwiedzanie nie było wcale takie łatwe. Jak to z małym dzieckiem- aż chciałoby się dodać:)

Tymczasem odnoszę wrażenie, że właśnie TO się zmie…

Na mokradłach nowy wpis;)

Ignaca okruchy codzienne

Obraz
"Ścichł wrzask, szczęk i śpiew".... /P. Gintrowski/

;)
_________________________________________________________________________________



Co u Was słychać?....


Gdybyż to się dało wiernie opowiedzieć o naszej codzienności...

Przez 10 pierwszych sekund po usłyszeniu takiego pytania zwykle milczę jak grób, starając się odtworzyć najbardziej istotne fragmenty z ostatnich tygodni, by sklecić coś w rodzaju mozaiki dla rozmówcy, ciekawego "co u nas słychać?"...
Życie pozlepiane jest z tysiąca chwil, których nie sposób spamiętać, intensywnie się w nim zanurzając. To coś w rodzaju nieustannie dokonywanego wyboru: być i przeżywać czy robić pamiątkowe fotografie? Zawsze coś umknie. Takie jest ryzyko;)
Wrzucam więc niechronologicznie skrawki minionych dni, ufając, że i tak oddadzą one przynajmniej w części atmosferę i temperaturę naszego realu ;)
A Ignaś w tym wszystkim gdzieś wkomponowany delikatnie, trochę na uboczu, choć zawsze w centrum naszej uwagi, jest, rośnie, zmienia się …

Z wizytą w Urzędzie

Obraz
Wcale nie jesteśmy tam rzadkimi gośćmi, bynajmniej ja z Ignasiem, stąd jego dość dobra orientacja w topografii urzędu. Największą atencją cieszy się oczywiście winda, której tym razem jednak nie wypróbowaliśmy;)

W piątek rankiem, przed przedszkolem, odwiedziliśmy Pana Burmistrza, by złożyć jemu i Panu Kubie osobiście wyrazy naszej wdzięczności.

Spotkanie było bardzo miłe i kameralne. Nie obyło się bez pamiątkowej fotografii i wymiany drobnych upominków:)

Ignacy zachowywał się godnie, z klasą, jak wyrafinowany dyplomata, oznajmiając rezolutnie po 25 minutach dorosłych ożywionej pogawędki a jego w miarę skupionej uwagi, iż czas uścisnąć sobie po raz ostatni dłonie, pomachać wzajemnie na do widzenia i pójść tam, gdzie każdego wzywają obowiązki:)

I tak oto ostatnie kuluarowe fotki wieńczą relacje z 30 Ulicznego Biegu Sylwestrowego Ignasiem w tle:)

Ależ to było wydarzenie i jakie emocje! Ech.....

Czy w Nowym, raczkującym wciąż Roku, coś będzie w stanie je "przebić"? :) zobaczymy.…

Moc 1% fikuśnie ;)

Pisałam już kilkakrotnie o tym, jak 1% podatku wspiera takie rodziny, jak nasza... o... na przykład w tym poście (klik, klik).

Tak, to prawda, rodziny zbierające na subkontach swych niepełnosprawnych członków wpłaty z tego tytułu mają za co dziękować swoim Darczyńcom. My również.

Niemniej jednak...

Pytają mnie różni ludzie nam znani, "jak udał się Bieg"?, jakie wrażenia w nas pozostawił? (dziś na przykład dwukrotnie odpowiadałam na takie pytania :)). I muszę przyznać, że odpowiedź jednowątkowa wyłącznie nie jest wcale i prosta.

Bo oto Bieg ów miał dla mnie przynajmniej dwie twarze (że się tak wyrażę), na czym się złapałam (kolokwialnie stwierdziwszy), zatrzymując się na moment przy odpowiedziach, by były prawdziwe i pełne.

Pewien nasz znajomy prędziuchno policzył, że Drużyna Ignaca stanowiła prawie 1% wszystkich uczestników Biegu Sylwestrowego (których szacowano na 1600 osób). I wówczas mnie olśniło:)

Bezsprzecznie, pieniądze, z którymi łączył się wymiar charytatywny imprezy…

Wyjątkowa Drużyna

Obraz
Taka cisza. Ignaś śpi. Chłopcy zaszyci w swoich pokojach. Dorośli rozpierzchli się po domu w poszukiwaniu wyciszenia. Jest tak inaczej niż dwa dni temu...

To będzie długi wpis.
Bo musi taki być.
Zaczynam...

***
Niby zwyczajny, a nietypowy dzień. Od rana towarzyszyła nam ekscytacja. Przed dom przewinęło się 26 osób w ciągu dosłownie 10 godzin. Był szał. Było radośnie. Był stres. Było zadowolenie i satysfakcja. Było tłoczno i głośno. A nade wszystko - szczególnie.

*** Oczywiście, że przeżywamy dużo intensywniej to, co jakoś angażuje nas osobiście. Przez 12 lat obserwowaliśmy z okien naszego mieszkania zmagania biegaczy w sylwestrowy poranek. Nigdy jednak tak entuzjastycznie i żarliwie, jak tym razem.

Chciałam Wam dziś opowiedzieć nie tyle o biegu - bo cóż mogę ja- niebiegająca osoba, na ten temat wiedzieć? - co o Ludziach, którzy stworzyli Drużynę Ignaca. Bez nich ten dzień nie byłby tak wyjątkowo poruszający. Nasza wdzięczność zaczyna się od nich.

***

Jeszcze o 9:15 była ich garstka.
E…

A po biegu....

Obraz
Taka noc zdarza się raz w roku i raz w (dotychczasowym) życiu- zwłaszcza, gdy ma się tylko 4 lata.

Szczęście w oczach, entuzjazm w sercu, ciało w tańcu...

Zanim opowiem Wam, jak było na Biegu Sylwestrowym, chcę Wam przypomnieć, że wciąż istniejemy :P
A jest po temu taka drobna okazja, jak Sylwester właśnie.
Jako echo dopołudniowych emocji, świętowaliśmy w domu ten symboliczny moment przejścia z jednego w drugie.W zacnym i zarazem skromnym (bo cząstkowym) gronie Drużyny Ignasia.
Bieg, a właściwie jego wspomnienia, przetaczały się gromko, nie sposób się było od nich uwolnić ani na moment. Jedynie dzieci beztrosko i wdzięcznie hulały do woli, urzekając nas swoim widokiem.

O tym, jak piękny był to widok, zaraz przekonacie się sami, z poniższych zdjęć. Jednak wpierw słowo wstępu dla wytrwałych: nie ma właściwych słów wzruszenia opisujących wiernie jak czuje się matka drobnego chłopca, ledwo stojącego na nóżkach, który niesiony wewnętrznym poczuciem rytmu i miłością do muzyki prowadzi małą …